Batmobil nie jest zlosliwy, on jest zly.

9 Październik 2009

Jedziemy. Jest Pb wieczor i jest juz ciemno, chociaz jest pelnia. To dobry czas przewietrzyc turbine i zagotowac silnik. Zartowalem, to przeciez nie jest jakis pedziowaty Lanos STI, a prawdziwie niezawodne wyposazenie kaplana Szatana. Ja jestem trzezwy i jestem zly i jade po czarnego kota i moze po jakas dupe na wieczor na ofiare. Albo jade tylko po kota, bo dziewice w Warszawie juz dawno wymarly, a do Krakowa za daleko. Zreszta wszystkie krakowskie dziewice splamione sa dolarowymi Murzynami. Teraz jezdze tylko do Poznania do SQ na dziewice, bo jest tam ich duzo i wszystkie za byle 10 zlotych zrobia wszystko, co mi przyjdzie do glowy. Sa mlode i sa chetne i lubia pieniazki. Stare, chciwe i tluste france wyjechaly z Poznania juz dawno do Warszawy i dla ciekawskich ukrywaja sie pod adresem fotopasztet.blog.pl, a czasami publicznie vel www.krebelka.com.

Czarnych kotow dzis jak na lekarstwo, a czas leci. W desperacji szukam innej ofiary, ale Mroczny Pan patrzy uwaznie na swoich wyznawcow i surowo i nie zadowoli sie kurwa pierwsza lepsza wiewiorka, a kota na ofiare nalezy szybko namierzyc, zlapac i zwiazac. Tak samo, z kobietami. W przypadku problemow z transportem uzywa sie worka, widel i w chomąto, gdy ma fajna pupcie. Lepsze to niz  polscy chlopi w XII w., kiedy zakladali babom chomąto i orali nimi pole. Tam przynajmniej Fred mowil, ja nie pamietam.

Jedziemy. Najpierw parking pod Opera. Jedna rundka, druga rundka, otwieram bagaznik. Zadna nie wskakuje. Wszystko jasne, obok stoi M6 i tez ma otwarty bagaznik. Obok niego lansik, tipsik i solara, wszyscy mowia im blachara. Nic tu po mnie, takie kobiety chetnie dziela slodycze zycia, ale niechetnie dziela sie kosztami benzyny. Jade precz i szukam dalej szczescia w zyciu. Jest i szczescie, szczescie nazywa sie A3 2.0TDI i zawiera dwie lyse paly. Paly wyprzedzaja Batmobil pasem do skretu i zajezdzaja mu droge i pokazuja rozne dziwne gesty, jakbym im matke dresiare puknal. No nie raz sie kurwa zdrzylo, z zalem sie przyznam. Ale do rzeczy – nie gardz dresem, bo dres bedzie gardzil Toba, tak sobie racjonalizuje pod nosem. “Glowa dresy do gory”, uzupelnil kat miasta Batmobil. Nie wiem, czy wiecie, ale kat w sredniowieczu mial monopol w grodach na prowadzenie burdeli. Ot i dygresja, powrocimy do niej.

cdn.

ex-7724


Było minęło

24 Lipiec 2009

bylo minelo do kwadratu. Batmobil poszedl precz, bu. z kazdego kata zalosc mnie ujmuje, a serce swojej pociechy darmo upatruje. zartowalem, chcialbym, zeby wszystkie zapewnialy mi przez tak dlugo tyle radosci w zyciu, a odchodzac jeszcze doplacaly do siebie. dzis w ogole mi go nie zal, gdybym mogl, to rozstalbym sie z nim przez SMSa. nie wiem, czy to koniec Konfesjonalu, czy jego poczatek. ale czy wycina sie lasy, kiedy samemu zawsze mozna zostac partyzantem? Konfesjonal zostaje, tylko Batmobil zmienil marke z tej ulubionej przez homoseksualistow w ulubiona marke niereformowalnych bucow. zatem jedziemy bez sensu. welcome to the Dark Side w kolorze czarnym, bo auto wyglada niezle. Subaru rzucalo sie w oczy, Evo do razu je wylupuje. Subaru zachwycalo dzieci i oprocz homoseksualistow jezdza nimi pedofile. Evo zachwyca dwudziestoletnie kobiety, ktore szukaja wlasciwego meza. zachwyca tez trzydziestoletnie kobiety, ktore kochaja meza, ale nie mocno juz dosyc. i czterdziestoletnie kobiety tez, ktore nie maja juz meza. kurwa eldorado. z mniej istotnych szczegolow Subaru udaje, ze skreca. Evo udaje, ze nie skreca. Subaru daje ci orzecha, ale go nie rozgryza. Mitsubishi daje ci orzecha i czekolade orzechowa, wybor nalezy do ciebie. wszelkiej zawisci nie bede komentowal, zawisc to zolc duszy i dzis mam wiecej do przemilczenia, niz do powiedzenia. przeciez co glupiemu po koronkach, skoro mowi, ze to same dziury?


Miasto Masa Maszyna.

12 Maj 2009

dawno mnie tu nie bylo, ale zrzucmy wszystko na karb bezecnej i lepiacej sie wiosny. kto wie, ten wie i Czeslaw tez wie, chociaz on moze wie nawet az za dobrze, bo ona jest tylko dwa razy od niego mlodsza, ale przynajmniej nie wyglada za staro :mrgreen:

pamietaj Morys - milostki, chociaz swiete, rozumem maja byc ujete. babi narod zawsze chytry. wiosna wiosna, ale kazda pora roku ma to do siebie, ze w koncu przychodzi pora na kopanie i nie jest tez wielka tajemnica, ze najlepszym lekarstwem na wiosenne dziwactwa jest sprawienie komus przykrosci. zatem jedziemy. bez sensu.

jak wiadomo, zachcialo mi sie sprzedac Batmobil, ale go nie sprzedalem, bo mi sie zal go okrutnie zrobilo. taki sentyment mam do niego. a dokladniej, nikt nie dawal od razu tyle pieniedzy, zeby godnie ten sentyment ode mnie odkupic. kupic sobie golasa rozbitka z Ameryki kurwa i nie zawracac mi glowy! nie wiem, skad sie takie klapsy biora, ktore sadza, ze na litosc kupia Batmobil w cenie zajechanego gruchota po 150-kilogramowym bambrze z Nowego Orleanu. zatem male, zawistne czesie z Sohaczewa i okolic – auto zostawiam na dluzej przy sobie i niech Was kurwa szlag i caly powiat zolcia i korzenie tez zaleje przy okazji :mrgreen:

no ale do rzeczy, nie moglem sie powtrzymac tylko. z racji, ze Batmobil ma nowy kolektor i nowy up-pipe to Batmobil zmienil teraz swoja podla charakterystyke. otoz ryczy jeszcze glosniej i zaczal obrzydliwie bulgotac i ciagnie z dolu mocniej i o dziwo jakos znikomo gora mu poslabla. nie wiem, jak on to robi. moze dlatego, ze z poczatku w tryb awaryjny sie przestawil i wowczas zapierdzielal jeszcze bardziej i tak mu sie to spodobalo? mi tez sie spodobalo, zatem postanowilem, ze tak zostaje na dluzej, chociaz strasznie duzo mnie ostatnio ten Batmobil kosztowal. coz, chleb palcze, gdy go darmo jedza, ale szpan za to teraz jest gargantuiczny, ze jak jade wolno KENem, to sie mlode mamuski z berbeciami w wozkach ogladaja, tatuski kciuki unosza do gory, dresiarze w Bumach zjezdzaja na prawy pas, a studentki uczelni panstwowych w trybie dziennym zerkaja ukradkiem, jaka dzis bielizne nosza. ja zawsze jednak wybieram te z prywatnych szkol, albo studiujaca w trybie zaocznym, bo te w ogole nic nie nosza. pozniej jak zwykle na takie to tylko proso i arszenik i jak najdalej, bo z nimi jak z pieniedzmi. latwo przyszly, latwo poszly.

jedziemy. jest Trasa Siekierkowska i jade sobie lewym-prawym-lewym-prawym pasem, bo skoro jest miejsce, to po co ludzi straszyc? ale z tylu nowy, bialy, perlowy i odwazny Abarth postanowil dla odmiany mnie postraszyc. coz, mowi sie panie Fiacie, ze odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu, a ja sie nie boje, bo w zyciu mnie juz wystarczajaco wystraszyli i nic nie jest w stanie mnie juz wystraszyc. no moze wizja malzenstwa z kobieta z tenedencja do tycia. nie smiac sie kurwa teraz, nie mam na mysli filigranowej dziewczyny moderatora forum Subaru. zreszta ktos juz kiedys powiedzial, ze bigamia to o jedna kobiete za duzo. monogamia kurwa tez i tego bede sie trzymac. zatem Fiacik uparcie trzyma sie zderzaka i chyba daje znaka, ze mu przeszkadzam. jak Boga kocham, zuchwalstwo i impertynencja najgorszego sortu. lewy-prawy-prawy-lewy-lewy i nie ma Abartha. po chwili znowu jest, ale po prawej i tylko sie niesmiale zrownuje. kurwa mac, wszystko jasne. zajebista sztuka za kierownica sie usmiecha, a na prawym tez zajebista sztuka i tez sie usmiecha. wiadomo, mamy Pt wieczor i do tego wiosne i zwierzyna lowna zasadza sie na czaty. mysle sobie, ze duren ze mnie, bo kto to slyszal, zeby hunter uciekal przed ofiara? ja to zawsze musze na odwrot. chcialem zagadac, ale wez tu zagadaj, jak wydech zaglusza nawet wlasne mysli. co gorsza jednak, auto oblepione reklamami i one same jakos podobnie ubrane i czapeczki podobne z daszkiem maja. jakies nastoletnie hostessy chyba, co maja przykuc uwage do autka. coz, panowie w moim wieku nie patrza juz tylko na dlugie nogi, zgrabna pupe, jedrne boobies, seksowne stopy, wydete usta, zmyslowe oczy, kocie ruchy, geste wlosy i sniada, aksamitna cere. patrza tez, czy kandydatka sama sie utrzymuje, czy ma mieszkanie i czy to prestizowa lokalizacja i najlepiej zeby miala auto marki premium, bo to znaczy ze zaradna i na paliwo do Batmobila dolozy, a moze da i na jakie gwintowane zawieszenie? hostessy na pewno nie doloza i niech wpadaja co najwyzej do Hotla po polnocy, jak juz bedziemy bez auta. i nie, kurwa nie mam w domu mleczka do demakijazu, noscie kurwa ze soba! swoja droga od lat obserwuje straszna emencypacje wsrod coraz mlodszych kobiet. kiedys to czlowiek musial sie nastarac, na kawe zabrac, bo sie tak opor nie pilo, na spacer i moze za trzecim, czwartym razem consumatum est sie rzeklo. a dzis to wchodzisz do takiej Opery, bierzesz dwie tace z wodka przy barze, a wokol od razu 8 dlugonogich studentek i zadna nie odmawia i kazda sie tlumaczy, ze ona woli starszych.. coz, bywaja wady wiecej warte, niz niektore cnoty. niebo na ziemi, a nie do nieba po ziemi, to jest dobre motto na weekend. jade po kumpla na lotnisko.

on strasznie lubi, jak zapierdzialamy Batmobilem, bo od razu trzezwieje po 3h lotu. tym razem od razu jedziemy do Centrum, bo samolot sie spoznil i nie mamy czasu. czas biegnie, a alkohol w klubach na kobiety wiecznie nie dziala. napada mnie niebieskie Evo IX. na oko ma w chuj mocy i jeszcze drugie tyle. nie dalem mu rady, ale on tez mi nie dal rady. na swiatlach wszyscy sie na nas gapia, taksowkarze z dezaprobata. zartowalem, wladcy warszawskich drog nawet takiego slowa nie znaja. jedziemy dalej i szukamy zwady, udajac, ze nam wszystko zwisa. w sumie jednak nam sie tak nie spieszy.

jest Pulawska w kierunku centrum juz za Sluzewcem i sie zaczyna. dopada nas rodzynek, jak Boga kocham M3 E30, albo cos takiego, a najlepsze, ze cale auto wymalowane w piekielne plomienie, jezory ognia i aerograf Wiedzmina. chyba sie dostosuje, pomyslalem.

podszedl tedy na stronie krwawy Wiedzmin do Wyroczni i zapytal:

- Coz uczynic mam, o pani, by byc najwiekszym z wojownikow na duktach stolicy?

i Wyrocznia wdychajac ukradkiem swiete Devila opary, przemowila don glosem donosnym, a lagodnym. glosem madrzejszym niz ziemia i niebo, glosem madrzejszym niz stulecia:

- Najwiekszym z wojownikow bedziesz, gdy wiekszego od siebie pokonac zdolasz.

strapil sie Wiedzmin, bo pojac z tego nie zdolal ni slowa. zapytal tedy ponownie:

- A jakze mnie poznac lepszego od siebie?

- Posrod nikczemnych a szybkich nieprzyjaciol go najdziesz, godlo ich zolto-niebieskie i mury Jerycha im nie straszne i ladne blondynki sie ich czepiaja.

rozgniewal sie straszliwie krwawy Wiedzmin na Wyrocznie, bo nieprawde pewnikiem mowila, gdyz plemie nikczemne wiele halasu tylko robi i straty ma na napedzie, legenda praojcow niosla i czym predzej zabil Wyrocznie za to. lecz nie nasyciwszy gniewu, poprawil sie w zagrzybialym fotelu, zapial jedynke i z piskiem porazajacym ruszyl ku chwale Bryki Mlodego Wiesniaka.

szukal i znalazl w koncu hardy Wiedzmin szermierza, ktory mu czola stawic nie odmowil. inaczej jechal by tak wciaz przed siebie, krew ludzka i nieludzka, slupy, drzewa i rowy przydrozne i inne za nic majac.

to, co nastapilo pozniej, ciezko opisac. ruchy wykonaly sie automatycznie i blyskawicznie i bez kontemplacji. oreze jeden i drugi jakby same wskoczyly, piruet, zejscie, finta, brzek skrzyni, parada, polpiruet, szpada, szabla, floret, szermierka, fechtunek i tak w dalszym ciagu bez ustanku. lecz krwawy Wiedzmin juz stal w pozycji obronnej, w szerokim rozkroku, z prawa reka wysunieta lekko do przodu i gdzies tam grzebiaca. Batmobil stal w identycznej pozie, ale troche innej, bo Buma juz byla w lustrzanym jego odbiciu. Wiedzmin z uznaniem pokiwal glowa, dobry byl… zbyt dobry: jakies 1500KM i pierwszy naped swiata na cztery bez strat na napedzie… o ja pierdole.

na pewno nie byla to seria, to jest Subaru zacnego herbu “Jade Kurwa Nielegala”. to bylo zaskoczenie i nie byla to takze iluzja. godla na klapie sprytnie nie ostrzegaly zawczasu o zadnych magicznych lub nienaturalnych anomaliach w poblizu, ani w komorze silnika. wykluczajac chorobe psychiczna i psychoze na punkcie US specow  po 2005 roku, wykluczajac odurzenie substancjami ropopochodnymi, Wiedzmin mial przed soba najprawdziwszego Batmobila z krwi i kosci i wydechu bez homologacji. i oczy jego tez nie pozostawialy sladow watpliwosci.

- Milcz, poganski skrzacie! - huknal nagle glos rozsadku znikad. Batmobil ma w baku wywar z czarnego kota, twierdze! – sam sobie ten caly Wiedzmin dopowiedzial, a rozsadku juz nie bylo, na pstrym koniu sie zagalopowal.

tymczasem Batmobil zwolnil i  w dalszym ciagu zajscia siedział spokojnie na pagorku jak szanujaca sie smoczyca o odrazajacym oddechu i wesolo machajacym ogonie. Wiedzmin wdrapał sie na najwiekszy glaz, odchrzaknal i splunal:

-Hej, ty tam! - zaryczał znowu rozsadek-fantom, biorac sie pod boki. – Smoku Wielokolorowy! Słuchaj co ci rzeknie twoj rozsadek! Znaczy sie ja! Jak nie dam ja rady, to jako pierwszy honorowo wezmie sie za ciebie kto inny! I ci nakopie w kaldun, wedle swietego zwyczaju, na pohybel tobie, a na radosc biednym dziewicom i walka ma byc honorowa i wedle prawa, ziac ogniem nie idzie, a jedynie konfesjonalnie lupic jeden drugiego, dopokad ten drugi ducha nie wyzionie, albo nie zemrze! Czego ci zyczymy z duszy, serca!

Batmobil ziewnal, zamachał skrzydlem, a potem przypadlszy do ziemi szybko zlazl z pagora na rowny teren:

- Pojalem cny rozsadku! - odryczal. - Niech tedy wystapi w pole szlachetny Wiedzmin ponownie! -  i dodal po nosem: Jaselki kurwa se urzadzilem - splunal ponurym wzrokiem, odprowadzajac Wiedzmina wyjezdzającego zza bariery pomniejszych zawalidrog.

w miedzyczasie Wiedzmin dopiero zaczynal dostrzegac u przeciwnika i podobiensta i dzielace ich roznice. ubior, mimo ze podobny, byl jednak innego kroju, bardziej wydatny, rzutki, pyszny, drapiezny, pretensjonalny i oczojebny. bron Wiedzmina byla mala i brzydka i ostra jak brzytewka, a Batmobila podobna do miedzykontynentalnej broni niekonwencjonalnej o rozpierdalajacej sile razenia. Wiedzmin stal w niezmienionej pozie, niczym kryzysowy posag z bawarskiego brazu i nie wiedzial co robic, a ten drugi nie wygladal na przestraszonego. gorzej, wygladal na setnie rozbawionego i wrecz przeciwnie patrzyl na Wiedzmina niczym wilk na owce, co sama sie do strzyzenia napraszala, a jego oczy wwiercaly sie Wiedzminowi prosto w dusze.

- Cholera! Jesli ja wygladam teraz chociaz w polowie tak strasznie jak on, to koles powinien robic wlasnie w gacie! – pomyslal Wiedzmin.

- Jesli wygladam chociaz w polowie tak strasznie, jak wiem, ze wygladam, to Buma zaraz poczuje, jak czul sie latryniarz Jamal, gdy udawal sie po autograf Amitabha Bachchana – wycedzil Batmobil.

od poczatku walki minela wkoncu pierwsza sekunda. bezruch zaczynal byc meczacy. swidrujaca cisza, jaka nastapila po tym momentalnym szermierczym scieciu nadziei Widzmina, pozwolila lepiej slyszec i lepiej rozumiec. gadatliwi przekupnie, skapi kupujacy i napastliwe rozpustnice zniknely z okolicy i wygladali teraz na obu zza polprzymknietych drzwi, uchylonych okiennic i poprzewracanych straganow z bananami. sytuacje rozladowala donosna marchewa z dwu i polcalowego wydechu i Wiedzmin wiedzial juz, ze to jest turbo auto i ta turbina srodze dmucha. wypuscil on powietrze z pluc, wyprostowal sie, ujal gazu i dal na salut przeciwnikowi, po czym na luzie dotoczyl sie do pierwszych swiatel i patrzyl na Batmobil wyczekujaco. Batmobil najwidoczniej rowniez rozluznil sie, bo papuzio powtorzyl ruchy, poprawil druga marchewa, nawet usmiechnal sie chyba.

– Batmobil, a tak własciwie, co oznacza tresc tego egzorcyzmu?
– Idz wychedoz sie sam.

poop6


Kopernik

16 Marzec 2009

to byl straszny dzien. czulem, ze musze, chociaz wcale nie musialem. zalozylem modna chuste pod szyje, taka kratka arafatka. pasuje mi do twarzy i Batmobil tez sie na nia nie krzywi, bo ona dobrze podkresla jego terrorystyczny charakter. to kombinator jeden. jakby co, wrocilem tez do zlotych Enkei i RE070 i po przerwie wypadalo dogrzac troche opone. kazdy pretekst jest dobry do kopania lezacego, skoro nie mozna go od razu ukatrupic.

jest szeroka ulica i ruch jest znikomy, to sie nie spiesze. w ogole zauwazylem, ze jak nikogo nie ma w poblizu, to jezdze przepisowo. ale jak tylko pojawi sie jakis Maluszek, od razu 10km/h szybciej Batmobil sie przemieszcza. jak pojawi sie VW to 30, Audi 60, BMW 80 i 150 jakos, gdy jakies Porsche pojawi sie nieroztropnie w polu widzenia. tym razem Batmobila dopada z boku srebrzysty GOLF V GTI i jego 4 rury wydechowe. jak wiadomo, 4 rury wydechowe to wiecej, niz zaproszenie do zabawy, chociaz to nie to samo, co powiedziec przez CB w trasie, ze na 6 biegu to Vectra CDTI bedzie szybsza. nie byla, nie doczekalem sie tez komentarza.

wracamy do Golfa. ABT tuning, wybornie. malo nie wyszedl z siebie, ale 4 razy zajezdzajc droge i spychajac inne auta na pobocza w koncu zrownal sie, by stanac dumnie na swiatlach tuz obok. nie wiedzial jeszcze, ze moje podejscie do zycia ostatnio troche sie zmienilo, gdy widzialem w Al. Krakowskiej, gdy jakies EVO IX zrobilo zakret bokiem i uznalem nagle, ze to straszna trzoda jest i ze na pewno czesio jest maly, zapyzialy i szpan to jego twarda dewiza. pozniej widzialem, jak M3 z piskiem na Pulawskiej ruszylo z konczacego sie pasa i od razu pustego dupka przed oczami mialem, co lansuje sie eM-ka w Sb po stolicy wieczorowa pora. widzialem tez, jak RS4 na niemieckich numerach jechalo grzecznie przede mna, pozniej za mna i innym ustepowalo droge i nie dalo sie nikomu sprowokowac. pomyslalem, ze albo pijany, albo nie potrafi jezdzic, ale wyglada to fajnie i tez taki bede dostojny i nieczuly.

zeby nie daj Boze nie za glosno ruszylem sobie niepozornie i Golf tez. kultura w Golfie, no no no, szlenstwo. pape kierownik cieszy, bo wszystko idzie po jego mysli: naiwny frajer w Subaru nie ruszyl, jak czterolapem sie rusza i teraz to oska ma przewage. hipotetycznie, kolego, hipotetycznie. pomalutku przyspieszam, Golf tez, czyli czesio na pewno chce to zrobic, a ja mam nowe zasady i pokaze mu swoja nowa wyzszosc, nie pokazujac jej wcale. wspanialomyslny Batmobil, a to ci heca. nagle nie dowierzam.  Golfik trabi, pokazuje 3 palce, ze liczy do trzech. ja mu skromnie pokazuje 1 palec, tak pod lada, zeby nie wiedzial. raz, dwa trzy, jebut. chuj z nowymi zasadami. latwiej jest do nich dazyc, niz zyc zgodnie z nimi. zreszta ja nie lubie dramatycznych zmian. ze trzy razy to cale ABT juz bieg zmienilo, a Batmobil twardo na trojce do odciecia sie rozkrecil, chociaz jeszcze mu troche brakowalo. kto wie, ten wie, ze tam gdzie seryjne taczki z salonu maja peak-time i juz dysza zzipane, Batmobil rozbudza sie, lapie drugi oddech i domaga sie wiecej. no tak, ale ja jade nielegala przeciez. plotka mowi, ze jak sie Batmobil zbliza sie do serwisu SIPu, to z automatu pozew za probe wyludzenia korzysci materialnej w Krakowie sie drukuje :mrgreen:

zatem zaryczalo, zaszumialo, wrony pouciekaly. w ogole wszysto, co zywe na drodze uciekalo z lewego pasa i uciekalo na prawy rzecz jasna. a na prawym szedl Gofik… :mrgreen: probowalo to to jeszcze jeszcze lewym, ale jemu juz nikt nie chcial ustepowac. zwalniam i czekam na Golfa popastwic sie troche. nie mial wyjscia, musial sie pojawic obok. pokazuje mu trzy palce i tym razem ten udaje, ze ich nie widzi. trudno, nie bede sie juz wiecej nad nim znecal. ludzka niedola wcale mi tak nie schlebia.

jest Wislostrda i jest Policja. wszyscy zwalniaja przy nich, a ja zlosliwie przyspieszam. nie tylko ja, ale zaraz o tym. Policja tez ludzie, niech maja odrobine radosci. jeden kiwa glowa, drugi palcem i pokazuje na ucho. pewnie je przeziebil i strasznie go boli. jade sam. sam na czele peletonu i trace wigor i checi, az zrownuje sie majestatycznie 4S stylizowane na Turbo. nie bylem zaskoczony, nawet liczylem na nie od dobrych 5 minut, tylko jeszcze Wam o tym nie mowilem, kiedy wyjechalo spod Torwaru i prowokowalo dobrodusznie Policje.

koles od razu kiwa, ze chce. bylo cos dzis o nowym rozdaniu i nowych szatach, ale jakze czesto, aby stalo sie to, czego pragne, musze przestac robic to, co sobie postanowie. zatem niech mu bedzie - z koniecznoscia nawet bogowie nie walcza. Prosiak sie napial, ale byl przeciez tylko stylizowany na Turbo… chociaz Batmobil tez jest stylizowany, to turbo dmucha u niego jak wkurwiona Katrina. pewnie sadzil, ze na wyzszych biegach pojemnosc mu pomoze, ale nie pomogla. no coz, koledzy w Porsche – bedzie wkrotce z 500 lat od publikacji O obrotach sfer niebieskiech, a wy dalej nie kumacie, ze nie wszystko sie wokol was kreci. Kopernik to byl wizjoner. zapomnial tylko o zlotych felgach :mrgreen: koles sie usmiecha i ja tez, bo ja jednak lubie Porsche - najlepsze swiniowozy pod nocne kluby w koncu. smieje sie tez, bo kiedy Subaru sie smieje, caly swiat smieje sie ze mna. kiedy Porsche placze, Porsche placze w samotnosci.

nie ma czym sie chwalic, ale chyba wiadomo, ze konfesjonal powstal nie dla rozgrzeszenia, ale dla zabawy. najwyzej bede sie smazyl.

discoverync5


Dzien Kobiet

9 Marzec 2009

Miedzynarodowy Dzien Kobiet od blisko wieku niepotrzebnie świetowany w dniu 8 marca na stale wpisal sie do kalendarza dni bez sensu. w Polsce nigdy nie byl dniem wolnym od pracy, bo ustawodawca jest cale szczescie rodzaju meskiego. rachunek zyskow i strat tego dziwnego ruchu przynosi wylacznie straty, bo lezec i pachniec to moga tylko ladne egzemplarze. wiadomo powszechnie, ze takich przeciez nie ma, bo w kazdej zawsze cos jest nie tak, albo bedzie, chociaz jakims cudem wszystkie lubia sie w lustrze przegladac. starozytni mowili, ze kobieta wowczas ladnie pachnie, kiedy wcale nie pachnie i nie wiemy do konca, czy to prawda uniwersalna. dlatego uzupelnie prawde swoim przemysleniem, iz brzydkie kobiety czasami bardziej uderzaja do glowy, niz te ladne, jesli za blisko sie do nich zblizyc i dlatego idea koedukacji powinna byc poddana probie wtornej segregacji. na poczatku zabierzmy im internet.

sama idea pseudoswieta ma wylacznie przeciwnikow, nie liczac kilku wojowniczo nastawionych zakalcowatych babochlopow. swieto ustanowiono kiedys dla upamietnienia daremnej walki kobiet o prawo do bicia mezczyzn, slonych zup, przypalonych garnkow i tamponow na pralce przy nieletnich dzieciach i oczywiscie nieograniczonego limitu miejsca na buty w wiatrolapie. mimo, iz jeden wiek w dziejach ludzkości wydaje sie mgnieniem, nielatwo jest jednoznacznie ustalic genealogie tego swieta, bo zrodla podaja niejednolite interpretacje. jest duza szansa, ze niedopieszczona rozwodka Rubu-Subu z Gabonu uznala, ze jest piekna i uwierzyla w swoja inteligencje, ktora chciala uczcic. nie wiedziala, ze inteligentne kobiety nie wierza w swoje piekno i dlatego czesciej zdradzaja, niz mezczyzni i nie stronia wowczas od pretensji, ze gdyby nie on, to moglyby to duzo wczesniej zrobic. wniosek z dygresji drodzy Panowie jest taki, ze niech sobie swietuja, bo wracajac do tematu, one juz wiedza, ze potrzebuja dwa razy wiecej, zeby zajsc chociaz w polowie tak daleko jak my. nie jestem szowinista, ale wspieram przemoc w rodzinie i konkubinaty.

przypominam, ze zauwazam nadlatujacego jastrzebia z wielu metrow.


Sezon

7 Marzec 2009

coraz cieplej, pierwsze czesie czuje zew. sa jacys dziwni, kochaja bol i cierpienie. bez nich – nie wiem – może nie czuja realpolitik? dlaczego oni wciaz uderzaja sie mlotkiem po glowie? pewnie czuja sie rewelacyjnie, kiedy Batmobil przestaje ich łomotac. tak czy owak, jest piatkowy wieczor, jest pogodnie i jest sucho. ja jestem wypoczety, dzis pozwolilem, by slonce wstalo wczesniej, niz ja, gdyz tego dnia postanowilem przytyc, zeby sie za bardzo po zimie nie wyrozniac. bez sensu.

jade Swietokrzyska, czuje, ze sezon czai sie za rogiem i jeszcze tydzien, dwa i bedzie kurwa El Dorado. szybka i wsciekla Honda, cale 110KM zamalowana w wojownicze barwy Type R. przyciemniana Octavia z CB na dachu na polerowanych felgach, gdzies ja juz kiedys widzialem :mrgreen: Metro Swietokrzyska, dotaczam sie, bo o tej godzinie cale miasto wylega tu i dystrbuuje sie po nocnych klubach i dancingach. i tak wszyscy skonczycie pijani w Cynamonie. jest fajna czarnula na lewo, ale ma wielkie rajstopy. cala jest jakas wielka, odpada. jest jaks blond seksbomba. tez odpada, bo seksbomby  koncza zazwyczaj jako niewypal. sa trzy fajne kolezanki na przejsciu, jeszcze chyba gimnazjum. myjcie uszy dziewczyny – nie znacie dnia, ani godziny. jade dalej, Mary sie wnerwi, gdy to przeczyta. nowa dziewczyna, nowe problemy.

trzy pasy do jazdy, wtaczam sie na prawy wolny z kierunkiem w prawo. nie wtaczam sie ostatecznie, bo rozpedzony Leon wpierdziala sie przede mnie i daje po hamplach. cud, ze wyhamowal, ja bym na jego miejscy hamowal juz chyba tylko przeblyskami silnej woli. nigdy nie pojme, dlaczego oni tak robia, ale tego chyba rozumiem. opony 235, czarne felgi, glosna muzyka i krotkie, czarne kurtki z wypchanymi ramionami. wydechu nie widze, czyli legendarny 1,9TDi. slyszalem, ze niektore po rozwierceniu wypluwaja cale 150KM. Bamobil tyle ma w wentylku w lewym, tylnym kole. migam czesiowi, ze tak sie nie robi, ja mialem zamiar na strzalce skrecic i skrecilbym pokornie, a on postalby sobie chwile tak samo, jak stoi teraz, a tak on stoi i co kurwa gorsze ja tez. zmieniam wiec zamiary, pojedziemy sobie kurwa prosto :evil: swiatla zmieniaja barwy i Seacik z piskiem rusza. Batmobil bez pisku, ale z hukiem. swoja droga coraz bardziej irytuje mnie ten dzwiek. niby przelot od turbiny 2,5″, ale cos jest nie tak, chyba za cicho. zastanawiam sie, czy 3,0″ pomoze, ale boje sie, ze to bedzie niehumanitarnie glosno. rezygnuje wiec z 3,0″ i decyduje sie na 3,5″. tu przynajmniej nie mam zadnych watpliwosci. wydech juz w Mapteku czeka i nowa mapa tez. nastepne swiatla. udaje, ze skrecam na rondzie pod Novotelem w lewo, Leon tym razem grzecznie dotacza sie i probuje za mna wlaczyc sie na pas wylacznie do skretu w lewo. ktos go z tylu wpuszcza, ale ktos z przodu nie. poczeka sobie do nastepnego cyklu swiatel. cykl trwa bite 5min. naiwnosc i pewnosc siebie czesiow pogrzebala wiecej ludzi, niz moje zlosliwosci.

Aleje Jerozolimskie obok Smyka. dojezdza czarny Mercedes, taki czarny i duzy, ale coupe. wiecie, chlopaki z miasta jada zaaresztowac  Freda. udaje, ze nie widze, ale wiem, ze chca sie sprawdzic. nie chce mi sie, ale dzieciaki z deskorolkami juz sie gapia i wstrzymuja oddech. jak zwykle, dzieciaki patrza na nas dwoch z szacunkiem, kobiety na przejsciu z pogarda, podpici faceci jak na rownych sobie. patrze, czy mam paliwo i ruszamy energicznie. MB zbieral sie nawet, ale to ja pofrunalem. cale szczescie, ze po 50m parapet pozwolil wrocic na asfalt. mysle sobie teraz, ze zaluje, ze jeszcze tych felg nie pomalowalem na murzynski antracyt. asfalt do asflatu lepiej ciagnie.

Trasa Siekierkowska. napada mnie starsze S3 i zrownuje sie. pardonsik, pozwalam zrownac sie. ma niebieskie kseonony. zawsze lepiej, niz zolte w BMW. S3 zrownuje sie i gapi sie prosto w oczy, a przeciez ja nie mam oczu. dociskam troche i oddalam sie. po chwili niestrudzone S3. jest rozpedzone i ma zamiar mnie wyprzedzic, chociaz pedzi juz grubo ponad trzykrotnosc predkosci dopuszczalnej. zrownuje sie uradowane, ale pech chcial, ze 1,5Br Batmobil juz zaladowal. ale sie czesio zdzwil, ze taki maly, biedny, zapyzialy Batmobil, stojacy prawie w miejscu odszedl w kilka sekund tak na oko w sina dal i nawet jednego przepisu nie zlamal. ten ten pewnie uwierzyl w mityczne straty Subaru na napedzie. na seryjnym kolektorze moze sa, bo gory juz to nie ma, a na moim kolektoktorze gora jest. w sumie ja  mam tylko gore, taki autostradowy setup tylko dla mnie. zwalniam i czekam na ten wyraz twarzy. wyraz twarzy patrzyl sie w druga strone. a moze to nie bylo S3, tylko sticker-tunning? tak czy owak z klamstwem na ulicy jest jak z moja byla niech ja kurwa szlag. wczesniej, czy pozniej sie wyda.

zjezdzam w Czerniakowska, wyprzadza mnie Evo. jest czarne i jest sliczne, ale nie gonie, bo to moze ten 1200-konny egzemplarz z jesieni ubieglego roku, co mi prawie utarl nosa.

z hukiem srebrzysty SLR McLaren nas mija. masz szczescie, ze w zla strone jedziesz, mamrocze pod nosem. zawsze jak mam watpliwosci, jakos mamrcze cicho i niewyraznie. zawsze jak mam watpliwosci, z reguly mam racje :mrgreen:

1981


znany i lubiany cykl “Quiz” powraca

4 Marzec 2009

ankieta nieaktualna  :mrgreen:

tak to jest, jak chce sie zrobic z forumowiczow idiotow, a internet bywa okrutny. ludzie wyciagneli przyjazna dlon, byly rozsadne propozycje, zarliwe apele, byly i wymowne zarty, rejterady i Rejtany, a chyba autystyczny, choc na pewno przebiegly Wodzu pod przykrywka wsluchiwania sie w glos ludu przygotowal Endlösung. byla nocna zmiana, teraz dzien po dniu konsekwentnie wycinaja forumowiczow.

Kristallnacht zbliza sie  :twisted:


straszna noc

4 Marzec 2009

jest piekny zimowy wieczor, chociaz ja juz wiosny i lata wypatruje i przykrotkich kiecek i opalonych cielsk. daje glowe, ze podczas kryzysu zaczna nasze nastolatki po ulicach w kostiumach kapielowych chodzic, a co lepsze to i topless. pozgrywa sie zamoznego sponsora opierajacego sie bessie, rach-ciach i nastepna, ktora lubi facetow, ktorych drukuja na bilecikach NBP. wybornie, chociaz nieetyczne. coz, dobrym ludziom lepiej sie spi, ale to mi sie lepiej wstaje.

ale mamy jeszcze cholerna zime i Batmobil nieoczekiwanie, ale jednak zaczal jezdzic na zimowych ATSach. powiedzmy, ze zlote kola mi sie znudzily i wbrew obawom pod mniejszymi blotnikami, niz w MY06′, ATSy wygladaja stosownie i proporcjonalnie. moze nie bede ich malowal na perle, albo antracyt? jesli juz, to pomaluje tylko na oczojebna perle i tylko murzynski deep antracyt. odwoze wiadomo kogo do domu i cale szczescie nie musze pomagac wnosic klamotow na gore. od Czosnowa juz na rezerwie, ale rezerwa klamie i nawiasem mowiac, to zawsze sie udawalo i tym razem na Natolin tez sie udalo. ruszam z Natolina do domu, pierwsze metry, gasnie i to tyle nadziei, bo paliwo sie o dziwo skonczylo. kurwa mac, jedna katastrofa drogowa na dzien mi wystarcza, czym ja tak sobie Panie na to wszystko zasluzylem? zartowalem, chyba nie chce slyszec odpowiedzi. dotaczam sie sila rozpedu na miejsce parkingowe i wzdycham, ze dobrze, iz Mary tego nie widziala, bo tym razem cierpliwosci pewnie by zabraklo. ona moje sukcesy bardzo dobrze pamieta, ale porazki jeszcze lepiej przypomina.

dzwonie po taksowke, zeby mi kanister dowiezli, ale nie chca. to przyjedz kurwa jeden z drugim i zawiez mnie na najblizszy CPN! zaraz nie wytrzymam. po 15minutach w koncu jest taksowka i jedziemy. starszy pan jakis taki niewyrazny byl, a po chwili zaczalem sie bac. wyl na jedynce do odcinki, a wkrecal Seata na tej jedynce z minute i przez 400m. fotel kierowcy przypominal lezak plazowy marki Copacabana Beach, a kierownice trzymal od wewnatrz z prawej strony lewa reka. dwa razy nie zauwazyl czerwonego, ale po chwili bal sie na puste rondo wjechac. w koncu wjechal przed Mercedesa i pierdut go w bok. o kurwa, tego juz za wiele, wysiadam i ide pieszo na BP, ja chyba snie. taksowkarz cos krzyczy za mna, ja go nie slysze. co za dzien. na stacji kupuje kanister. ocipieli, PLN17,99 za kawalek plastiku, bandyci. zaciskam zeby i wracam w to jebane zimno do auta. auto rusza i wracam na stacje zalac do pelna. a na stacji dwa autka KJSowe, Civic i Colt, w koncu promyki nadziei. pewnie chlopaki potrafia jezdzic, ale nie maja czym jezdzic, a ja nie umiem jezdzic, ale mam czym. no nie mozna miec wszystkiego, zreszta umiejetnosci licza sie gdzie indziej. taka apologetyka :mrgreen:

poczekali poslusznie i za Batmobilem w Rosola. naiwnosc ludzka solą Konfesjonalu, fatalizm losu jego paliwem. gites, ze wciaz tacy sie znajduja, bo z Konfesjonalem jest jak z dobrym kazaniem. glupi sa jeszcze glupsi, madrzy jeszcze madrzejsi, a cale rzesze nic sie nie zmieniaja, cale szczescie  :twisted:  i tak  stoi Batmobil poslusznie na konczacym sie pasie, bo zawsze daje innym szanse. kara bedzie sroga tym razem i przyjdzie incognito. moze ja tylko zdradzac niebieski lakier i wyniosla lyzwa na bagazniku, ale czesie pewnie mysla, ze to cieniutki WRX. a moze oni chca tylko popatrzec? trudno, zawsze uwazalem, ze lepiej jest ukarac jednego niewinnego, niz nie karac w ogole. sprzeglo to czesc nabyta i drugi raz w zyciu Batmobil zamielil na suchym wszystkimi czterema na raz, przy czym z przodu chyba wiecej. Chryste, jak to sie zbiera, niedlugo bedzie rok, a ja wciaz pozostaje pod wrazeniem tego auta. niby mialo sluzyc jako treningowka, ale wole nim tepic zlo na ulicach, nizli szerzyc dobro na torze. i jeszcze ten siwy dym z tylu, zza ktorego ledwo ich reflektory widac. wiem, wiem, silnik sie konczy, 4Turbo juz by mi ze trzy razy go wymienilo na nowy stary silnik w promocji po PLN50k sztuka netto. zartowalem, podobno bankrutuja. KJSiki zatrzymuja sie za mna, chociaz moga obok. spod lewej powieki wyjmuje pompke wzruszenia. nie pomoglo niestety mi nic a nic i jade dalej podkurwiony po dzisiejszych przygodach. wjazd z Rosola w Dolinke.

z prawej jakas wielka, tlusta cysterna i sie jeszcze gapi. co sie kurwa gapisz, na pewno dzis to padnie. smierci, sloncu i Batmobilowi w oczy patrzec nie wolno, przykazanie Dekalogu 2b. cysterna przegazowuje, ja wiadomo, ze tez. on glosniej, a ja jeszcze glosniej. a chuj Ci w dupe, mam zly dzien. nie dam sie dzis nikomu nie sprowokowac. nie masz szans kolego. ja mam lzejsze, bardziej oplywowe i glosniejsze auto i za cysterna nikt sie nie oglada, a za mna wszyscy i to stanowi dodatkowe 20KM. koles rusza jak cysterna, Batmobil po swojemu i znowu tyl mi obraca, a strasznie tego nie lubie. cale szczescie, ze auto samodzielnie wraca na tor jazdy na wprost, chociaz zajmuje mu to trzy tory jazdy. musze z tym skonczyc, przeciez kiedys znowu wypierdole w jaki slup i tym razem w zyciu juz mi tego nie zapomna cholerni szydercy. kolejny luk w prawo w Pulawska. no na zimowce czlowieniu gaz do dechy na trojce to byl blad, znowu sie strachu najadlem, ja sie przeciez nic nie ucze. wracam ta Pulawska do Centrum slalomem, bo to mi zawsze dobrze robi przed snem, ale nie, od razu A4 Avant musialo sie przyczepic.

2.0T, hoho, diabelska moc, juz sie boje. dopada mnie ten pocisk swietlny na swiatlach, patrze, a tu taka fajniutka blondyneczka. wlosy proste, jak lubie, a jeszcze bardziej lubie, jak okulara slonecznego ma we wlosach. ta tez miala :-D ubrana na czarno, powsciagliwie, ale nic jej nie pytam, bo zaraz mi znowu powie, ze wraca od cioci, ktorą - no popatrz, popatrz - wlasnie na wlasny slub zaprosila. dwie ostatnie takie dowcipne byly. tablic ze „zgrabnymi nogami” wciaz nie mam, bo poprzednie zaginely, a nowe chce miec takie full pro z plastiku, nie kartonu, ale nie wiem, gdzie je zrobic i takie bledne kolo. pomocy!. kobitka do rzeczy, zatem czas wrocic do rzeczy, bo Audi juz chce ruszac. Slonko, nie wystarczy, ze patrzymy w te sama strone, musimy jeszcze patrzec w tym samym kierunku, gadam do siebie. bo jak by mi tak zablokowac wskazowke obrotomierza na 4k rpms, to bylby remis. niestety ja mam wolne obroty na 4k rpms i remisu zatem nie bylo. przesympatyczna pani byla, bo pokiwala tylko glowa i szepnela, ze strasznie ona glosna. mowie, ze nie ona, tylko kurwa on, “Le Batmobil“ i ze Ty tez mi kobieto na glosna wygladasz, kiedy Cie przycisnac. nie pojela zartu, na pewno mezatka i jeszcze go nie zdradza. jej dozgonna wiernosc jeszcze nie spotkala wyzwania szulerskiego umysłu prostackiego samca  :twisted:

:mrgreen:


rap to moje zycie powraca

21 Luty 2009

Kazdy to wie, Dyrekcja jest dziwna
Czasem jest wesola, czasem zgola inna.

Jest bardzo potrzebna, ale…
Bardzo lubi przeginac pale.

Bedziesz pisal noca musisz wiedziec ze
Hubercik na strazy moze ostrzec Cie
Z rekami nad glowa pod sciana bedziesz stal
od teraz strone Mitsumaniakow zawsze bedziesz bral.
Jestes podejrzany, wystrzegaj sie bledow
Ban 90-dniowy bez zadnych argumentów
Przy odrobinie pecha, jaki mial Wielki Siepacz Hadronow
mozesz dostac bana rodem z krainy Mordoru.

Będziesz pisal noca, musisz wiedziec ze
Krol Julian zawsze i wszedzie bedzie wspieral Cie.


No wiec przyszlo ich dwoch, a my mamy kaca
Mitsumaniaki patrza – niebieskie Subaru na recznym zawraca
Chlopcy z Batmobilu bardzo szybko wyskoczyli
byli podkurwieni, kurewsko niemili
W swoje lapy ostre noze, ciezkie palki, gaz dlawiacy wzieli
Legendana rzez Siepaczy wlasnie tak zaczeli

Ale widzac z czasem, ze ich nie przegonia
Chcieli ulzyc swoim umeczonym dloniom.
Zalozyli bloga, glos rozpaczy, spontaniczny ruch
Przyszla smutna refleksja, zapyzialy Czeslaw zuch.

Siepacz mial wielkiego pecha, forum mialo humor nie najlepszy
Teraz boi sie odezwac, ktos nieraz mu jeszcze przypieprzy
Wszyscy mu mowili, skora Krola Juliana nie jest taka tania
Bedzie Siepacz mial przynajmniej co do powspominania.
Po wystepie Dyrekcji porzuccie wszelka nadzieje, kto ja ma, ten glupia pizda
jedyne rozwiazanie na teraz to nietrzezwych izba.

Będziesz pisal noca, musisz wiedziec ze
Krol Julian zawsze i wszedzie bedzie wspieral Cie.

Koniec walki o Macierz, wszystkich spisac by chcieli
Poznanska Druzyna Pasztetu juz nie zgrywa wielkich twardzieli
Bo w dziennej poswiacie kilkudziesieciu gosci
Kopie zasluzenie Siepacza bez zadnej litości.

Nie ma juz Druzyny
Nie ma juz solidarnosci

Nie nadeszla pomoc, gdy jej potrzebowal
Byli mu potrzebni, strach przed linczem ich sparalizowal.
Liczyl na Fotopasztet, od dzis liczy tylko na siebie
Szkoda mi go na mysl sama, ze wkrotce ktos mu
znowu przyjebie
Ten sam los spotka Huberta, nie ma co sie ludzic
Buca Mitsumaniaka nikt nie zdola polubic.

Będziesz pisal noca, musisz wiedziec ze
Krol Julian zawsze i wszedzie bedzie wspieral Cie.


zartowalem :mrgreen: oraz dementuje plotki, ze BWO to DJ Fynfcyś Drajcyś.


a1cc55f652bc1ebb3586f831943a4feb


Xbike oddawaj moje Evo

20 Luty 2009

nie daruje Ci kurwa tego :mrgreen:

zatem wsiadam. pomaranczowe snickersy Adidasa FIFA 1966 World Cup, wyszarpane dzinsy, pomaranczowa marynarka od Prochnika z przeceny, koszula za dluga, ale wytaliowana i kupiona tez w przecenie, ale przynajmniej przez internet i w Londynie. skarpetki oczywiscie damskie wsuwki, biale.

biale jak perlowy lakier Evo.

3″ HKS przelotowy brzmi jak ja pierdziele trzymajcie mnie. ochroniarz pan Czeslaw jak zwykle otwiera szlaban z kciukiem do gory – Bialej Kozie zyczy udanych lowow. olej rzednie, skrzynia coraz przyjemniej reflektuje, chinskie ksenony wieczorna, ponura Warszawe wesela.
wlaczam nowe MP3, chyba Alpine. nie jestem pewien, bo na szybie mam wstege Pioneer. znowu mam auto od jakiegos Bambera zza oceanu. ale tu Depeche Mode juz brzmi. uwydatniam niskie tony, tak bedzie przyjazniej dla przechodniow i przechodniczek. nie trafiam w plyte, mialo byc niemieckie techenko.
jedziemy, Jana Pawla II, moj kwadrat w koncu, czarna Octavia powered by VTG na murzynskich felgach probuje wyprzedzac. spycham ja podmuchem na kraweznik, zabijam 7 osob, 6 z nich przezywa, 1 nic sie nie stalo.
granatowe S80, piekna kobieta na prawym, kierownik na Rondzie OZN z piskiem, ja bez, wciaz jej sie przygladam. jedziemy na czerwonym, prawie Marszalkowska, Volvo 300m za mna, a ja wciaz sie jej w te wielkie oczy gapie.
jest noc, Hotl juz dziala. Cyna sie rozkreca. czerwone swiatlo lapie pod Victoria. puszczam jednak pieszych. 16 podchmielonych nastolatek pipiskuje na pasach. strasze wydechem, nie pomaga, nie boja sie. jest ich za duzo, zabieram do domu tylko 8.

budze sie, myje zeby, ostrze jezyk, dolejam litr Motula, obserwuje spaliny. kurcze, przeciez juz nie musze, przeciez nie mam juz Subaru. znowu ide piechota do pracy.

ja chce moje Evo :-(

4-2


archiwum 014 aka zemsta Pasztetu

20 Luty 2009

dlugo nic nie pisalem, bo bylem zajety i nie mialem potrzeby pisac. dzisiaj mam potrzebe i to bedzie pierwszy wpis w nowych okolicznosciach. nie wiem, czy nowe okolicznosci to dobry pomysl, a jak czegos nie wiem, to zawsze chce sprobowac i dlatego znowu jedziemy. bez sensu.

jest Pulawska, jest sobotni wieczor i jest Cayenne Turbo. ma chyba zmieniony wydech, bo ladnie gada. jade bardzo szybko, bo probuje uciec od powracajacych do mnie uporczywych mysli, a Porsche za mna i tez nie stosuje sie. kierownik wyglada na zadowolonego i zdaje mu sie, ze napedza mi stracha. nie wie czesio jeszcze, ze Batmobil napedza paliwo rakietowe. w koncu sa swiatla i jest Porsche obok. o kurwa jakie to wielkie, musze prawie wstac, zeby poprowokowac kierownika. niepotrzebnie wstawalem, bo kierownik juz dal sie sprowokowac. i czekamy tak z minute i nawet nie drgne. Porsche pewne siebie jak paw i caly czas mi brzeczy tym wydechem, taki kurwa niecierpliwy. mi sie nie spieszy, bo dobrze wiem, ze w kolektorze i tak juz zywym ogniem zionie i jak dlugo trwa minuta zalezy tylko od tego, po ktorej stronie drzwi od toalety sie znajdujesz.
jest zolte, ale mi sie nie chce. Porsche jak na wiesniaka mial klase, bo tez ruszyl od niechcenia. od niechcenia to ja wodke przegryzam i daje ognia. moze ten caly Cayenne ma te V36 pod maska i 8 turbin wielkosci odkurzacza kazda, ale Batmobil i jego poczciwe 800KM z 2l jest znowu nie do pobicia. I am the real motherfucker.

jade znowu do Mysiadla po moja nowa milosc. zapierdzielam slalomem, bo tak lubie i Batmobil tez tak lubi. zawsze ujmuje gazu, kiedy mijam jakis samochod, bo dzwiek zaworu upustowego mnie rusza i chce sie tym z innymi podzielic. od jakiegos czasu wydech wybitnie bardziej doniosle mi chodzi i to tez wykorzystuje, bo zaraz pewnie to minie. w ogole lubie tak epatowac i siac terror, bo nie wiem, jak dlugo to jeszcze potrwa. jade do Mysiadla, ale jeszcze klucze po wieczornej Warszawie, ktora szykuje sie na sobotnia impreze. puszczam pieszych na Zgody, ale nie bylo na co popatrzec. puszczam tez na Kruczej i nie ma w tym nic dziwnego, bo tam sa swiatla. swiatla maja jednak to do siebie, ze wczesniej, czy pozniej zapala sie swiatlo zielone, a tym wypadku zapala sie sygnalizator kierunkowy S-3. wjazd w Aleje Jerozolimskie jest szeroki i jak zwykle wpierdzielam sie w ten wjazd zamiatajac tylem z wielkim piskiem. przystanek trawmajowy zamiera, a starszy pan puka sie w czolo. nastolatki i nastolatkowie rozdziwiaja papy, zatem bylo warto. no ale jest Rondo de Gauelle’a i tak sobie znowu stoje spokojnie, chociaz wiem, ze Batmobil jak blysnie ksenonem, to wyglada jakby chcial sie rzucic na czlowieka i urwac mu glowe i wykapac sie w kaluzy jeszcze cieplej krwi. obok ustawia sie Audi TT 3,2l i to bedzie jego krew. mam dobry humor i czuje sie, jak po pierwszych szesciu wodkach przed impreza i gapie sie na typa. jest w moim wieku, traci juz wlosy, a te ocalale ma na dzisiejsza mode dlugie i zaczesane gladko do tylu. ale kurwa wiocha. ma tez biala koszule z kolnierzem puerto rico i ma ja rozpieta do samego pepka wielkiego brzuszyska. obok calkiem fajniutka blondyneczka, malutka, drobniutka, ale ma wydatne usta i napewno wie, ze to jej atut. podkurwiam go bardziej, bo opuszczam nizej szybe, zaciagam sie szpanersko papierosem i caly czas gapie sie na nia. koles przygazowuje, przystanek caly sie juz gapi. no dobra, raz sie kurwa zyje, przeciagam czerwone Sabelty z tylu, wyjmuje koncowki z zoltym logo przez szybe i krzycze ‘patrz malenka, maja homologacje do 2012!’. koles kipi, ona sie odwraca i probuje go uspokoic. ja pale sobie dalej, ale na wszelki podkrecam obroty na 7k rpms, ze siwo z tylu. TT startuje i czesio ewidentnie sie nie boi. ma przeciez kurwa Quattro. a propos, pamietacie te kryptoreklame Quattro sprzed miesiecy, gdzie koles lapie poslizg na autostrdzie Audi i jakims cudem opanowuje auto, a na koniec glos w tle podpowiada “Quattro”? czesio w gejowskim TT na pewno wzial sobie to do serca, bo to szerokie rondo pelna pizda po wewnetrznej robi. ja wybieram tez pelna pizde, ale po zewnetrznej. malo sie nasz latino lover nie zabil, ale jakos trafil w to rondo, kiedy Batmobil z niego zjezdzal. ja pierdole, to jest fatal szatanizmo, ten Batmobil z Bagien. na wysokosci Muzeum Narodowego na szafie prawie dwie paki. zawsze to robie, bo na przystanku tam zazwyczaj jest duzo ludzi, a ja lubie sie popisywac, bo ponizej 180km/h w terenie zabudowanym nie slysze wydechu.
no ale jade po te cala fladrunie. jak Boga kocham, nie sadzilem, ze w tym miesiacu to powiem, ale zadurzylem sie. bo jak tu kurwa nie zadurzyc sie. jest wysoka, ma dlugie i proste nogi i ma piekne uda, takie, ze jak chwycisz, to prawdziwa kobieta, a nie kostucha. jak juz pisalem, ma strasznie waska talie, bo ma ona chyba nie ma zeber, ale biodra to ma takie, ze jak na nie patrze, to od razu rozumiem Woody Allena, kiedy mowil, iz mozg to drugi organ na liscie jego ulubionych. i ma to wciecie typu gruszka i ma tez dziewczyna taki wdech, ze Woody Allen chyba sie pomylil i mozg jest moze trzeci na liscie. i ma aksamitna skora i najwazniejsze, ze jest naturalna brunetka i ma geste wlsoy, ze jak ja za nie lapie, to jakbym za mokrego mopa zlapal. i ma dziewczyna swoj styl i klase i ladnie pachnie i jej styl to czarno-czarny, albo czarno-bialy. jest 5 lat mlodsza, ale dobrze gotuje i lubi gotowac i dobra kaczke piecze i najchetniej cale dnie by prala, sprzatala, prasowala i nie stroni tez od alkoholi i lubi ze mna cale noce spedzac i zna swoje potrzeby i moje potrzeby tez juz zna, ale kto ich nie zna. oczywiscie ma swoje wady i pierwsza, ktora sie rzuca mi w oczy to fakt, ze jest zareczona i mieszka z facetem, ale wali mnie to, bo w zyciu tak nikt na mnie nie dzialal i ja tez na nia dzialam, bo troche schudlem ostatnio i znowu mam wielkie i twarde ramiona i wielka  i rozlozysta klate i najwieksze lydki na swiecie typu diament, szmaragd i krokodyl. wiem, ze bedzie moja, bo ja wiem dobrze czego chce i jestem zdecydowany jak Mike Torello, szarmancki jak Sonny Crockett i sam Robocop pobieral u mnie lekcje celnosci.

Dj Fynfcys Drajcys “The Negative”.


archiwum 013

19 Luty 2009

zatem jedziemy.

w windzie na dol sasiadka z siodmego, kawal ciala, jezdzi nowa Honda Civic. tylko ten zbyt inteligentny wyraz twarzy. poza tym mieszka tylko z matka, bo matka rozwiedziona od lat, wiec corka tez pewnie jakas dziwaczka. nie mowie jej, ze ma zgrabne nogi, chociaz czasami ma. na dole w kiosku u pani Basi biore wode na kreche, nie mam pieniedzy, od kiedy zblokowalem karty. ostatni pet, odpalam silnik. nie wiem dlaczego, ale zanim sie wszystko rozgrzeje, brzmi strasznie metalicznie, dresiarsko, whatever – podoba mi sie. odkrecam szyby, jest skwar. wzmacniacz nie dziala, nie bedzie muzyki. a dzis mialy byc dance hits 1996. poczekaja.
pan Witek, znany z grania po nocach na harmonijce pan parkingowy, otwiera szlaban. daje blogoslawienstwo, bo lubi jak czasami strzele marchewe przejezdzajac noca obok jego kanciapy.

ruszamy, obok na chodnikach ostatnie niedobitki wracaja z biur, twarze zmeczone, krawaty poluzowane. bosko. na Krolewskiej pierwsze Opelki i Fordziki panikuja, boja sie wykonac manewr, zeby nie obrazic. wielka, czarna, dostojna Skoda Superb na Marszalkowskiej na urzedowych numerach chciala ruszyc ostro. ale nie ruszyla. a mignalem tylko niechcacy ksenonem Philipsa. nic wiecej. olej stoi jak zaczarowany, ani drgnie.
mijam pierwsze przystanki, zapelnione asystentkami w sfatygowanych kieckach i wciaz mocnym makijazu. kazda szuka meza, albo juz go zdradza.
troche klucze, olej w koncu sie grzeje. okolice GUSu, sa pierwsi chetni. jest Jeep V8, wciaz rusza, jak tylko miga w poprzek dla pieszych i z piskiem heblem struga przed kolejnymi swiatlami. szkoda mi sprzegla, zreszta to straszna trzoda – czekam, az sie bedzie troche dalej. jest. dwojka go morduje, wiec zwalniam i badam tetno. zyje i ma sie dobrze, wiec:

wrrum

pszsz

pierdut marchewa

- albo odwrotna kolejnosc. maly czesio juz rusza jak na czesia w obecnosci STi przystalo.
olej kipi, wiec jak zwykle rundka wokol Pl. Trzech. szyby zamykam, gapie sie w druga strone, ale wrodzony street rozbiezny w oczach rejestruje zadowolenie na meskich twarzach i podziw na kobiecych licach. zadna nie przeklada jednej nogi na druga noge i nie zaciesnia tego wtornego przelozenia, wiec jade dalej.
Opelki, Fordziki, Fiaciki uciekaja znowu jak stynki na plyciznie przed stadem garbatych okoni.

chyba Niemcewicza, jakis czarny GTek ksywa coupe, caly oblepiony. chcialem pozdrowic, ale cos mnie powstrzymalo. co sie bede spoufalal, jeszcze na spod znaku teczy wyjde. wystarczy, ze wygladam.
jest ladne Audi, Trasa Siekierkowska, w srodku ladna kobita, lat 35, chociaz wyglada na wiecej. na swiatlach pytam, czy ma wizytowke – nie ma, jasne. nerwowo szukam pod siedziskiem zmeczonych kartonow. wyrzucilem przeciez jeszcze z poprzednim autem. szlag. ide spontanicznie: ladne nogi nie dzialaja, odszczekuje sie kobieta. nie popelniam juz bledu, nie ma zadnych ladnych oczu i ladnego usmiechu, ale potrzebuje jej telefonu. pyta po co. ledwo powstrzymuje sie przed automatyczna, monotematyczna odpowiedzia. mowie, ze jak da mi dwa dni, to sama bedzie wiedziala, po co. zgadza sie, ale na nastepnych swiatlach. ruszamy.
ale zesz jedzie wlasnie na wprost Evo IX MR pelna dzida z pasa do skretu w prawo. zapominam o blondynie, przeciez nigdy mi sie nie podobaly. Evo cisnie jak cholera, ja sie boje, bo zakret. 200km/h Evo na luku to ponad moje sily. ale jest prosta. wielki kierownik Evo i jego wielka pasazerka ewidentnie maja ze mnie ubaw. stara, poczciwa, wiesniacka Impreza na ksenonach probuje sil swoich z nowoczesnym Evo. krece korbka, tlumacze sie, ze mam traume, ze boje sie i ze moze byc zaraz fotoradar. wielki kierownik jednak redukuje na trojke i Zulu dzida. dalem sie sprowokowac, raz sie zyje.
Evo steka, Evo jedzie, Evo peka, Evo w biedzie. wielki kierownik w szoku, ja tez. nie ma kiwki, wielki kierownik obrazony w ostatniej chwili zjezdza na Pulawy. zawsze mowilem, ze to megabuce.
pojawia sie z tylu Audi, stuka sie w czolo. chyba poczciwina byla.

tired-yawn


archiwum 012

19 Luty 2009

Rudej Grazynie dalem dzis wolne. zaharuje sie dziewczyna, a kazalem jej przeciez na brunetzylete przefarbowac sie w weekend. nie wiem, jak to zrobi, zatem jade umyc samochod.

znowu ten metaliczny dzwiek zimnego wydechu. pierwszy trzask okiennic, jest dobrze. niech sie rozgrzeje w miejscu, odpisuje na ostatnie 8 SMSow i 4 nieobyczajne MMSy. 8 razy prosze o MMSy, 4 razy prosze nie wciagac brzucha.

pierwsza prosta. 40m od swiatel idzie grupka malolatek. zatrzymuje sie przed przejsciem dla pieszych, zapalam papierosa, puszczam je szarmancko. nie zwracaja uwagi. nie sa wystarczajaco jeszcze pijane. wroce za kilka godzin.

jade na bezdotykowa na BP. miejsce jak zawsze czeka. obok biale CC myje jakas urzedniczka, brzydka jak noc i sie jeszcze gapi bezczelnie mi na chlapacze. z tylu podjezdza zdrowe cielsko w terenowym Nissanie. udaje, ze sie zagapilem i goraca piana pod cisnieniem z lancy uderzam urzedniczke w pape. szybko odjezdza. Nissan podjezdza.
kierowniczka usmiecha sie, chyba zajarzyla, ze to byla naturalna selekcja. ma krzywe nogi. tez by dostala piana z lancy, lecz z tylu siedzi maly berbec. zal mi go. matka dostaje tylko zdemineralizowana woda po lydkach. jestem potworem, ale mam zasady.

wycieram auto obok, dresiarze w Golfie pytaja, jaka moc. 7 Golfow albo 4 Civiki, odpowiadam, a jak sie wnerwie – drugie tyle. nie jarza.

wracam do domu. stoje na srodkowym pasie. zolte, zielone, na konczacy sie pas obok wjezdza rozpedzony van. mial nadzieje, ze ominie kolejke pasem do skretu. ja wysluchuje kiedy zmieni bieg.
zmienia. to byl jego blad. teraz czeka, az caly peleton przejedzie. pasazerka rece w gescie oburzenia podniosla, jak tak mozna. otoz mozna.

nie chce mi sie pedzic. szlag mnie trafia, jak dwa razy dziennie tankuje. ale z tylu piekne, nowe 335i terroryzuje ruch na Kasprzaka. jest biale, podobnie jak koszula kierownika. sunglasses za PLN1000, zegarek wielkosci krazka do hokeja Tag Heuera. wlosy lsnia mu jak zeby Jacka Nicholsona. szlag z paliwem, moze bedzie co opisac w Konfesjonale.

raz, dwa, ciach i po zawodach, dobitka na rondzie pod Trasa Torunska, kiedy Becia ciela w poprzek ronda, a po zewnetrznej i tak becki zaliczyla. znowu swiatla, czekam na nich. zlota korba szuru-buru. oni elektrycznie opuszczaja szyby. mowie im, ze naped z tylu sprawdza sie tylko w filmach dla doroslych.
alez mnie nawyzywali. zakreslam kolejna kratke w kapowniku pod literka “B”.

batmantoyota1


Soneta o kobietach

19 Luty 2009

otoz ja dawno uznalem, ze z kobieta nigdy sie nie dogadasz, bo one z definicji nie mysla i jak najbardziej jest to dla wielu barbarzynska postawa. kobieta nigdy nie bedzie Twoim przyjacielem, a jesli nawet pokusisz sie o tak nieostrozne przeswiadczenie, to jeszcze bardziej sie rozczarujesz.
faceci moga sie przyjaznic bezinteresowanie, pic wodke bezinteresownie i w znakomitej wiekszosci wypadkow bez nadziei na seks, awanture w lokalu wspolnie rozkrecic ku uciesze gawiedzi i rozrostowi swojego ego, pogadac o szybkich samochodach i warkocie przejezdzajacego auta, pojechac na ryby na noc, zeby powspominac okazyjne kolezanki ze szkoly sredniej i studiow. no sprobuj z kobieta. z nimi to sama udreka i petla na szyi z kazdym dniem ciasniejsza. a to wszystko przez ten cholerny feminizm.
jestes powiedzmy z kobieta, musisz te wszystkie ich wynaturzone potrzeby spelniac. byc silnym meskim, zdecydowanym, przystojnym, wysportowanym, a do tego kurwa zabawnym, czulym, romantycznym i oczytanym i oczywiste zarabiac mnostwo szmalu.
kurwa przeciez to sie kurwa wszystko wzajemnie wyklucza. a nawet jesli juz jak sie taki zdarzy, to nie bedzie mial nieborak na to wszystko czasu, zatem nie zdarzy sie.

no ale dala Ci taka szanse, jestes z nia razem i zaczyna sie.

kupujesz kwiaty, dobrze, ale juz za trzecim razem przestaje kurwa doceniac, jakby się, ot tak, nalezalo. takie to kurwa sa feministki wyzwolone i niezalezne. chca byc niezalezne, ale jakims archaicznym zwyczajom holduja. zreszta co to za zwyczaj, zeby wyrzucac kase w bloto na kwiaty, ktore po kilku dniach laduja w koszu? kumpel wodke przyniesie i bedzie przynajmniej pozytek i znowu mozna powspominac te ze szkoly średniej i ze studiow.
zabierzesz raz zjesc na zewnatrz do dobrej restauracji, to sie tak przyzywyczai, ze 3 razy w tygodniu bedzie Cie naciagac, bo dzisiejsze niezalezne feministki wciaz nie placa. a kumpel zawsze sie na wodke zrzuci.
chcesz obejrzec Eurosport, napic sie do tego browaru i wyciagnac w ulubionym fotelu, ale
kurwa nie, jedziemy do kina, zeby sie pokazac, ze ma kurwa nowe rajstopki.
jest ranek, chcesz wstac pobiegac, albo cokolwiek, ale nie, nie odchodz, kto mnie rano przytuli.
kurwa przeciez jest rano!
zbliza sie weekend, chcesz sobie gimnastyke zaserwowac, wyspac sie, odpoczac bez stresu, ale nie – od Czw juz szczebiot, ze jedziemy do Kazimierza, albo Bialowiezy, do Sopotu, na Mazury.
kurwa po co? wiecej pospiesznej organizacji, pakowania i drogi niz na miejscu pobytu. a Ty chciales np. w ten weekend do Modlina pojechac. Jeszcze ten Sopot to rozumiem, ale na Boga kto tam jezdzi z kobieta?
dalej, idziecie na impreze i cala noc masz przechlapane. napijesz sie z kumplami, to juz Twoich kumpli
kurwa nie lubi, spojrzysz na zone kumpla, od razu awantura. a jak sama nakryjesz z kumplem w kontakcie, to kurwa awanture tez Ci zrobi, jak smiesz i jeszcze z przytupem wyjdzie z lokalu obrazona. a najlepsze jest to, ze jak nakryjesz raz, mozesz byc pewien drugiego razu, ten typ tak ma i na pewno znajdzie za drugim razem tez tlumaczenie. one mowia, ze dobrych genow szukaja, tak sie teraz nazywa.
a z kumplem pojdziesz na impreze, upodlisz sie, pogadasz o minionej swietnosci i skomentujesz siedzenie kazdej zdrowej sztuni w lokalu i tyle, konczy sie najczesciej bez rekoczynow. no chyba, ze spotykasz swoja byla, ktorej juz zlosc na Ciebie minela.
zwracasz uwage, ze ma dekolt po pepek, pol siedzenia pod kiecka widac i wszyscy patrza na nia, jakby czegos szukala, to sie
kurwa obrazi, ze ma prawo jak kobieta sie ubrac, ze niech sie gapia, tylko czy pomysli, ze nam sparawia przyjemnosc, ze ludzie, w tym ja, widza przed soba panienke spod Mariottu?

a teraz najlepsze. mamy XXIw., zatem kariera, podroze, bankiety, szpan ma maks najwazniejsze. ale w koncu przychodzi czas na dzieci, czasami przypadkowo i kto? – babcia wychowuje dzieci, bo pani robi kurwa kariere. moze to i dobrze, bo dzis mlode kobiety nic nie potrafia, dzieci by uszkodzily.
no ale dalej jestes z taka, dzieci babcia odchowuje, ty jej humory znosisz, robisz wszystko co do faceta nalezy, remontujesz dom, naprawiasz jej samochod, pocieszasz kiedy ma kolejna wyimaginowana depresje, zabierasz do restauracji, bo ona nie gotuje – nie potrafi przeciez. to ja sie
kurwa zatem zapytam, jakie role dzis ma kobieta? bo jak na razie, to widze tylko puste lalunie, ktore chcialyby wylacznie lezec i pachniec.

ale no dobra, zaprzeczmy zdrowemu rozsadkowi i rachunkowi prawdopodobienstwa, bo trafiles na niepuszczalska, skromna i gustowna w ubiorze, uklada sie jeszcze, bo pozniej jej sie te babskie durnoty uruchamiaja. ma kobieta zly dzien, musisz byc czuly, caly dzien zaopiekuj sie mna. ma depresje, rzuc kurwa wszystko, tylko ona. nos ja na rekach, gotuj, zabieraj na rozrywki, jeszcze pozmywaj.
ale jak Ty masz zly dzien, to niesłychane – przeciez jestes facetem. zycie dalo Ci w kosc, chcesz wiec swietego spokoju, to co
kurwa pomysli sobie? nie te geny, poszukam innych. i tak mozesz byc pewien, ze zaraz z szefem z pracy sie pusci, bo moze na tym tylko zyskac, albo z innym zamoznym playboyem sie pusci, ktory bedzie jej dwa razy w tygodniu pokazywal jasniejsza strone zycia, czyli wizje rzekomo sluzbowych podrozy, kolacji, wina i ostrej pily lancuchowej. staniesz na rzesach, a ta i tak po jakims czasie bedzie widziala w Tobie tylko wola roboczego. bo kobiecie to caly czas musisz imponowac, jak chcesz sie z nia zaprzyjaznic, to przepadles. jak tylko zobaczy w Tobie czlowieka, bedzie szukala po cichu dalej tego swojego, nawet kurwiarza, ale ktory jej imponuje, bo jest na tyle obcy i ma zbyt malo czasu, zeby pokazac swoje prawdziwe zycie.

ja to wszystko dawno przemyslalem i wlasnie pozycjonuje sie po tej drugiej stronie rynku i nie zamierzam sie kurwa z betonem uzerac.

jakby co czesie, Mary jest taka sama :-P zartowalem, jest jeszcze gorsza. znowu zartowalem.

jbiel1sm



Mamusia

19 Luty 2009

Droga Mamusiu,

chce dac kilka komentarzy, ale strasznie ostatnio utylem i mi sie nie chce. coraz czesciej slucham ciezkiej muzyki takiej jak solidtechno, dirtybass i distorted house i juz nie w glowie mnie lekkie granie. niemniej jednak czlowiek sie zmienia, a w nim dusza jego oraz muzyka, zawsze ciekawa, zawsze piekna i zawsze intrygujaca.

chcialbym aby rozgorzala dyskusja na temat tego, czy klamka juz zapadla i juz nic nas w zyciu nie spotka ciekawego, czy tez zycie jest pelne atrakcji, ktore pojawiaja sie z flanki i nalezy miec ostry wzrok, by je dostrzec i wykorzystac.

reasumujac Pani, chce miec z Toba gromadke dzieci, wychowamy je w domu milosci i sluzby. wiekszego blasku z otchlani serca mojego nie oczekuj.

dla przypomnienia dodam, ze dostrzegam lecacego jastrzebia z 10 metrow.

w muzyce techno tropie szatana i wstydliwa mimoze. powracam do niej z nostalgii i sentymentu i chce kiedys na ten temat napisac czterowierszem kunsztownego soneta. prenumeruje tez rozne czasopisma dla doroslych w dobie internetu.
wygladalem w sobote przez okno. widzialem zachody slonca, wschody malownicze, wiatr me wlosy targal, jak wielkie znicze, gwiazdy na niebie swiecily, mysli przez umysl wolny swobodnie lecialy, pytania mnie wowczas naszly, czy oby wedrujac tak wolnosci drozka, powinienem sie naprawde nazywac, jaknazywam? na koniec chce, zeby Mamusia przy mnie poczula sie jak zagraniczne foie-gras, a nie jak zwykly urzedniczy pasztet.

przypominam, ze w dalszym ciagu dostrzegam nadlatujacego jastrzebia z 10m.

exploitablejokerfreudib7


Europa da sie lubic

19 Luty 2009

teges jest taki, ze ladne Angielki sa naprawde ladne, maja najdluzsze nogi na swiecie i najkrotsze kiecki. nieteges jest taki, ze brzydkie Angielki sa naprawde brzydkie, maja najgrubsze nogi na swiecie i jeszcze krotsze kiecki.
ostatecznie jednak sa teges, bo wszystkie sa strasznie sympatyczne i jeszcze straszniej puszczalskie.

teges jest taki, ze Wloszki maja ladne buzie i z zasady sa brunetkami. nieteges jest taki, ze maja strasznie wielkie siedzenia i grube uda i ze ni w zab po angielsku nie gadaja.
ostatecznie jednak sa teges, bo nawet nie trzeba z nimi gadac.

teges sa Lotyszki, bo sa strasznie zadbane i w ogole ja strasznie lubie slowianska urode. z nieteges, ze mielismy dla nich tylko 3 dni, bo wlasnie konczyly juz wakacje.

ogolnie z teges mam straszna predylekcje do Slowianszczyzny, a z nieteges szkoda, ze to troche czlowieka w zyciu ogranicza.

inuendo1


Ibiza Klaps Party. Prolog.

19 Luty 2009

jedziemy. bez sensu. wodka z ananasem w hotelu razy trzy. wodka grejpfrut razy cztery. mamy w koncu odwage udac sie do centrum na wojne z Angolami o najlepsze cielska. na wszelki jednak w najblizszym stop-drink-barze golimy jeszcze Johny Walker Diet Coke, bo innej nie ma, zreszta teraz tak modnie bez cukru.

idzie szesc angielskich nastolatek, wszystkie w szkolnych uniformach, warkocze, cekiny, biale koszule, na nich flamastrem namazane ‘I’ve just passed my exams’. zatrzymujemy je na zdjecie, te nie protestuja. jeden postronny ochroniarz z baru robi nam je, a podczas zdjecia wszystkie szesc odwraca sie i podnosi spodnice. zdjecie kasujemy. zbyt obszerne majtki mialy.

jedziemy dalej. dwie gietkie tancerki kolo Benny Hill Bar. prosimy o zdjecie. za piataka EUR zgadzaja sie. to bylo glupie, bo za 25m byly duzo zdrowsze tancerki przed barem i nic nie chcialy kasy i jeszcze buziaka daly. siadamy w jakims black music barze. nudzi nam sie, bo jakos ta miejscowa woda bierze powoli. liczymy zatem na wyscigi, ilu naprutych Angoli wyrznie o pobliski stopien. po mojej stronie wejscia na minute 6, po Obi Wana 9 biednych duszyczek. jeden pada, liczymy go po klotni jako wspolny wynik. po chwili bar opuszczamy, bo drzwi wejsciowe jakis Angol zamalowal kolacja. widzialem frytki i samotnego brokula. do konca wyjazdu frytek i brokula juz nie zjem.

idziemy do klubu Boomerang, ale nie dochodzimy, bo przed nim na krawezniku dwie nastoletnie, naprute Angielki w seksownych kapeluszach symuluja kopulacje. zaczynamy krecic film, ale trzecia kolezanka protestuje. Obi Wan mowi ‘zamknij sie krowo i lepiej sie dolacz’. ta nagle trzezwieje i reflektuje, ze pod warunkiem, iz i my sie dolaczymy. zatem jakis ubawiony Portugalczyk kreci film juz z udzialem pieciorga, chociaz kraweznik brudzi nam spodnie i niszczy swiezo zaprasowane kanty. ale dzieki tej szopce wchodzimy do Boomeranga za darmo. dzis Hed Kandi Night. hell yeah – gay house i latino lover forever.

od 2400 do 0200 kazdy drink za sztuke EUR. walimy po 8 wodek z Red Bullem. tuz przed druga godzina na zapas po trzy i na wszelki piwo. impreza sie rozkreca, bass bije dobitnie jak tureckie bebny, treble muskaja delikatnie nasze uszy, ujmujace saksofony i przeslodkie, bezsensowne teksty o milosci i tesknocie bawia nas jak cholera. woda z Red Bullem zaczyna dzialac, zaczynamy sie mniej krzywic. wracamy po chwili do wodki z grejpfrutem/ananasem. zaczynamy wowczas tez rozmawiac, komentowac pierwsze egzemplarze, swobodniej o bar opieramy lokcie, uwazajac, by ubrudzic podwinietych rekawow.

dolaczaja sie znajomi z hotelu, wsrod nich dziewczyny, ktore chca tanczyc. idiotki jakies mysle, jaki facet w tym wieku jeszcze tanczy w klubie? po szklance tequilli to my wychodzimy na idiotow, bo ja wskakuje na podest, a Obi Wan tanczy przy rurze. jazda jazda, nie badz mazgaj, powtarzam sobie dla otuchy. pierwsze krople potu na skroniach. wpada pieciu Angoli w togach i purpurze, pozdrawiam ich tak, jak ksiaze Harry na imprezie w niemieckim mundurze. obok tancza najdluzsze nogi na wyspie i te nogi prosza mnie przypadkowo o papierosa. oczywiscie zycie ma to do siebie, ze jak najlepsza laska w okolicy prosi Cie o ognia albo papierosa, to gaz sie wlasnie skonczyl, a papierosy zostaly na barze. prosze ja o chwile cierpliwosci konczac prosbe ‘just a minute you littlle chicken nugget’. a cholera odwraca sie na piecie i idzie precz. szlag, pierwszy zonk.

teraz wchodza dwie Angielki, ale takie, ze ja Cie prosze Obi Wan usiadz natychmiast. obcasy, skorzane, nabijane cwiekami tyci tyci male czarne, policyjne koszule, dlugie kolczyki, skorzane czapki na mode Frankie Goes to Hollywood. wchodza obok nas na podest pod djka i bez rytmu kolysza biodrami. napruci Angole karza im tanczyc, wiec te z wolna tancza. ale jak…
mi sie robi goraco, jakbym dostal zoltej febry z Wybrzeza Kosci Sloniowej. nie ma bata, atakujemy je, w sensie energicznie stukamy lokciami w te zamaszyste biodra i klepiemy po mesku po ramionach, wrzeszczac, czy nas kurwa slysza. chyba slysza, bo sie odwracaja i jak Boga kocham, tego sie nie spodziewalem – dwie tabliczki, czarny druk na bialym tle ‘FCUK OFF’.
o Chryste, drugi zonk.

idziemy do baru na kolejne osiem wodek. pod barem stoi Angol, ma jakas tablice. patrzam i padam. tablica wielka jak blat do ugniatania kopytek, a a niej ‘FCUKIN TUNE BITCH’. gadam z Angolem, zaczyna sie od EUR50, ostatecznie kupuje za EUR10. biegniemy pod djke, policjantek-sadystek juz nie ma, ale jest na oko jeszcze ze 20 innych zdrowych cial. czas sie pospieszyc, bo juz jakos 0500 sie zbliza. jest zdrowe cielsko w dlugiej kiecce. Obi Wan ja pyta, po jaka cholere kobieto zalozylas tak dluga kiecke. odpowiedz jest oczywiscie przewidywalna, ale i tak robi wrazenie. zeby nie musiala do klubu majtek zakladac, bo moga jej przeszkadzac. Obi Wan ginie z nia na jakies 20min, that’s my boy.

wchodze do lazienki, przede mna jakis czarny jak cholera Murzyn w bialej czapce racjonuje papier, chusteczki, ale w wzamian na darmo kazdego kazdym perfumem spryska, jakiego tylko sobie ktos zazyczy, taka polityka na Balearach. ja chce tylko troche chusteczek, zeby wytrzec mokre czolo, ten kuma, ze papier i pyta z usmiechem ‘yo man, big shit or small shit’, odmierzajac w miedzyczasie ten papier. odpowiadam mu ‘big dick’. Murzyn spryskuje mnie Fahrenheitem, mrauu.

teraz jakos nam sie film urywa, przynajmniej oficjalnie. do hotelu wracamy po 1000.

dance


rap to moje zycie

19 Luty 2009

przemyslalem swoje zycie i od teraz bede pisal hip-hop kalamburem z drugim i trzecim dnem, bo rap to moje zycie, a drzewiej bylo lepiej.

lubie, kiedy techno zabiera mnie w podroz niezapomniana. nie stronie od korzeni funku, miekkiego disco beatu, ery new romantic i gatunku duran duran. nie slucham czarnej muzyki dla prymitywnych mas i holenderskiego agrotransu. byly to okrutnie piekne czasy, ale dzis tez sa piekne melodie, tylko ucho gietkie musi byc i higieniczne.
najbardziej lubie sluchac melodyjnego ryku swojego silnika i weszyc czule jego spaliny. czesto opisuje to w Konfesjonale, bo rap klap to moje zycie. idea Konfesjonalu jest prosta i jego formula wyczerpuje sie jak wirujace paliwo w zbiorniku od STi. trzeba czesciej siegac po nowe natchnienia i inspiracje. jezdze czesto samotnie na spacery do Zelazowej Woli, gdzie koncerty lagodza moja dusze strapiona, awanturnicza i studza bulion we krwi i kazda tamtejsza nuta pomaga mi w zyciu przezwyciezac wrogie jednostki na ojczystych jezdniach. robie to zawsze z radoscia, jakby zawsze to byl ten pierwszy raz i oczy mruze wtedy jak Zatoichi masazysta. zycie jest piekne, jak kwitnaca stokrotka w porannej rosie na niewinnym Podhalu. nie ma czasu na zawodzenie, kiedy jeszcze tyle beatow jest w pieciolinii do zapisania.

chce dopisac czesc druga sonety lirycznej na Konfesjonal w nosnym rytmie pop rap polo:

rydwany piekielnego ognia z wydechu, bicze boze, dantejskie sceny,
ciesze sie z kazdego słowa, ktore tutaj czytam,
serce moje sie raduje, pstra kotka pod blokiem mi sie okocila,
w myslach przytaczam prawde ponadczasowa -
Judasz ze szczescia na kiese chucha, a Pan na krzyzu wyzional ducha.

l9952045f3ae60306150fc6hb0


archiwum 011 aka Hunda

19 Luty 2009

stesknilem sie po urlopie za moim autem i postanowilem pojechac po wode destylowana na stacje beznynowa i po piwo. od rana juz z utesknieniem czekalem tej chwili. na wszelki zajrzalem jeszcze na Forum ukradkiem, czy sie jakis wiekszy cwaniak w Konfesjonale ode mnie nie pojawil i czy jest sens jechac? cale szczescie nie pojawil, wiec wyruszam. pan ma relaks, na dworze troche siapilo kapusniakiem.
na Rondzie ONZ szukam zaczepki. zero reakcji, opasly taksiarz w Merolu puszcza mnie przodem. kilka wystrzalow z wydechu w koncu pomaga. na Gorczewskiej zadbana kobietka w S-Max zwraca na mnie uwage. jest sama, stroszy jakby byla Doda na wizji. rusza energicznie, wciska sie przede mnie. jedzie pelna dzida, chociaz 100m przed nia zapala sie czerwone. ledwo glupia wyhamowuje. ABS trzesie nia, na jej twarzy dostrzegam zmieszanie. pewnie pierwszy raz w zyciu poznala sie z ABSem. dojezdzam z prawej, zagladam w okienko, zasylam jej wymowne spojrzenia pelne udawanego zdziwienia, szyderstwa i ludzkiej zlosliwosci. ta nawilza usta, ale nie dziala to na mnie. kobitka znowu chce ruszyc energiczne, ale jeszcze nie jedzie. nie mam sumienia i ruszam jak na wiesniaka przystalo. niech zapamieta fladra, co to jest dotkniecie high voltage. wjezdzam przed nia, udaje sie sprowokowac 4 marchewy pod rzad. nastepnym razem powie moze przynajmniej dzien dobry.
zapominam o Fordziku. jade te 100m przed peletonem, bo arogancki buc jestem i nie lubie towarzystwa. z peletonu wypada wsciekly, sluzbowy Avensis. jest czarny i jest zly. jakis bialy kolnierzyk goni mnie i miga dlugimi, zeby mu zjechac. jakis slepy chyba. nie widzi, ze mam parapet na bagazniku, niebieski lakier i zlote felgi i ze to moze nie jest tylko szpan? puszczam go na wszelki. kolo z piskiem po kozacku wchodzi w zakret w Trase Torunska. ja bez pisku i siadam mu na zderzaku oraz czekam, co z tego bedzie. wsciekly czarny Avensis pokonuje Trase slalomem. nie wierze, wilk w owczej skorze, albo to ja jestem pinda. jest kawalek wolnej drogi na wprost, Avensis nie zdejmuje nogi z gazu. jedzie juz chyba ze 100km/h i chcialby na pewno wiecej. ospale dojezdzam, zrownuje sie, bo z prawej przeciez niekodeksowo jest wyprzedzac. czekam co to bedzie. wsciekly czarny Avensis wyzdrowial nagle, wraca na prawy pas i konczy slalom. a jednak mu sie tak nie spieszylo. mruze oczy jak Zatoichi masazysta.

okolice Dw. Zachodniego. moj ukochany konczacy sie pas do jazdy na wprost po prawej na rondzie Grzymaly Sokolowskiego nie dzis jednak dla mnie. ja stoje na srodku, bo nikogo nie ma. ciagle pada. po lewej ustawia sie Tico, za mna autobus, po chwili cos wtacza sie na prawy. jakas pstrokata Honda, cala oblepiona roznymi tunerskimi markami, a najbardziej rzuca sie w oczy ta Promotora Mocy.
ja Wam karwasz zaraz pokaze prawdziwego promotora mocy, gadam do siebie.
hondziarze jak zawsze w ortalionie i czapeczkach z daszkiem. udaja, ze nie widza, ale ewidentnie glupio im, ze tak sie nacieli. ani wycofac, ani do przodu, a ja jeszcze z usmiechem szczerym gapie sie prosto na z nich z wyrazem twarzy „ale sie karwasz chlopaki nacieliscie”. pytam, czy mam szanse z tym Promotorem? nie odpowiadaja.
ruszaja spokojnie, ja tez. pod koniec konczacego sie pasa zwalniam, chce ich wpuscic, ale oni nie, tak beda stali i to oni mnie przepuszczaja. odjezdzam zatem, oni po kilku chwilach wlaczaja sie do ruchu.

2je7ct4hv0hm0wz7


archiwum 010

19 Luty 2009

zatem jade. tym razem po maszynke do strzyzenia i klawiature i myszke, tez do komputera.

wlaczam sie do ruchu, olej po pracy jeszcze cieply, zatem wlaczam sie przed wszystkich. jakies klaksony milkna jak kulfony pod wrazeniem Devila. Ci, ktorzy nie milkna, dostaja od BOVa. teraz jest w morde jak makiem zasial.
spadam na prawy pas Jana Pawla II, jest najszybszy. od razu pierwsze dostawczaki zjezdzaja na srodkowy. jakas Megane towarzyszy mi na pierwszym luku. cale szczescie, ze przez przypadek, zapomnial sie nieborak. sa swiatla. stoje za Astra i nie spieszy mi sie. po prawej Hala Mirowska i kilka cial. jedna nawet patrzy, ale wyglada za swiezo. pewnie nocna zmiana w Biurze Obslugi Abonenta i spotyka sie z dwudziestolatnim kierownikiem zmiany.
cos sie dzieje. srebrzysty Touareg z naklejkami TVP strzela jak z procy. on staje na nastepnych swiatlach. ja obok. ja udaje, ze grzebie przy mp3. szukam refrenu “We are the champions”, to 8 track na Greatest Hits. niby udaje, a track jednak sie znajduje. VW jak z procy. Subaru jak podminowane F-16.
puszczam Queen. nowy wzmacniacz reklamuje sie na caly Mirow. TVP podnosi szyby. na pewno mieczak z PiSu.
na Rondzie Radoslawa jakies zamieszanie. w sensie Merol trabi, ze wjechalem w kierunku Arkadii te 15m przed nim. na parkingu pytam go, dlaczego trabil. bo mu karwasz zajechalem droge. odpowiadam, ze 300KM na przedniej i 500KM na tylnej osi nie wyhamowuje tak od razu, zatem czasami tak musze. starszy pan steka z zachwytu, zona patrzy z ukosa. na pewno pani pedagog.

wracam. ruszam z trojki, auto gasnie. jakas pinda z tylu w Berlingo trabi. pokazuje mu sugestywnie, ze nie ma racji, zatem goni mnie. dogania 2km dalej. wyjmuje kluczyk, wysiadam i mowie kolesiom, ze gasnie mi tak ciagle. zdziwieni omijaja i jada pelna dzida, a HDi mruczy.

dopadam ich po 15 sekundach. krece zlota korbka i mowie “kurwa zartowalem ciolki”.

moral jest taki, ze klawiatura jest klawa. nawet sterownika dzisiaj juz nie potrzeba.

jessicaicecreamxn2


etno

19 Luty 2009

dziekuje za mile slowa. przypomina mi to moje pierwsze lekcje pobierane u znanego deep gothic etno didzeja Herminio „Krnabrny Beat” Hondurasa. powtarzal on czesto i powielokroc, ze z pisaniem jest jak z puszczaniem plyt winylowych w zapelniajacym sie lokalu w piatkowe wieczory. slowa jak beat musza byc trafne i uderzac blaskiem stroboskopu dyskotekowego w zadymione sedno. slowo jak beat musi posiadac akcent, by swiat poruszac. jedyna rzecza wynoszaca czlowieka ponad zwierze, jest slowo. takze ono czesto straca go ponizej zwierzecia. dobry balans tonow i kolaz musza byc tez. roznice pomiedzy kobieta i mezczyzna sa widoczne na pierwszy rzut oka i po pierwszym dotyku, wiec slowo jak beat musi byc uniwersalne i przekaz miec uniwersalny z glebi. nie moze byc puste jak podmiot liryczny. musi sprawiac wrazenie, ze jest zgola odmienne. didzej cnotliwy dobre wypowiada slowa, ale nie zawsze didzej, ktory dobre wypowiada slowo, jest cnotliwy. bo mowic i puszczac beaty trzeba prawdziwe i wzbudzajace niepokoj w duszy rozdartej i sercu plochym. publicznosc lubi, kiedy sie ja kokietuje, wiec slowo i beat musza byc klejnotem dla tych tez bez wyobrazni. azeby niewidomy mowil, ze widzi, a widzacy skupial sie na odsluchu. cnotliwy patnik za konsoleta ponosi wielka odpowiedzialnosc za zapelniajaca sie sale. puszcza czasami troche pary, troche dymu siwego jak gorejacy olej w wydechu przy nieszczelnych tlokach. obrzuca rowniez ich tlustym popcornem, kiedy sie dobrze bawia. kiedy sie zle bawia, sam cierpi za ich niedole, bo woli sam cierpiec, niz patrzec, jak inni cierpia.
na koniec chcialbym przypomniec wielkie slowa Matki Teresy z Kalkuty, że trzeba dawac tak, zeby bolalo i to jest moj wklad w nauki u Herminio „Krnabrny Beat” Hondurasa, chociaz nie zgadzam sie z ta dewiza.

n194668806642428gj6


archiwum 009

19 Luty 2009

nie mam ostatnio talentu do pisania, ale nie mam tez co robic. zjezdzam z pracy na parking na dol. w windzie jedzie ze mna Aneta, kierowniczka. na oko 34 lata i dwa miesiace moze jeszcze, 170cm. reszty numeracji nie znam, ale na pewno warto ja zapamietac. na wyjazdach integracyjnych bywa smutno kolo 0400 na ranem.

na dole spotykam elektryka. palimy i gadamy o Agacie z recepcji, silnik juz pracuje. podoba sie jej moj samochod, ale uwaza mnie za najwiekszego buca w firmie. troche sie dziwe, ale Andrzej mowi, ze to wszystko przez to auto. wez dogadaj sie z kobieta. cale szczescie nigdy nie probuje.

wyjezdzam z garazu, dzis jade Krucza. malolatki wracaja ze szkol, w koncu 1 wrzesnia. moze Giertych mial jednak racje? mundurki strasznie na mnie dzialaja. robie prowokacje przy Wilczej, pytam je na swiatlach, jak dojechac do centrum. w koncu mam wiesniackie tablice. wyrywa sie najwyzsza, najprzedniejsza, bajecznie zalotne spojrzenie, fantazyjna fryzura, delikatny makijaz, oczy jak Morskie Oko poza sezonem. zaczyna od “plose pana, pan musi (…)”. odjezdzam z piskiem, patrze w druga strone, pasy mnie uwieraja jak kamyk w gumowcu.

na skrzyzowaniu z Al. Jerozolimskimi zapala sie zolte. ja hamuje gwaltownie, bo lubie tu sobie postac i czesto sie cos dzieje. pasem do skretu w lewo kolejke na wprost omija nowe BMW 325i, wjezdza za przejscie dla pieszych i – hrrrr – przede mnie. oczy robie jak samotny, wyposzczony gekon, bo mnie przeciez widzial i bez zawahania wjechal. BMW rusza szybko. tlumaczy sobie, ze nie chce blokowac tych za soba. ja tez ruszam szybko. omijam go, jakby stal w miejscu. przeciez tez nie chce go blokowac.  ekipa studentow w sweterkach kiwa z zachwytem glowa. pstrokate sweterki na pewno z Politechniki, znaja perfekcyjnie Subaru z internetu.

jest Swietokrzyska/Marszalkowska. tez lubie tu postac. dziesiatki urzedniczek wraca do mezow, dziesiatki mezow idzie na piwo. obok nowy Mondziak z mocarnym silnikiem diesla i gapi sie na mnie w sposob zmanierowany. ladne te Mondziaki, wiec tez sie gapie na niego. pan rusza, jakby spieszyl sie na piwo, ja jakby do zony. jak Boga kocham te nowe rowniez dymia jak Stefan Batory na pelnym morzu. na wszelki wypadek przelewam troche paliwa w wydechu i rozwiewam watpliwosci, a parapet z tylu rozwiewa ten caly dym. Mondziak probuje jeszcze zatoczka dla autobusow. tyle, ze w zatoczce stoi autobus.

na koniec historia z wczoraj. Grazyne odwoze na lotnisko, spiesze sie jak cholera, bo do Bulgarii to ostatni lot. 20m przede mna na srodkowym pasie Golf IV, ja na prawym. jakos dziwnie sie zachowuje, wiec na jego wysokosci cos mnie rusza i zamiast wyprzedzac, zwalniam. babska intuicja. jasne, Golfik bez kierunku na moj pas. ja trabie. taki kaganek oswiaty w swiecie Golfiarzy. Golf ma jednak poczucie humoru i jego pasazer przez szybe pokazuje mi uniwersalny i jednoznaczny gest. pech karwasz, ze byly swiatla. wysiadam i pytam taktownie – a jakze – ortaliona w czapeczce z daszkiem i jego blondyne obok, czy wszystko w porzadku?
bo ja spiesze im wlasnie z pomoca. ortalion metr szescdziesiat prawie w tej czapeczce, niewiele wiecej ode mnie, w lament.
ze gdyby wiedzial, ze to Impreza, to by sie tak nie zachowal. a ta jego pasazerka wtoruje “mowilam Ci, ze to moze byc Subaru”. rozumiem, ze gdyby bylo biale, jak Jabara, to mozna bylo pomylic z wozem PH, rozwozacym jajka w proszku po sklepach i ze gdyby to bylo nawet Czeslawa niebieskie MY06, to mozna bylo wciaz pomylic z Seatem Ibiza w nieczestym kolorze. ale w tym wypadku to chyba Golfiarze mnie zrobili w konia .

Ichie the Killer, ale po botoksie.

dietingkitty


Ibiza vol.1

19 Luty 2009

poszlismy zatem na basen. basen sredniej wielkosci, duzo rodzin z dziecmi, sredniej jakosci cielska. cos nie gra. na barze polewa Angielka. brzydka, ale widac ze tez ma problemy z alkoholem. bierzemy sobie po dzbanku wina i 2l wody. zrzucamy z lezakow czyjes reczniki. stoi jak wol tabliczka, ze nie wolno rezerwowac lezakow. wieszamy swoje. u Fafsona jakis obrazliwy napis, u mnie dwie pielegniareczki w porwanych ponczochach. ratownik kiwa glowa i zakrywa oczy. wlaczamy muzyke. soczyste beaty wzbudzaja poruszenie. zaczynymy delikatnie, jest jakas melodia, jest postekiwanie, cos o milosci, tesknotach, zlamanych sercach i tak w kolko. ludzie to glupi jednak sa. pierwsze Angielki sie przysuwaja. my sie odsuwamy. poruszenie przy stolikach. wysoka blondynka i wysoka brunetka na bezczela siadaja przy naszych lezakach i sie gapia. Fafson, jest dobrze, mowie pod nosem. brunetka juz porusza stopa w rytm gestniejacego beatu, tego nie da sie ukryc. sa z Lotwy, sa wysokie, maja dlugie nogi i to ich przedostatni dzien na wyspie. Fafson malo sie winem nie udlawil, jak uslyszal, ze tak rozmowe zaczynaja. ja robie usmiech Mona Lisa i drapie sie wolno po szyi.
zmieniam muzyke, wlaczamy electrohouse, taki z przytupem. peka pierwszy dzbanek, my tez zaczyny ruszac stopami w rytm i puls wybornych beatow. twarze mamy zadete, nieporuszone. nie wolno sie zdradzic. pozniej wyszlo, ze bardziej publicznosc na Wimbledonie przypominalismy. trzy Angielki w basenie gapia sie na wielka klate Fafsona i moja wielka glowe. jest dobrze.
obok rozklada sie samotne cielsko. ewidentnie Slowianka, blondyna, talia, biodra i z tylu jak po PhotoShopie. twarz niewinna, reszta taka sobie. ona sie wsluchuje w muzyke, my sie w nia wpatrujemy. po pol godzinie znudzilo nam sie juz na nia gapic i kazdy ruch jej fantastycznego cielska komentowac. chyba ja to zabolalo, bo poprosila po polsku o ogien. Fafson polyka sline, ja jestem zawsze na rympal przygotowany. prosto w oczy mowie „zgrabne nogi”, ona „cos jeszcze chcesz dodac?”. i usmiecha sie zlosliwie, chociaz dobrotliwie. na szczescie jest z mezem, wiec mowie, ze rodzin juz nie rozbijamy. szczescie w nieszczesciu.
peka drugi dzbanek, Fafson idzie po nastepny. nudzi mi sie, nie ma na co sie nawet popatrzec. no moze dwie Angielki sa topless i to calkiem niezly topless. dosiadziemy sie pozniej do nich na kolacji.
zagaduje barmanke, gdzie sie podzialy te wszystkie cielska, ktore po hotelu laza. jasne, przeciez na 5 pietrze jest drugi basen. Fafson malo kapci nie zgubil, ja ledwo za nim nadazam. o moj Bosz, jest pieknie, jest PKP. dwa baseny w sensie, wielkie, miejsca od cholery, zero dzieci, zero starszych pan, same Wloszki, Czeszki, Rosjanki i my. Wloszki sie nie opierdzielaja, wlaczamy muzyke, te przenosza lezaki i do nas. tlumacza lamana angielszczyzna, ze tez chca posluchac. udajemy przejmujace zdziwienie. Fafson juz napity, bierze pierwsze trzy z brzegu i kaze mi robic z nimi zdjecie. nie moge sie skupic, bo wszystkie sa topless, wszystkie czarne i wszystkie maja po 17 lat. umawiamy sie z nimi o polnocy pod hotelem. nie mowia po angielsku, ale to w niczym nie przeszkadza.
beat jest juz nie do wytrzymania. didzej miksuje po 3 piosenki na raz. stopa mnie boli, zaczynam kiwac glowa. Fafson rusza prawym barkiem. tepe electro przechodzi w pusty progressive house. o moj Bosz, muzyka i wino zabieraja mnie w podroz. przysypiam na lezaku. niech nikt mnie nie budzi. cala noc przed nami.

sw018



Ibiza Klaps Party vol.2

19 Luty 2009

jest Pt. albo Sb. dzien wylotu na Ibize. decyzja zapada, ze od rana sie oszczedzamy, bo nas na poklad samolotu nie wpuszcza. pijemy na basenie tylko czysta wodke, zeby nie mieszac. na sniadanie jajka sadzone. po 8 sztuk, bo to ciezka piatkowo-poniedzialkowa noc bedzie. nie wytrzymuje, popijam piwem. kawy nie dam rady. na papierosy po wczorajszej nocy nie moge patrzec. patrze sie za to na te lotewskie cielska. zachowuja sie dzis tak, jak ja w ich wieku. udaja na zmiane, ze sie nic nie stalo albo udaja, ze nas nie znaja. Obi-wan rzuca w nie kostkami lodu i nagle zaczely nas poznawac.

caly dzien tym razem na plazy. obok wielki topless sie wyciagnal. dawno takich naturalnych toplessow nie widzialem, robimy zdjecia. jej facet nie protestuje. ja tez bym na jego miejscu nie protestowal. obok rozkladaja sie dwie Portugalki. jedna ladna, druga brzydka. zawsze tak jest. z tylu starszy pan rytmiczne rusza stopa w rytm naszych ciezkich beatow. Portugalki nie, uparte sa. zmieniam na plazowy set z WMC sprzed dwoch lat – i pozamiatane. zadna jeszcze sie nie oparla takiej mieszance. ale jedna jest z nich jest brzydka i wracamy do ciezkiego brzmienia, to byla tylko taka arogancka prowokacja.

czas sie pakowac. nie wiem, w co sie ubrac. Obi-wan tez. walimy po szklance wodki i zakladam krotkie gacie i t-shirt z podobizna Johna Digweeda. sam robilem. Obi-wan spodnie Armaniego i koszule Ralpha Laurena, co za wiesniak. wsiadamy w autobus. kurs na Palme. w autobusie mozna pic. na lotnisku ostatnie piwo, papieros. i jeszcze jedno piwo, zebym sie nie bal latac. w samolocie piekna stewardessa. nie pozwala sie fotografowac i mowi, ze jestesmy pijani. to nie my jestesmy pijani, to ty jestes fladro trzezwa. ladujemy. kilka zdjec i na kolacje.
otoz Obi-wan pracuje z jedna Wloszka, ktorej siostra spotykala sie z pewnym Anglikiem, ktory kiedys byl managerem w kawiorowej restauracji na Ibizie i ta Wloszka koniecznie kazala nam tam zajrzec, bo podobno kawior to jest ponad kawiory i Paris Hilton tam bywa. “czemu nie” to moje motto zyciowe przeciez i jedziemy do San Rafael. restauracja zowie sie The Elephant. w restauracji jest selekcja, troche sie na mnie krzywo gapia, ale stolik mamy zarezerwowany, wiec nie maja klapsy wyjscia. czuje sie nieswojo, same biale, lniane spodnie, eleganckie koszule i spinki, szpile po trzy cale i kiecki za USD10k. siadamy na tarasie, w kaciku, widok nad morze. ja pitole, ale pieknie. mija mi pierwszy stres, bo przestaja sie juz na mnie gapic. pewnie dlatego, ze Obi-wan powiedzial kelnerowi, ze jestem znanym djem i zaraz bede gral i wszystkie bilety sa juz dawno wyprzedane. no ma gnoj poczucie humoru. wjezdzaja karty. ceny wyrywaja mnie z kamaszy, ale to Obi-wan zapraszal. na wszelki przypominam mu, ze to on placi, on oponuje, zgodnie z przewidywaniami. mam jednak na takie okazje taka szpile, ze zawsze mieknie. „to nie ja zarabiam miliony funtow w Londynie”, z sarkazmem cedze slowa. probuje ripostowac “powiedzial ten, co zarabia miliony zlotych”, ale ogolnie Obi-wan lezy i sie nie wymiga. wciagamy na przystawke krewetki grilowane na lisciach szpinaku w musie z dyni. o moj Bosz, zaraz oczadzieje, jakie to dobre. Obi na drugie zamawia tunczyka jakiegos tam, ja wybieram wino. nie zastanwiam sie i zerkam od razu na koniec listy i wybieram najdrozsze Chardonnay. Obi-wan przelyka sline albo kawalek krewetki. powoli glukoza uderza do krwi, robimy sie senni i zmeczeni. bierzemy po szklance jakiegos lokalnego bimbru i przechylamy po calaku. sennosc mija.

tunczyk obledny, wino doskonale, jestemy znowu pijani. gapie sie w to morze, Obi tez. no jest pieknie. pelnia, widnokreg rozswietlony kursujacymi lodziami, kilka jachtow po kilkadziesiat milionow dolcow zacumowanych na dole, obok duza grupa Francuzow, z czego Francuzki naprawde piekne i ten ich jezyk lepiej dziala, niz wino musujace i kino dla doroslych na raz. czuje sie przez chwile szczesliwy, zatem zamawiamy jeszcze jedna butelke i znowu gadamy o cielskach, zeby sie nie rozkleic i zeby nas te Francuzki za pedryli nie wziely. idziemy na gore do drink baru. bierzemy Campari z sokiem. barmanka jest ladna, jest Hiszpanka i jest zlosliwa. takie sa najfajniejsze.

koniec tego romantyzmu, zreszta on sie skonczyl wraz z era antykoncepcji. wsiadamy w taryfe i jazda do Amnesii. BBC Radio 1 Essential Mix live @ Amnesia, kilkadziesiat milionow ludzi bedzie nas sluchac na zywo. wchodzimy bocznym wejsciem, bo Obi kupil przez net VIPowskie wejsciowki, a ja mam koszulke z Digweedem i jestem znanym djem. Managerce klubu na tyle sie spodobala moja koszulka, ze daje nam talony na wodke. szkoda, ze tak malo.
pytamy o ktorej Digweed wchodzi za decki. o 0200. mamy dwie godziny na upicie sie. barmanka pochodzi z Brazylii i ma smutne oczy. bierzemy po wodce z Red Bullem. drogo jak cholera, ale wodki do szklanki 0,4l leje do oporu. przy drugiej kolejce wodka przelala sie ze szklanki, bo czekala na moj sygnal, a ja sie zagadalem. od tej chwili juz nigdy nie zamowie wodki w Warszawie, bo ciezki szlag mnie trafi, gdy po aptekarsku odmierza mi te 40ml.

pod barem poznajemy sie z jakims wloskim gejem, dwiema angielskimi parami, dwiemia angielskimi lesbijkami, gosciem, ktory wlasnie wyszedl z wiezenia, ladna mulatka i jakas Chinka. wszyscy sa tak pijani, ze nawet nie zauwazaja, ze nie jestesmy Angolami. ide pierwszy raz do lazienki, o dziwo nie ma kolejki. wychodzac slysze, ze Tong miksuje wlasnie nowy remix klasyki house, to byl ten moment, The Man with Red Face. wracam do Obiego i drzemy sie razem.

w koncu zbliza sie 0200. katem oka zerkam nerwowo to raz na fajna Angielke, dwa za konsolete. w koncu. Digweed pojawia sie za plecami Tonga. myslalem, ze sie rozplacze. wodka robi swoje, drzemy sie „Digweed, Digweed!”. pijani Angole podchwytuja i dra sie z nami. po chwili caly bar sie drze z nami. pozniej schody ponizej i w sumie cala sala juz skanduje. myslalem, ze sie poplacze. zartowalem.

Digweed zaczyna mocno, szkoda czasu na pieszczoty. zahaczam o szatnie, z ktorej wyciagam moja magiczna tablice. lecimy na podest. Angole, widzac przebojowa tablice, jeszcze mnie sami tam wciagaja. jest coraz glosniej, pojawia sie para, pierwsze stroboskopy przecinaja ludzkie sylwetki, wodka poteguje efekt. w koncu lapie rownowage i zaczynamy sie kolysac, bo pol kroku nie w te strone i dwa metry w dol, a ja chce zyc, a po pijaku jeszcze bardziej drzemy sie, tanczymy, pijemy. pijemy, drzemy sie i tanczymy. tanczymy z dziewczetami, z facetami, krecimy filmy, robimy zdjecia i pijemy. ja juz nie ogarniam, ale nie daje po sobie tego poznac.
idziemy do drugiego baru, bo Portugalka za barem ma wszystko na wierzchu. bierzemy Gin z tonikiem, obok dwie blondyny. sa ladne, sa zdrowe, sa usmiechniete, na pewno szukaja dobrych genow. umawiamy sie z nimi po secie Digweeda na drinka. swoja droga Angielki sa naprawde fajne. pija wiecej, niz Polki, sa bardziej otwarte, bezposrednie, bawia sie na calego i nie maja wstydu. zamiast niego maja dlugie nogi.
zaczyna sie peak time setu. gasna powoli kolorowe swiatla, a stroboskop wrecz przeciwnie. jest coraz glosniej, jest coraz parniej. powietrze mozna ciac w cieniutkie plasterki. tlok jak w w puszce szprotek. szprotek tez tu nie brakuje. Digweed niszczy ludzi, jest masakra, miksuje po trzy traki jednoczesnie, wraca do poprzednich trakow, sampluje dziwne odglosy, nacpani ludzie sa w transie, pijani ludzie dalej pija. wygladalo to tak, ja z Obim na dole. 12 minut Timo Maasa pan Digweed miksowal. tysiac ludzi zegna Digweeda na stojaco, Digweed na stojaca zegna publicznosc. najlepsza impreza w zyciu. muzyka zabrala mnie w podroz.

pozniej Halliwell i Judge Jules graja hard house i prymitywne transy. trzeba przyznac, ze Halliwell to techniczny monster, zmienia plyty co 15sek. i nie myli sie. ale to glupia, ograniczona muzyka dla glupich, ograniczonych ludzi i bez sluchu. wracamy do naszych Angielek. pytaja, gdzie sie zatrzymalismy, a wlasnie czeka na nie taryfa. Obi patrzy na mnie z ukosa i oblizuje mimowolnie usta, chyba je przegryza. ja pociagam nosem i mruze oczy

ibiza


Stirlitz

19 Luty 2009

to bylo podczas pieknej, bezksiezycowej nocy. foreks szedl tej nocy przez ciemny i straszny las. byl sam. nagle zobaczyl na drzewie pare swiecacych oczu.

- Sowa. pomyślał foreks.
- Sam kurwa jestes sowa. Pomyslal Czeslaw.

:-P

przemeq


archiwum 008 aka pasztet szanta

19 Luty 2009

zatem jedziemy. jest piekny dzien, chociaz mogloby byc cieplej. jest chyba juz po poludniu, bo sie sciemnia. nie mam od 4 dni nic do jedzenia i od wczoraj co pic. jade na zakupy.
w windzie niespodzianka. dwie kobiety z gory zjezdzaja. jedna blondyna kolo trzydziestki, druga nie pamietam kolo czterdziestki. rozmawiaja, ze mieszkaja juz tu od tygodnia, a dopiero dzis rano zauwazyly drugie wejscie do budynku. wejscia sa oddalone od siebie 10m. ja tego nie slucham, bo blondyna przegiela. elegancka kiecka, z przodu wszystko na wierzchu, zakiet tylko na ramionach, a z tego przodu Pamela z najlepszych czasow. niewysoka ta blondyna, lecz na obcasie byla trzy glowy ode mnie wyzsza. w sam raz. nos mam na wysokosci najlepszych czasow. nie mam wyjscia, musze sie gapic. gentleman ze mnie i pytam, czy moge. blondyna rozbawiona odpowiada, ze jasne, w koncu po to sa. pytam powaznie, czy moge dotknac. ta przestaje sie usmiechac.

olej znowu zimny. nigdy nie moge trafic, by byl rozgrzany. ruszam powoli. zauwazylem, ze jak wrzucam dwojke bardziej w prawo, to nic nie zgrzyta i jest tak fajnie i ciesze sie wtedy jak dziecko. nie wiem tylko, po co sie tak staram. skrzynia w STi jest przeciez pancerna. krece sie wokol bloku dobre 10 minut, olej kipi i wyjezdzam.

i nic sie nie dzieje. same niedozywione plotki i karlowate okonki, nawet jednego hardego Mondziaka albo butnej Skodziny. zapomnialem wlaczyc muzyke. wlaczam ja teraz. dzis dla odmiany konkret tluste beaty i zero melodii, sufboofer na maksa. przy tlustym beacie lepiej mi sie dokonuje rozpierdzielajacej analizy kobiecej mentalnosci. niech sie wstydzi, kto sie brzydzi. ja sie niczego nie brzydze.

jest dluga prosta, szafa prawie zamknieta, ale malo mi. zmieniam na wyzszy bieg na trojke. zwalniam, bo wjezdzam na Trase Siekierkowska i docieram lewa stopa nowe klocki. od tylu zbliza sie cos i cos sie zrownuje. trabi. to czarna Alfa Romeo Coupe JTD. dwoch typkow spod ciemnej gwiazdy w srodku. czarne kurtki, czarne i krotko przystrzyzone wlosy, kierowca prowadzi w czarnych rekawiczkach. ale nie patrze na nich. oni szczerza zeby i trabia znowu i wrzeszcza przez szybe, czy wiem, do czego mam te zegary na tunelu srodkowym? odpowiadam, ze kurwa wiem. wrzeszcza w odpowiedzi, zebym zrobil z nich uzytek i cisnal. odpowiadam, zeby kurwa czym predzej spierdalali, yo!

klocki juz hamuja. piszcza, jak po kastracji chemicznej u Donalda. wracam z Reduty. jak zwykle staje na swoim ulubionym, konczacym sie pasie. osmiela to BMW szescset cos tam i bez dachu. BMW osmielone kolejke opuszcza i wjezdza za mnie. kilka dni temu jakies 645i przysiadlo, zatem nie ma co sie bac, zamyslilem sie. spodobalo mi sie to zamyslenie i zamyslilem sie jeszcze raz.

ruszam normalnie. BMW szybko. pierwsze to to cos za mna zmienia pas. jedzie rownolegle do mnie. iskrzy mi, ze moze on chce mnie zblokowac na konczacym sie za 200m pasie? przyspieszam i rzeczywiscie, raar. co za sieczkobrzek od BMW. glupio mi tak zwolnic, ludzie z tylu patrza. chromole i jade. dwa bary zaladowane i juz Beciuni z tylu macham, tak jak kaczuszki potrafia najladniej.

na swiatlach Niemcewicza/Grojecka zamieniam z prawdziwkiem slowo. mowi, ze nie spodziewal sie i ze sie zagapil. ja odpowiadam, ze Czarek Pazura w Prosiaku Cayman tez sie kiedys zagapil i pozniej tlumaczyl, ze nie spodziewal sie. Czarus dostal wiec jeszcze z 5 lekcji po kolei i on wciaz sie tego nie spodziewal. no ale  BMW odpowiada, ze za Dekada sa swiatla, ktore od razu zapalaja sie na czerwono i nie ma sensu marnowac paliwa, bo nie ma szansy tego przejechac na zielonym. nie wiedzial, ze moja wiesniacka gablota ma po Pt zrobione zawieszenie u Sylwka mistrza swiata warszawskich zawieszen i ze mi paliwa nie szkoda. Batmobil przeskakuje na zoltym, a w kapowniku pod liteka „B” zakreslam jedna z ostatnich krateczek i wcale mi go nie zal. pod Sobieskim pocieszam go, ze powyzej 300km/h nie mam szans, bo mam w Subaru straszne straty na napedzie.

jest dobrze. jade na Kubusia Puchatka po kumpla, zeby odtworzyc wczorajsza noc i dlaczego one mowily, ze jestesmy pijani. jedziemy za autobusem. z tylu w autobusie ladna dzierlatka gapi sie znudzona przed siebie. robimy wioche, mowie na glos. kumpel caly dzien liczyl na to. ja przygazowuje. ta zwraca na nas uwage. gapi sie w kurnik z zaciekawieniem, pozniej na chlapacze, znowu w kurnik, w koncu na nas. szkoda, ze parapetu nie zauwazyle, moze taka chytra. usmiecham sie pierwszy, jest zdziwiona. usmiecham sie znowu, chociaz teraz juz mi troche glupio, bo moze ona nie z tych. ona odwraca sie w bok, ewidentnie tlumi usmiech. jest dobrze, jest z tych. autobus sie zatrzymuje na przystanku, Wojtek wyskakuje i juz jest w autobusie. jade za nimi. szpan na maks, dzierlatka w szoku, bo Wojtek juz ja obraca. chwila moment i ten wyjmuje telefon i cos na nim klepie. zawsze uwazalem, ze na kacu zycie jest latwiejsze.

no ale zaczyna sie akcyjka. napadaja mnie dwie wsciekle Hondy Civic. na oko pelnoletnie. jedna biala, druga czarna. jedna czarne felgi, druga biale felgi. normalnie czarny kot, bialy kot i wydechy po 7 cali zadarte. maski, progi, wszystko w Sparco, Teinie, VTEC, Motulu, bialo-czerwone szachownice, jezory ognia, name’y kierowcow, szpan na maks. jeszcze tylko golej baby mi tam kurwa brakowalo. zagladam przez szybe. oni sie juz na mnie gapia. dwa male ortaliony w czapeczkach z daszkiem na bok. jedno i drugie truchlo i jesli jeszcze nie wiecie, krotko z przodu, dlugo z tylu, brak wasow na przedzie. Truskawa, Wy hondziarze wszyscy tak samo wygladacie, czy ja tylko takie szczescie mam? czuje sie wtedy jakbym byl specjalnym gosciem na piatkowej imprezie w Krakowie, gdzie gwiazda wieczoru jest DJ Fynfcys Drajcys, znany jako Zokzokzok Kozaczok. a to tylko pierwsza polowa skladu Techno Monster Trancedisaster Zombie Nation Locomotion z polnocnego Amsterdamu. pozwole sobie teraz na dygresje, skoro juz jestem przy temacie. bowiem sam Zokzokzok rozpoczal kariere za krola Kraka, a jego wystepy odbily sie echem szerokim po nowohuckich squatach i mialy odzwierciedlenie w nowoczesnym brzmieniu techno. wspolpracowal on z fomacja Egzemplarza Braki na free parties z cyklu Come to Cracow Dewizowcu, czy  Tnacz Dziwko Tomorrow Never Dies, ale zaraz potem zaczal grywac niezle beaty. samodzielnie bedac przy tym niezaleznym, tworzyl krakowski underground, jakiego Malopolska nie widziala od pierwszego cieku Wisly . a zaraz potem dopiero zaczal grac na festiwalach, tak ze stal sie jeszcze bardziej samodzielny, a po festiwalach byl juz taki samodzielny, ze przedostal sie do popularnego klubu w Niemczech Obersturmbannfuhrer. jego styl muzyczny ewoluowal od mocnego bitu detroit megaszok, przechodzac przez omaha dirty flow, a obecnie pokrywa sie kentucky burbon. jego obecny styl to polaczenie szeroko pojetego tech-housu z dirty beatem i niepojetym technem z kosmosu. dzis Zokzokzok Kozaczok wytycza trendy i mowi isc ktoredy. a w Anglii, a w szczegolnosci na Islandii, doceniany jest za produkcje w stylu max dla labelu Shoot da Bomb Passive Emotion oraz za inne rzeczy, ktorych nie wymienie, bo jest ich duzo i szkoda czasu. jako didzej uznany jest najbardziej za precyzje swego beatu i ze umie chytrze przymiskowac, a jako jeden z najbardziej precyzyjnych umie ustawic igle na gramofonie tak, ze igla spiewa szante.

ale wracajac do tematu. wyprzedzaja mnie, ale na torach tramwajowych i koleinach przy Krolewskiej hamuja, bo skacza na tych swoich Teinach, Sparco, VTECach, Motulach jak pijane ping-pongi w Chinatown Za Zelazna Brama. wpindrzylem sie w ten zakret prawym pasem, przypadkowo mi tylem poszedl i tyle wsciekle Hondy widzialem. drugi raz mi w ten weekend udalo sie przypadkowo pojechac bokiem, ale jeszcze sie troche boje.

na koniec chcialbym pozegnac sie sonetem lirycznym, ktory pisze umyslnie i z premedytacja, bo racje jest zawsze po mojej stronie.

udreka malzenska, niedostatek wolnosci, nie bede dzis politykowal, pelen jestem zlosci,
Edgar Gosiewski przyslal mi telegrama, ze Bank spoldzielczy we Wloszczowej przejmuje Lehmana,
teraz Drodzy Rodacy Peron Gosiewski nas wyposci, konto w Edgar Borthers i czekajcie starosci.

niefikajcie


John Wayne

19 Luty 2009

John Wayne byl skromnym czlowiekiem, zyl w zgodzie z biblijnymi nakazami i nie pozwole go obrazac, bo holduje jego ascezie. powienienes sie wstydzic i zalozyc koszule w krate i rzuc rakotworczy tyton za kare tygodniami bez przerwy. ta wypowiedz byla bez sensu. nie wiem, co Cie podkusilo, co sklonilo Cie do tego. to bylo naprawde zenujace i emotywne. zachowales sie jak jak maly klaps, jak maly czesio. to nie powinno sie wiecej powtorzyc. tego typu rzeczy robia ludzie niedojrzali, niepowazni oraz tacy, ktorzy na tym forum nie powinni sie nigdy znalezc. to, do ktorej grupy nalezysz, wiesz tylko Ty i od teraz nic mnie to nie interesuje. Twoje zachowanie wobec ikony i kanonu filmu wszyscy powinni zostawic bez komentarza. nie wydaje mi sie, aby ktokolwiek chcial poswiecic na pisanie swojej opinii jakikolwiek czas, nie mowiac o pouczaniu Cie. to, co zrobiles zasluguje na pogarde i nie wzbudza w nikim checi do dalszej dyskusji. ten odrazajacy wybryk doprowadzil do sytuacji, gdzie niechec do rozmowy utrzymuje sie dlugo, a pamiec o tym glupstwie na zawsze w nas pozostanie. sam sobie teraz wyznaczysz pokute, bedziesz ja klepal i poranne jutrznie i wieczorne nieszpory i inne modly wznosil i bedziesz mnie bronil przed Dzihadem i jego sluzba i zeby to sie wiecej nie powtorzylo tu, tam i obok. za kare musisz napisac soneta lirycznego odwolujacego sie do swojej bezecnej hucpy. ja napisze poczatek i tytul „Dlaczego warto rezygnowac z wakacyjnego urlopu”:

Na plazy slonce wiele razy bolesnie prazy,
Prazy i poza nudystkami niewiele sie zdarzy,
A kiedy sie juz zdarzy, dostajesz po twarzy,
Bo ona nic nie jarzy, bo o kim innym marzy.

nic nie widze dalej, jestem zaslepiony. tak jak Ty Czytelniku teraz, kiedy Twoja stygnaca milosc zaplonela na nowo obrazona miloscia wlasna. nie rozumiem Twojego oburzenia. sam sobie zasluzyles na swoj los. nie wiem do kogo kierowales swoje nikczemne slowa, ale to ja jak zawsze zreszta poczulem sie dotkniety do zywego. wiesz dobrze, ze jestem wrazliwy i ze nie moge sie pogodzic i ze wszystko biore do siebie. zawsze Twoje slowa biore bardzo powaznie i do serca, sam nie wiem dlaczego, bo czasami mnie to zastanawia i frapuje. nigdy nie zastanawiasz sie, ze Twoje slowa rania jak kolce jadowitej rozy i zeby zlosliwej zmiji. bedziesz przeklety i Twoje dzieci tez beda, a ja postaram sie, zeby bicz bozy nie dal Ci nigdy spokoju i zebys nigdy juz nie uslyszal dobrego beatu z mojej wytworni tlustych beatow. nie bede Ci tlumaczyl, kiedy tych beatow Ci zabraknie, ale na pewno poczujesz tlusta pustke. w Sb nie bede Cie poznawal, bede odwrocony tylem. nie boje sie Ciebie, bo wiem, ze nie odwazysz sie mi zrobic krzywdy. straszliwa przepasc dzieli Twoje zamiary od ich spelnienia. a ja jestem po srodku tej przepasci i ani kuzwa drgne. wiesz dobrze, ze jestem szybki jak impuls i sprawny jak kadet ninja. poza tym mam oczy z tylu i jestem czujny jak narwana lasiczka i rece mam lepkie. jestes bez szans, poddaj sie od razu, dokonczcie sonet, bo jest mu lyso.
dgkw75


tato

19 Luty 2009

wywolaliscie mnie z zaswiatow i elektronicznego podziemia. to ja jestem prawdziwym kolektywem szumnie znanym po kolektorach jako dj Fynfcys Drajcys, a foreks czesto wykorzystywal moja tworczosc, a ja sie na to godzilem, bo kocham go sercem calym i to moje ulubione dziecko zrodzone z sodomy Zeusa i redaktora Pilcha. akuszerka byl pulkownik Stirlitz i azerski adiutant Kocia Morda Dzika Horda. Stirlitz bylw krotkiej spodnicy. wygladal wowczas bosko i zabojczo, ale nie czas na dygresje, nie czas na zachwyty, bo foreks jest rozgoryczony i poszedl hulac i pic, chociaz nie ma nic, bo mialki to czlowiek, ktory ugryziony gryzie.

zagladam tutaj rzadko, bo dno jest dnem, nawet kiedy jest do gory nogami i jest taksowkarzem. zagladam tutaj rzadko, bo slowa waze, mnoze, ale dalej sie ich wstydze. mam bogata przeszlosc, bogata przyszlosc i bogata dziewczyne. wnetrza nie mam, ale lubie je zapelniac. postanowilem, ze sie kiedys ujawnie, bo to wiele zmieni, ale nie zmieni za duzo, zatem sie ujawniam. widze tutaj wiele wycieczek osobistych, wiele aluzji, wiele zla i bankructw. nie bede Was umoralnial, bo tylko sami jestescie w stanie sie umoralnic, ale strzele do Was z millenijnego lasera, bo liczy sie efekt. jak nie bedzie efektu, to wezme wiekszy mlotek.

nie chce mi sie wiecej pisac, bo racja i łaska panska jest zawsze po mojej stronie, ale sukces zawsze smakuje lepiej kiedy jest doprawiony cudza porazka, dlatego jezeli chcecie cos o mnie wiedziec, to pytajcie szczerze, a nie wertujecie internetowe katalogi, zeby mnie poznac lepiej. chcialbym rowniez podkreslic, ze to niedoscigle internetowe medium powinno kwitnac przyjazniami, zwiazkami, miloscia i wyrozumialoscia rodem z domu Pana, bo wszyscy jestesmy tacy sami, a ludzkie oburzenie to szczypta moralnosci, a reszta to po polowie oburzenie i zazdrosc.

i to na tyle ode mnie, bo zmeczylem sie i mam dzis wizyte u lekarza, moje zwinne palce chca szybciej plyty miksowac, ale brakuje mi recepty. koniec zwiencze mysla mojego guru, dja Achcys Nojncys, ze tylko pierwsza butelka wydaje sie droga i nie bedzie kryzysu.

najprawdziwszy Dj Fynfcys Drajcys.

25sbyis


sonet o chylacym sie forum, sprzed pol roku

19 Luty 2009

dzis everybody kumata?

oraz nie zmuszajcie mnie wiecej do takich inicjatyw, bo ja jestem jak jadro ciemnosci i piaty element, jak pasja, golgota i nieznosne utrapienie i ciagle sie myle kim jestem, a wiecej nie chcemy tu nieprzyjemnych sytuacji, bo to jest w koncu forum motoryzacyjne. i niech mi ktos tylko jeszcze raz uzyje slowa “Czeslaw”, to wyrosnie mi gadzi ogon albo zamienie sie w aniola smierci Mscislawa.

zeby podkreslic swoje dobre checi, dedykuje Wam ten oto sonet liryczny:

Coraz wiecej samochodow, coraz mniej ludzi,
Patrze w monitor i widze potworne zlo jak zza krat,
Cokolwiek robisz, zawsze mozesz zaliczyc kulke,
Rap to moje zycie, slysze swoj glos sprzed wielu lat.

9tjskp



majowka

19 Luty 2009

to bylo piekne, no, czerwcowe popoludnie. postanowilismy wybrac sie duza elita nad podsiedleckie dukty, szutry oraz krotkie odcinki ubitej ziemi do gry w pikuta. zmienilem geometrie na lewoskretna, bo oczekiwalismy wietrznej pogody i ponaglajacych blyskawic. moc tym razem odmiennie sie rozkladala. w jednostce centralnej sterujacej wlaczylem opcje „obroc” i obrocilem zle moce w lewo albo prawo i przeciwko sobie. tak tez mialem 300KM z lewej i 500KM po prawej burcie. Rulski zrobil odwrotnie, bo buce w Evo zawsze musza inaczej. z poludnia kraju salut na miejsce przybycia Zulu Delta Czacha Dymi salut zdazal brat carfit, salut. mial nawigacje i znalazl po drodze dwa razy Elvisa. walneli po musztardowie. po drodze zmienil dwa razy opony i raz prostowal felge. druga sama sie wyprostowala. z peryferii Warszawy nadciagal brat Jabar the Horrorist, z drugiej peryferii wieloletni mieszkaniec tej peryferii i byly student brat Czeslaw i jego nowa dziewczyna dymiaca turbina. z niewiadomo skad zblizal sie ten, o ktorym mowic nie wolno. cale szczescie utknal na Paradzie Rownosci. na grilla i pikuta nie zaprosilismy brata Simona1, bo brat Simon ostatnio wydaje sie nam wstretnie podejrzany i zobaczymy, czy on rzeczywiscie nie lubi tych dzieci, czy wrecz przeciwnie. Chuck Norris czekal na nas na CPNie i czekal cierpliwie z kanapkami, pomidorem i jajkiem na twardo. brat Mikki wlasnie dogorywal na podlodze w kuchni ze zlamana noga, reka, zebrem i sercem. w dloni trzymal jeszcze termos z herbata, ale tego Chuck juz nie zauwazyl.
Rulski pokazal, jak sie jezdzi kartem po wodzie i rozpalil grilla, the Horrorist polal kolejke, foreks wyjal gitare. wygladal niezle. poprzedniego dnia specjalnie zapuscil na ten dzien wlosy. byl tez jakos podejrzanie wyzszy, ale to tylko podejrzenia. brat carfit salut nazbieral salut chrustu. pozniej nucil caly wieczor chrusta chrusta glowa pusta moglem wegiel wziac. tylko brat Czeslaw rozbil swoj namiot, rozlozyl w nim futro z bialego niedzwiedzia, zapalil swiece i kadzidelko. zeby odpedzic zle moce, po katach rozstawil sloiczki z kawiorem. liczyl na grupowy remap.
nastepnego dnia postanowili nakrecic klip. Jabar od dziecinstwa mial zawsze parcie na szklo. chcieli zapomniec o wszystkim, o bogactwie formy, o trubadurach, dyletantach i Regulaminie forum. Czeslaw caly czas kopal dolki. w jeden z nich wpadl detektyw Crockett. film zdobyl trzy nagrody na festiwalu filmow amatorskich Romantiko 2011 i rozpierdzielil publicznosc w San Remo. byly bisy. zycie uczestnikow nigdy juz nie bylo takie same. Jabar wstapil do Chippendales, Carfit nie wstapil do Chippendales, Rulski nie wiedziec czemu polubil kawior, Czeslaw zerknal na swoja date urodzin i uznal, ze to niezle, jak na faceta w jego wieku. foreks nie zmienil sie.

vwpiqa


archiwum 006

19 Luty 2009

zatem jade. bez sensu.

jest Sb, jest wieczor i jest sucho. wiatr umiarkowany, temperatura w normie. mozna szyby opuscic. na wzmacniaczu dowazam subwoofer. jest Sb, liczy sie tylko pieronski beat, srodmiejskie echo i niezrownany efekt. na Marszalkowskiej jakies garbate Toledo TDI. brzydkie to Toledo jak noc listopadowa i marznacy deszcz. w srodku murzynska ekipa imprezowa. troche za trzezwa. lepsze cos, niz nic. gapia sie, jakby wywiad lekarski mnie czekal. jeszcze patrza sie z taka manifestacyjna pogarda, ktorej nie lubie. ja te Siedlce mam na czole wypisane, czy to te tablice mnie zdradzaja? pasy zmieniaja, droge ludziom zajezdzaja, kierunkow nie uzywaja. tez mi sie zdarza, ale to jest moj kwadrat i moge tu robic, co mi sie zywnie podoba ich diesel wciaz ryczy, ich diesel wciaz krzyczy, ich diesel wciaz piszczy, pan foreks ich niszczy. na swiatlach pytam, czy bedzie juz kuzwa spokoj. patrza sie na siebie, milcza jak grob, jakby to nie oni. moze sie pomylilem. zartowalem, nigdy sie nie myle.
pod Novotelem spotykam 911 Turbo. udaje, ze nie dostrzegam, trzeba dbac o klase Subaru. Porsche z sympatia kiwa glowa, kiedy mnie slyszy. ja z troche mniejsza sympatia mruze z aprobata powieki. Porsche startuje jak szalone, ja wole popatrzec. faktow sie nie sprawdza.
jade po oberklapsa Mikkiego. bujamy sie po miescie, nie czas jeszcze do baru. on jest zmeczony zyciem, ja jestem zmeczony po wczorajszej nocy. prowokujemy perfidnie, kopiemy bezwstydnie, naiwnych podpuszczamy, litosci nie mamy. i tak w kolko, bo nuda i nic sie nie dzieje. pod Metropolitan mijamy biale limo z wieczorem panienskim w srodku. patrzymy sie na siebie, zawracamy. nie mozemy juz ich jednak znalezc. pierwsza porazka. odbijamy to sobie na Mazowieckiej, gdzie wydech poraza pelne panienek pobliskie chodniki. dalej nuda.
jedziemy zatankowac. za kasa mloda dziewczyna, lat moze 18, ladna twarz, ladne oczy, szczupla, zgrabna, pewny siebie wyraz twarzy. swobodna tkanina nie ukryje jednak tego, co ewidentnie jest jej najwiekszym walorem. szeptem mowie „ladna bluzka”. nie reaguje, nawet wzroku nie podnosi. druga porazka, dalej nic sie nie dzieje. do czasu.

na Warynskiego zostajemy zaatakowani. tak z impetem. Audi S4 kabriolet. widze wsciekle ksenony na zderzaku. dalem sie sprowokowac, ostatni raz. jest zolte na Batorego, hamuje. OMP piszcza pieknie, zagluszaja sufboofer, co akurat mniej cieszy. Audi nie wyhamowuje i zatrzymuje sie na srodku skrzyzowania. kladziemy sie ze smiechu, a Audi nie daje za wygrana. wsteczny i do nas. zlote korbki w ruch, opuszczamy jeszcze nizej szyby. jakby sie dalo nizej. z przodu dwa ozarowskie typy, z tylu dwie ozarowskie typiary. kierowca zdaje sie trzezwy, pasazer normalnie stanu zazdroszcze.

- yle to hrrrr kufa hrrrr mhmmm kuni hrrr aaaarghhh ma kuni.

Mikki pada, ja placze. jakby co, placze ze szczescia, ze takie herbatniki sie znalazly. melduje poslusznie 265KM, sesese i przygryzam dolna warge.

- nooooo, tooo kufa pelna kufa pinda, ghrrrr yyyyy aaaarrrggghhh.

Audi rusza jak rakieta, Subaru jak latajacy spodek. drugie swiatla i znowu:

- aaaaaarrrrrgggghhh, ale kufa szyyyybkie, yyyyy, chromole, aaaarrrggghhh, i jeeeszcze rrraz.

teraz Subaru startuje jak dwa latajace spodki. udalo sie, jest mega marchewa z tylu, w lusterkach blysnelo. Audi podjezdza, szczerzy zeby i luzuje dzide. dawno nie widzialem ludzi w takim szoku. zartowalem. jak sie napije, to widuje co weekend.

to nie koniec. po prawej – uwaga, uwaga – staje nowa Benia trojeczka, diesel z chipem. na pewno slyszala o moim kajeciku. bedzie jakies 200 kilka koni, moze wiecej. moj szef mial taka w poprzedniej firmie i zawsze baty dostawal i zawsze sie wnerwial. ktos sie dzis wnerwi jeszcze raz. chyba slyszal, ze u nas tylko 265 i przypomnial sobie te okrutne straty Subaru na napedzie. na wszelki zatem wybatozony zostal do krotkich majtek. tylko moja wrodzona humanitarnosc tych majtek mu oszczedzila. Audi z tylu tez sie usmialo. ale tak do konca do smiechu im nie bylo, bo nagle zjechali na bok, bo im sie skrzynia wyraznie wykrzaczyla w miedzyczasie. dzwiek to sugerowal. wiadomo, to nie pancerna skrzynia z STi. w razie pytan nie zal mi ich. widzac to wszystko, na Pulawskiej napadlo nas jeszcze jakies V70. piszczymy z rozkoszy. ewidentnie chcialo cos udowodnic. na luku pod estakada odechcialo sie mu juz czegokolwiek udowadniac.

zawracamy, bo nas suszy. zjezdzamy na prawy pas, moze cos sie jeszcze wydarzy. sprawdza nas kolejna trojka spod znaku szachownicy, my tez ja sprawdzamy. przez najblizsze kilka kilometrow nic nas juz nie odwazylo sie wyprzedzic. potwory.

sa Aleje Niepodlegosci. katem oka dostrzegam, ze do ruchu wlacza sie SL350 R230. patrzymy sie z Mikkim na siebie porozumiewawczo. on ma jeszcze watpliwosci, ja cisnienie w prawdziwku wyczuwam na kilometr. MB goni, ale nie moze dogonic. moze wcale nie goni, zastanawiam sie, wiec dajemy sie dogonic. ale znudzilo mi sie po chwili i znowu nas nie moglo dogonic. kierownik pokazuje, ze chce. ja pokazuje, ze tez chce. zeby tak kiedys z kobietami bylo. to tyle MB widzielismy. w koncu nas zdyszane lapie na swiatlach. pan w srednim wieku na prawym pyta, a ile to ustrojstwo ma. odpwiadam zgodnie z prawda, ze 265KM, nawet w gazecie.pl o tym czytalem. na chwile oslupieli, ale szybko sie reflektuja. kierownik ratuje sytuacje „no ale to ma naped na cztery”.

fuck_you_im_an_anteater


archiwum 005

19 Luty 2009

zatem jade. bez sensu.

schodze tym razem po schodach. dla odmiany. Pani Basia jakos przed czterdziestka w kiosku pyta, czy potrzebuje Powerade’a, bo znowu slabo wygladam. Powerade jest dla mieczakow.
zartuje. ma przeciez przystojna i symetryczna twarz, ale to mnie tym razem nie przekonuje. zakreslam w kajeciku literke “n“, jak “nie jestem potworem”.

odpalam na dole motor i odpalam peta. zeby nie bylo jak zawsze, odpalam tez drugiego. zastanawiam sie nad trzecim, ale rezygnuje, bo brakuje mi jeszcze alkoholu. jade. to wszystko bez sensu.

ukochany zakret w Grzybowska i prosta w Krolewska. troche sie slizgam, przodem albo tylem. opanowuje. pod kebabem kilka fladruni czeka na swoja kolej. potem sie dziwia, ze po dyskotekach szczescie w milosci je omija.

jest pierwszy perspektywny zawodnik. to tylko jakis Transporter, ale chcial zmienic pas przede mna, chociaz wlaczalem sie troche wczesniej. robie mine “ten niebieski parapet na grzbiecie to nie jest jakis Krzyz Panski”.

na Mazowieckiej jakies terenowe ze startu, zamiast swoim pasem, chcialo wcisnac sie na moj pas. bo za 100m skrecalo. oni naprawde mysla, ze ten parapet na kufrze to jakis Krzyz Panski. na Kruczej czerwone. tu zawsze lubie postac. wieczorami tyle fajnych cielsk bez opieki taty wychodzi na obchod. i nigdy nie powraca.

ide na kawe do Szparki. ale wypijam bezalkoholowe. kumpel pyta, dlaczego tym razem nie zaparkowalem miedzy stolikami. w sumie sam nie wiem.

jedziemy dalej. krotkie zakupy na noc na CPNie i wracamy do domu. skrecam w Kasprzaka. sa swiatla, kochane swiatla. po lewej ustawia sie nowy Mustang GT, po prawej jakies A6 3,0TDI. obydwaj odkrywaja uroki i dzwieki swoich silnikow. Ford fajnie brzmi, Audi to chyba sie kuzwa nacpalo. w Fordzie po lewej dziennikarz motoryzacyjny, dluzsze wlosy Cie dziadzie zawsze zdradza. po prawej nie mam slow.

oczywiscie sie zagapiam, Ford 2m za mna, Audi 20m za mna. ale Ford cisnie. na nastepnych swiatlach krece zlota korbke i tako rzecze, ze na Rondzie Daszynskiego pojde szpaner bokiem, a on moze prosto i spotykamy sie na Rondzie ONZ.

macha kolo reka na pokoj i mowi, ze Japcow to nigdy nie zrozumie.

07_09_2003-hammertime1


pierwsza impreza u Michaela

19 Luty 2009

nie interesuja mnie Wasze szemrane zlosliwosci i nieskomplikowane zaczepki. jestescie jak obdarte pionki, jak dziady kalwaryjskie, kiedy w najlepsze trwa koncert i rozdanie kart. czujecie wspolnote poprzez swoje ulomnosci. nie ubolewam, kiedy probujecie sie przeginac jak male malpki na wiotkim drzewie i probowac byc zabawni, bo nie jestescie. brakuje Wam talentu i tego talentu nie mozna sie nauczyc, ani kupic, tylko trzeba sie z nim urodzic i miec go na wlasnosc i go pieczolowicie pielegnowac i kochac miloscia niczym nieuwarunkowana, jak milosc macierzynska. z nim jest tak, jak z diamentem wielkim jak Wasza zenujaca pustka, ktory bez obrobki wart jest tyle, co ta pustka. jestem jaki jestem i jak sie Wam nie podoba, to mi sie podoba. jezeli jeszcze macie jakies watpliwosci, to nie ludzcie sie, bo tak juz pozostanie. to jest realny dyktat. rodzimy sie rowni i rodzimy sie rozni. czas sie z tym pogodzic. to nie jest dyktat, to jest jednak krawawy terror. jak nie macie czulego ucha melomana i trzeciej pochodnej bystrosci, to kupcie sobie wiadro piwa pod golonke i idzcie na wiesniackie szanty. mozecie sie czuc teraz urazani, ale mam do gdzies, bo liczy sie tylko moje i moje jest zawsze na wierzchu. mozecie sie odgrazac, ale nie boje sie Was i jednym pociagnieciem mozecie wszyscy dostac po mordzie, bo jestem nieprzewidywalny i jestem krewki rebajlo na drugie. mozecie mi ublizac z zawisci i to bedzie Wasza tyrania codziennosci i Waszym paralizem. czujecie sie teraz zdezorientowani, a mi jest bosko, bo trzeba czesie umiec pokazac sile, zeby nie musiec jej uzywac. Wasze szczyty siegaja najdalej dna pornobiznesu, narkotykow i samogwaltu, a nie odrozniacie nawet onanii od wiernosci samemu sobie. tak, Wasze szare komorki sa trzy cwierci od smierci.
czesc z Was pojelo to jako smiertelna obelge i teraz czuje nienawisc i bedzie zadac satysfakcji. wali mnie to, bo tak czuja chudopacholki i ich nikczemne apiracje. inna czesc usmiecha sie teraz i z niedowierzaniem kiwa glowa, chociaz tam tez nie wszyscy grzesza polotem. jedni i drudzy jednak w swoich odczuciach maja pelna racje, bo obiektywnej prawdy nie ma i trzeba sie z tym przeprosic i to tyle na tyle, bo cholernie sie spiesze.

przypominam, ze dostrzegam nadlatujacego jastrzebia z 10 metrow.
821571sfy4evj6wh


archiwum 004

19 Luty 2009

jest dobrze, zatem jade. bez sensu.

jest pogodny wieczor, jest ciemno i jest mi dobrze. wyjezdzam z garazu podziemnego. brama sie podnosi i odslania kilka par kobiecych nog. nogi sa na papierosku przed brama. tu mamy palarnie. brama sie unosi, a ja patrze i mysle, ze jakby od tej w zakiecie wziac lewa i od tej w spodniach prawa, to wyszedlby zgrabny dol. u reszty zamienisz lewa z prawa i nie pomoze nie zaszkodzi. daje gazu na rozejsc sie. to chyba dziewczeta z HRu. sa ochy i achy, ale nie wierze fladrom. na imprezie firmowej wygadaly po pijaku koledze, ze mowia na mnie batman. od batmobila.

stoje w srodmiejskim korku. obok na pasie granatowy Focus z naklejka jednego banku. pani po trzydziestce gapi sie na kurnik. oglada tez kola, rozczytuje napis na drzwiach. jej zaciekawiony wzrok spoczywa w koncu na mnie. nie lubie tego frajerskiego banku, nie zastanawiam sie. gwaltowny gest glowa „whooo” i wyraz twarzy „co sie kuzwa gapisz”. ona przerazona, ze cofa ja w fotelu. rusza z piskiem. 1:0 dla mnie frajerzy.

jade dalej. skonczyl mi sie proszek do prania. moze w Tesco dostane. na Kasprzaka/Ordona zajmuje konczacy sie pas. no niespodzianka
ale obok Megane. Wyborcza namawia do zamka, to czuje sie bezpiecznie. Megane rusza fenomenalnie. ja bym na trojce tak nie potrafil. rozpedzam sie powoli. cale szczescie nie trace jej z oczu. jak Boga kocham Megane czyta Wyborcza, bo zwalnia i wpuszcza mnie nachalnie. laskawiec sie znalazl. prawie jak u Alfonsa i Gastona. zaraz bedzie na forum Renault, ze Subaru nie takie straszne. na forum Subaru zlosliwcy wiedza, ze tak nie do konca.

przed Wolska w tym dole sa straszne koleiny. tu zawsze jezdze dwoma pasami na raz. raz, ze tak mi wygodniej. dwa, ze strasznie sie irytuja. dzis nie inaczej. na swiatlach jakis otyly taksowkarz w Merolu nerwowo gestykuluje. swiatla mam wlaczone i nie sa to swiatla drogowe, wiec ze mna jest ok. ale na wszelki pokazuje mu uniwersalny i jednoznaczny gest. nie mam czasu na dyplomacje i jalowe dyskusje. taksiarz jakis estradowiec, bo probuje wysiadac i sie odgraza. na wszelki pokazuje mu gest jeszcze raz.

coraz blizej Tesco. za cholere nie pamietam, jaki to ma byc proszek. Grazyna by wiedziala. ale my tu gadu gadu o proszku, a Niemcy sie zbroja. cos mi obok brzeczy. „bźźźiii, bźźźźiii”. odwracam sie leniwie, a tam nic. jakies zielone Polo, mamuska po trzydziestce za kiera, z tylu fotelik i przeslodki bobas. taki w sam raz dla Simona. mamuska ciemny blond, to blond ladnie spiete. buzka taka Matka Polka zaopiekuj sie mna. gapie sie przed siebie. znowu to „bźźźiii”. tym razem patrze w lewo. ale tu Ikarus. nic nie rozumiem i dla odmiany gapie sie przed siebie. za trzecim „bźźźiii” szlag mnie trafia, wypada na prawo i tym razem mamuska kladzie sie ze smiechu, widzac moje roztargnienie. mamuski to jednak cos w sobie maja, a jak nie maja, to sa przynajmniej doswiadczone. a jak nie sa doswiadczone, to na pewno chca byc. wyraz twarzy miala „no dawaj, dwa razy nie bede prosila”. znam az za dobrze ten wyraz. nie bede kopal kobiety z dzieckiem na pokladzie, bo to zle jest widziane w naszej kulturze.

no ale wracam z Tesco. jakis cymbal w Golfie IV TDI zrownuje sie ze mna. jak zwykle czapeczka z daszeczkiem, jak zwykle blondyneczka w pelnym makijazyku ze slim pecikiem w wydetych wylgarnie ustach. patrza na mnie z obojetnoscia, moze lekka poblazliwoscia. i za to was czesie kocham. przyciska i probuje odjechac. ale chyba przyczepe-niewidke wegla ciagnie. klekot jest nie do wytrzymania, dymu jak w nowelce u Konopnickiej. a ja caly czas obok. a jeszcze gazu nie tknalem. a mogl zabic. sie zastanawiam, czy to dobrze na moja higiene psychiczna wplywa, ze ja tak kazdemu musze pokazac. wplywa dobrze, zatem musze. nie ma co sie rozpisywac. to nie bylo kpanie lezacego, to bylo dobijanie rannych i profanowanie nadpalonych kadlubkow.
teraz widze, ze Golf ma naklejke Master’s Tuning. ja mam dwie naklejki Ecutec. i kto jest kuzwa gora?

to nie koniec. sie rozpedzilem na tym luku na rozwidleniu i szkoda mi bylo zwalniac i zakret pelna dzida. no zeby nie bylo z tylu, ze spenialem przed zakretem. zapominam, ze po prawej w zatoczce notorycznie radiowoz stoi i ze suszare maja zawsze w pogotowiu i ze trzy razy juz w tym roku tutaj parkowalem i ze kuzwa tym razem tez tam stoja nosz, rosne sobie dolem glowa, gora nac, no kto mi powie, co sie jeszcze moze stac. rejestruje, ze starszy je hambugsa, a mlodszy celuje. mlodszy celuje, a hambugs sie zrywa i wbiega na jezdnie. ale wbiega juz za mna. tysiac mysli na raz sie klebi. ze zaraz bedzie poscig. ze zaraz beda posilki. ze moze lepiej zawrocic. zartowalem, przeciez zapomnialem kupic browar. skrecam do Reduty.

modlmy sie.
epicwin



archiwum 003

19 Luty 2009

jest Sb wieczor i jest sucho. sobotnie wieczory to raj najprawdziwszych z prawdziwkow. same WPR, WPI, WGR i WS. wybierac, przebierac, jak mrozone kurczaki w hipermarkecie.

auto odpierdzielone jak dozorca w Boze Cialo. kierownik odpierdzielony jak na zwirownie. pasuja do siebie jak piesc do oka, ale jest sobotnia noc i pan ma relaks. kryzys nie oszczedzil klubow i wracam do domu. kiedys szukaly po klubach przygody, dzis szukaja meza. meza z perspektywami. pozniej takie fladry beda ciagle chcialy, zeby im podac jakis rondel i do tego zawsze ten drugi. bez sensu.

auta nie poznaje. kola wyszorowane i lsnia od szuwaksa, lakier lsni od politury. w srodku na specjalne zamowienie aromat i esencja swiezych plastikow prosto ze Szwecji. zeby pachnialo nowoscia. nie zartuje, Volvo to zlecilo. mam na zbyciu z metra, cena zaporowa. Rulski ustawil mi rano fotel i jest lepiej, chociaz nie wiem, dlaczego. na pewno dosiegam znowu pedalow. fotel lepiej mnie trzyma, albo to ja przytylem.

jest pierwsza kaluza, przejezdzam 5km/h. sieczkobrzeki z tylu trabia. bez sensu. szybko – zle, wolno – jeszcze gorzej. jade dalej te 40km/h, reszta mnie nie obchodzi. z glosnikow rozbrzmiewa Prince „Sexy FM” i Right Said Fred „I’m too sexy”. moze wiocha, ale wiocha dobrze sie sprzedaje. Doda nie moze sie mylic. rozgladam sie nerwowo na lewo i prawo, czy w taksowkach sa jakie sikorki. takie sa najfajniejsze. sa juz na bani, impreza przed nimi, kiecki jeszcze niesfatygowane i swieza tapeta. czuja sie pewnie, to i same zaczepiaja. ale nie dzis mi w glowie przygody. po trzezwemu sie nie liczy. co przystanek, to trabie. no chociaz tyle dzis mam z zycia.

jest Slowackiego. robie chamski slalom. rozgladam sie znowu po taksowkach. czasami wrzuce kierunkowskaz, czasami nie. zero. plaza, flauta, nuda, nic sie nie dzieje. za mna jakas odpicowana taksoweczka. taka wielka limuzyna marki Mercedes. srebrzysta i z kogucikiem „Sheraton”. puszczam bzdziagwe pod nosem. jak kuzwa nie lubie, gdy mi kto na ogon siadzie. przyspieszam. Merol za mna. przede mna pusto i cztery puste pasy. zjezdzam na prawy. wspomnienie Policji wciaz mnie przesladuje. Merol za mna tez mnie przesladuje. znowu przespieszam, Merol kuzwa za mna. zrownuje i spoglada na mnie. to on tez czyta Forum? moze psiko, a przynajmniej gwalciciel. albo Czeslaw mu zajechal droge, a ten niebieski parapet zapamietal i szuka teraz pomsty. whatever, napadam Ronda Radoslawa pelna dzida, opony piszcza, pupka zamiata. zawsze jak mi tyl ucieka, to strasznie sie boje i pompka mi skacze. tym razemv zamykam oczy, niech sie dzieje wola boska. slup mijam 2m obok, ale bylo blisko.

nie wiem, co mam na ten temat myslec. skoro nie wiem, wali mnie to.

jest Rondo ONZ, jest srodek nocy, jest sucho i sa swiatla. zwalniam, zeby na czerwone zdazyc i sie poprzygladac. same dopasowane jeansy, brazowe kozaczki i angielska krata Made In China. jak mialem 18 lat, to dziewczyny krotsze nogi mialy. zywnosc modyfikowana i syntetyczny progesteron. na bogato.

ruszam rozmarzony, kierownik X3 rusza rozwydrzony. niby czarne BMW, a nie tnie ronda. idzie swoim pasem. pasazerka dopinguje. co sie bede kopal z koniem, przeciez w zyciu tych volksdeutschow nie przekonam, ze nie maja szans. ale na wszelki wypadek raz jeszcze nie zaszkodzi. jazda jazda X3 miazga. pasazerka na Filtrowej w torebce sobie grzebie, kierownik jeszcze nie wie, w czym pogrzebac. jesli cos ma sie BMW nie udac, to zawsze znajdzie sie ktos, kto to przewidzial. i tym razem to znowu bylem ja.

z rozpedu jeszcze kosze wielkiego Touarega V10 TDI, bo sie prosil cale Niepodlegosci od SGHu po Madalinskiego. kierownik kiwa glowa z niedowierzaniem. ja kiwam z politowaniem. wiem, ze w Konfesjonale to nie wypada takich potentatow, ale mam to gdzies. po chwili na Pulawskiej Murano tak samo, tez pewnie z rozpedu. chyba probowal na swiatlach przygazowac. przezorny najpierw kopie, pozniej mysli. malo to romantyczne, ale skuteczne. kierownik jakis wielce kontent jest i pokazuje kciuk do gory. ja pokazuje kciuk do dol.

funny-pictures-rule-number-one-for-throwing-snowballs1


bylo i tak

19 Luty 2009

to byl moj ostatni wpis w Konfesjonale. jestem znudzony i rozgoryczony swoja postawa. powoli wstydze sie sam za siebie. moja postawa jest godna potepienia i spopielenia. zawsze mam racje, ale czesie traktuja to jako wielki nietakt towarzyski. a ja chce dbac o dobre samopoczucie i kregoslup moralny kazdego czesia. nie chce skonczyc jak ten, ktory z poczatku robi to dla przyjemnosci wlasnej, pozniej cudzej, z czasem tylko dla pieniedzy. zle mi sie to kojarzy.

koncze ulubiona trawestacja, ze urok to zdolnosc otrzymywania odpowiedzi “tak” i bez koniecznosci jakichkolwiek staran.

zartowalem. prowokacja.

2643057066_0a3e46c435


peak time babe

19 Luty 2009

czuje sie niepotrzebny. bez sensu. wszystkie uszczypliwe aluzje kserobojow traktuje osobiscie. serce moje gdzies tam na pewno krwawi. zawszad same uwodzicielskie dowcipy i blyskotliwe refleksy. refleksy jak w dobrym kieliszku aksamitnego Zinfandela z kupazu przejrzalej winorosli. dobry Konfesjonal jest jak wino, a wino jest jak srogi kierownik Subaru i jego srogie plejady.

Konfesjonal jest intensywny jak peak-time podczas guru techno parady w upalonym Amsterdamie. ma czerwony kolor i fioletowe refleksy i sloik cwikly na zachete. i zmienia te proporcje jak kameleon, bo nigdy nie wiadomo, z kim ma do czynienia. ma wspanialy bukiet jak marchewa z Devila. w nim nuta palonej mokki i opilki zelaza. Subaru jest jak sila karzaca i sila niemilosierna. jest jak dobre wino kragle i pelne, na podniebieniu dopiero odkrywa swoja bogata i zlosliwa strukture i jedwabiste taniny jak pokutna wlosiennica. jak dobre wino, Subaru potrzebuje wlasciwej temperatury i nie przekracza ona 120’C. jak ktos nie wierzy, niech sprobuje. jak juz probuje, to niech to bedzie cuisine allemande, bo to sa gwiezdne wojny.

teraz kseroboje strzezcie sie bacznie. podczas watpliwych kseroprzeblyskow, foreks kryje sie w cieniu. ten cien pada spod wylaniajcego sie zza purpurowego widnokregu niebieskiego skrzydla Batmobilu. Wasze serca sa miekkie, miekkie jak kaczuszka. moje jest twarde jak kute tloki i jak kute tloki mam ich cztery.

poprawiajac wieszcza Obojga Narodow:

patrz! – ha! – to dziecie uszlo – rosnie – to msciciel!
pogromca zuchwalstwa, techno wiesniactwa czciciel.
z matki kosmitki, krew jego James Bond, Gubernator, inne bohatery,
a imie jego bedzie Dj Fynfcys Drajcys czterdziesci i cztery.

chuch chuch, zamieniam sie w sluch.

i-love-techno-2



respons na idealizm

19 Luty 2009

plyniesz pod prad dawno wyschnietego koryta rzeki. bez sensu. holdujesz rozowej demokracji, teczowej swobodzie pustych wypowiedzi i politycznej poprawnosci pod dyktat tabloidow i innym wymyslom spospolicialych elit, ktorych elity nie przestrzegaja. w demokracji wszystkim wydaje sie, ze skoro moge cos powiedziec, to znaczy, ze mam co powiedziec. ze skoro w demokracji kazdy jest rowny, to nikt nie jest lepszy ode mnie. to rowna ludzkosc do dolu i demotywuje. nie wierze w pluralizm, wierze w popullizm. plutokracje przedkladam przed demokracje. bo demokracja to zwierzyniec, gdzie osly poddaja sie dyktatowi wyposzczonych wilkow. przy okazji podkresle, ze feminizm uwazam za zlo i Szatana tam dostrzegam. czyha tuz za nadlatujacym wielkim jastrzebiem i srebrne kule sie go nie imaja.
historia powiada, ze kiedy wiekszosc czegos chce, to jest to Slowo Boze, albo zwykly bullshit. ja jestem bezboznikiem, zatem wybieram to drugie. jestem uprzejmy, jestem uczynny, jestem zyczliwy, wypelniam prawa i postanowienia Regulaminu, wszystkim szacunek okazuje, a jak ktos mnie wnerwi, to posylam go na cmentarz. jestescie bardziej wyczuleni na czyny sprzeczne z zabobonem, obyczajem i wstydliwe bibeloty, a mniej na czyny sprzeczne z ludzka natura. na czynnosci zreszta tez. ja na nic nie jestem wyczulony. moje slowa ratuja prawde i cnote The Forum. Wasza obluda je wykrwawia. nie bede tolerowal niesubordynacji, a bede tolerowal chloste biczem satyry, bo Bicz Bozy nigdy sie nie myli, a nawet jak sie myli, to cel uswieca srodki, nawet jesli z czasem coraz wieksze srodki beda uswiecaly coraz mniejsze cele. wracajac to Twoich pytan, bo sie zagolopowalem. to glupie, tendencyjne i iluzoryczne pytania i wynikaja z niezrozumienia i nie odpowiem na nie.

oix6hz1


The Darkness, wpisy z Sep/Oct 2008, EURPLN 3,4000

19 Luty 2009

a nie mowilem kurwa? wczoraj 4,9210 taken.

dark story, ale realne, jest takie. najpierw wywraca sie rynek nieruchomosci. za tym padaja developerzy. gieldy w dol, bo budownictwo nakreca koniunkture jak cholera. komornicy zacieraja dlonie.
pozniej wywraca sie segment kredytow hipotecznych, zmniejsza to wszystko zdolnosc bankow do akcji kredytowej, bo pokrywaja gigalossy.

nikt jeszcze o tym nie mowi, ale teraz czekam na duze wtopy na kredycie konsumenckim, kartach kredytowych, na autach, etc. to na swiecie ogromny segment. podcina to zaufanie spoleczenstwa i tnie do zera konsumpcje, czyli koniunkture. dealerzy, traderzy, maklerzy placza.

o tym tez nikt nie mowi, ale padna agencje ratingowe i ubezpieczyciele, w tym ci kupujacy ryzyko mniej solidnych emitentow. kula sniegowa nabiera rozpedu.

po nich pada rynek nieruchomosci komercyjnych. zapomnijacie o nowych hipermarkatech, drapaczach chmur w Warszawie i Siedlcach. nastepnie, zdaje sie, ze ludzie zapomnielismy o Leveraged Buy-Outs. to miliardy, ktore teraz, przy braku plynnosci, znikna z rynku, bo segment SPVs i Venture Capital bedzie sellowac jak dziki wszystko co ma, by pokryc biezace zobowiazania z lewaru. kula juz pedzi jak kometa.

zaczyna sie prawdziwy hardcore, realna gospodarka ginie. pada realna sfera gospodarki, czyli wszystko to, co produkuje. bezrobocie zaczyna rosnac. gieldy dalej nurkuja. spoleczenstwo placze, bo OFE oszczednosci calego zycia stracily na gieldzie. panstwo musi gwarantowac emerytury na najblizsze 30Y. a nie ma za co, to drukuje. zaczyna sie megainflacja.

koniec funduszy hedgingowych, przezyja tylko mocno wyspecjalizowane. one nie maja mozliwosci refinansowac sie w bankach centralnych, traca chore miliardy na pozycjach, a ich bankowi kontrahenci spisuja ogromne straty. czesci bankow juz nie ma. kula sniegowa ma wielkosci Jowisza.

nikt juz nie wierzy w odbicie. nieliczni, jeszcze zywi, pekulanci ida na krotko. wszystko sprzedaja poprzez short sale. to dobija rynek, bo nie ma juz wyjscia, gielda plonie. patrze wlasnie na akcje Forda i tej firmy juz dla mnie nie ma. sprzedaja, podziela, na pewno nic z niej nie zostanie, jak rzad nie pomoze.


koniec jest taki, ze zero plynnosci na gieldach i na rynku miedzybankowym, zero zaufania, zero kasy, zero limitow, gieldy na tygodnie zamkniete, zero przeplywu kapitalu, zero inwestycji. wchodzi panstwo, nacjonalizuje wszystkie banki i duze przedsiebiorstwa, daje gwarancje, drukuje kase, bo nie ma juz skad pozyczac. wracamy o 50Y wstecz w kapitalizmie. z czasem uda sie, ale to bedzie bardzo drogo nas kosztowac.

to moze byc zmiana strukturalna. zagranica w koncu zauwazyla ryzyko regionu. dotychczas caly czas wszyscy powtarzali mantre, ze fundamenty sa solidne, ze mamy relatywnie niski deficyt zewnetrzny, ze polityka wysokich stop procentowych sprzyja zlotemu.

a skoro w 2 tygodnie EURPLN slabnie o 30%, to view na fundamenty moze sie zmienic w miesiac. mamy wciaz slabo wykwalifikowana kadre, malo wydajna gospodarke, zero nakladow na edukacje/szkolnictwo i R&D, archaiczny system finansow publicznych, niesprawiedliwa redystrubucje dochodu narodowego, a 20% spoleczenstwa, rolnikow, nie placi podatkow. paranoja. jezeli to sie nie zmieni, to za 10-20Y mozemy byc zasciankiem i moze spichlerzem UE. zapomnialo sie o tym po 2 latach wzrostow.

do czego daze. PLN oslabl drastycznie przy mizernej aktywnosci na rynku i bez powodu. najgorsze moze byc dopiero przed nami, gdyz czekaja nas solidne ciecia stop procentowych. ta RPP to pijane dziecko we mgle, ktore z kabotynska zarliwoscia nasladuje ECB. a rumor mowi, ze FED moze ciac stopy do zera i ECB nie bedzie tez dlugo czekal i nie popelni bledow sprzed 5Y. spojrzcie na wykres GBPUSD i co sie dopiero dzieje z wlauta podczas cyklu obnizek.

najlepsza jest plaszczyzna zmiennosci opcji walutowych. na USD to 33%, absolutny high ever. nawet kiedy po kryzysie rosyjskim w 1998 market czekal na atak na PLNa, to nie bylo takich zmiennosci. to wskazuje, ze do konca roku moze troche zloty odetchnac, ale w 2009 bedzie pod wielka presja. levele na EURPLN 4,50 nie sa wykluczone. na pewno ostatnie dni wykrwawliy deski opcyjne i nikt nie kwotuje i stad takie poziomy, ale ja w to do konca nie wierze.

a najwieksza niewiadoma jest EURUSD, czyli main driver na swiecie. wraz ze spadkami EURUSD zawsze slabnie, a EURUSD jest bardzo lepki do dolu. rynek wie, ze jak przyjdzie jesien sredniowiecza w realnej gospodarce, to dno za oceanem potrwa 2Y, a w UE 5Y. stad EUR globalnie traci, a wraz z nim PLN jest silnie zwiazany z gospodarka europejska i mozna powiedziec, ze juz jest liczony w koszyku EUR.

Geneza.

subprime to maly kociak na tle reszty. same CDSy to rynek 13 bilionow dolcow. rynek pochodnych, to130 trylionow. jesli PKB USA to rzad wielkosci USD1,5bln to widac proporcje. ninja bonds to wymysl niestety administracji Clintona, nikt juz nie pamieta. w 1999 rzad wymyslil sobie, ze da prezenty ludziom ponizej zdolnosci kredytowej, a Greenspan cial stopy do 1%, zeby uratowac USA przez internet bubble. kupili sobie kilka lat spokoju, dzis widac tego oplakane skutki, bo jak rynek sie nie wykrwawi i nie wyeliminuje slabych jednostek, to mamy to, co dzisiaj, czyli monstrualny shit, ktorym trzeba centralnie sterowac. innymi slowy, taki Mehmed, Sanchez i Obama dostali od komercyjnych bankow kredyty hipoteczne, a pararzadowe instytucje kredytowe jak Freddie Mac i Fannie Mae odkupily ryzyko kredytowe od komercji, zlecily bankom inwestycyjnym ustrukturyzowanie tego i odsprzedanie na rynek. i rynek tak przerzucal to ryzyko w formie coraz wymyslniejszych efemeryd i zapomnial, co stoi za tym i wykreowal wirtualny pieniadz. innymi slowy za jedna nieruchomoscia stalo kilkadziesiat instrumentow na kilkudziesieciokrotnosc wartosci zabezpieczenia nieruchomosci. ceny domow sie posypaly, a lewar zabil cala gospodarke, bo nawet tak konserwatywne z definicji firmy jak zaklady ubezpieczeniowe wystawialy kwity na kupno ryzyka niezwiazanego z ich dzialalnoscia.
inna sprawa to polityka bonusowa traderow/dealerow. jezeli masz rok obrachunkowy rowny kalendarzowemu, to co Cie interesuje, ze swiat wywrocisz do gory nogami, jesli przez kilka lat odbierasz GBP10mio premii? i to nie sa pieniadze dla wybranych, takie kwoty kasowali setki tysiecy dealerow. wkrotce sprzedaz Lambo, Porsche i Ferrari spadnie o polowe. zatrudniali biologow, fizykow, matematykow do traderowni, kolesie tworzyli wzorki, drzewa wielomianowe, kazali tak liczyc wartosc instrumentu, a rynek pokazal, jak bardzo sie mylili.
zarzadzenie ryzykiem? przeciez to groteskowe stwierdzenie. za tym shitem stoja setki osob. jak koles z SocGen mogl stracic 5 yardow EUR. musialby zaangazowac w proceder z 80 osob. nie da sie, wiem z praktyki. wszyscy przymykali na to oko, poki zarabial. teraz czarna owca, a jest na wolnosci i ma tenure. to wszystko bylo ukartowane.

a najlepszy jest sam Paulson. prezes Goldmana, majatek 950 mld USD, ale nie mogl tego kiedys spieniezyc, bo prezesom zabrania SEC. zatem madry Paulson na peaku sprzedal swoje akcje i poszedl do Treasury Dep. ratowac to, co przez lata glownie tworzyl. ale to tylko jest mozliwe w kraju, gdzie syn/ojciec sa prezydentami panstwa i o malo maz/zona nimi nie byli.

swiatem rzadza grubasy, ktorzy ustawiaja takie rzeczy. bo ja poza niechcianymi ciazami nie wierze w przypadki.

economistohfuckri5



outta da way

19 Luty 2009

postanowilem powrocic i forum wywrocic. ostatnie historie przypominaja surowe jajka kurze wstrzasnieten i nie zmieszane, a ja nie jestem Rocky Balboa. na wzieliscie sobie do serca ostatnich dygresji i sonetow lirycznych o tematyce roznej. brunatne techno nie zamieszkalo w Waszych plochych sercach, puch marny je wciaz wypelnia i trwoga przed kryzysem. ale nie lekajcie sie, oto przygod kilka wrobla swirka. zatem jedziemy.
bez sensu.

jest Nd, jest poludnie i love is in the air. nie moge patrzec na tornado w kuchni. widok musztardy w calym domu jest nie do zniesienia. z kazda chwila musztardy jest wiecej. gdzieniegdzie jogurt malinowy, chyba keczup albo krew wrogow. salata rzymska i kukurydza od czapy na srodku przedpokoju. to byl cyklon tropikalny „Eye of the Tiger” piatej kategorii w samym centrum Warszawy. musze sie przejechac, bo zaraz oczadzieje. moja byla robi dobre obiady, jest samotna i jest wciaz stara panna i ja mam na te obiady passe-partout, to korzystam z zycia. w windzie spotykam dwudziestolatke. brunetka, wielkie oczy i inne fragmenty tez ma wielkie. musze sie zaczac leczyc.

odpalam silnik, odpalam papierosa. idzie jakas para, on i ona. zdrowe cielsko. schludnie ubrana, taka dziennikarka elegantka. chyba ja znam z okolicy. on udaje, ze mnie nie widzi, ona udaje, ze widzi. poklepuje czule po masce Batmobil mowiac „jak sie moja najukochansza samiczka dzis miewa?”. on sie smieje, ona tez sie smieje. rozbawiam kobiete i 50% sukcesu za mna. drugie 50% to biale wino wytrawne albo obojetnie jakie musujace. on troche ma dosyc jej rozbawienia. a ojciec mnie uczyl, ze im szybciej komus przekaze zla wiadomosc, tym lepiej.
wsiadam i jade. olej juz cieply, tak ja wczoraj. to dobrze, bo nie mam dzis czasu na gre wstepna. gry wstepna jest dla mieczakow. dzis wydech glosniej pracuje, chyba sie przepalil. przeganiam pierwszych pieszych z przejscia, to nie Szwajcaria. jakis tatus wychyla sie i rozgoraczkowany nerwowo puka sie w czolo. zone sobie puknij, odkrzykuje.
jest Marszalkowska, jest Nd i jest poludnie. mnostwo wypindrzonych spacerowiczow. wybornie. jade slalomem. jade slalomem, a slalomem za mna jakis Golfik. ma reflektory ksenonowe i ma kurtke skorzana. tne po trzy pasy w lewo i po trzy pasy w prawo. Golfik jak zaczarowany. szczypie sie, ale to nie sen. teraz tne po szesc pasow w lewo i po osiem pasow w prawo. tym razem Golfik nie dal rady.

jest Pulawska poza miastem. zajmuje ciagle konczace sie pasy do jazdy na wprost. jakis Scenic wypelniony rodzina cos gestykuluje. a nawet jeszcze dobrze nie ryknalem. jest czerwone, a Scenic przede mna. mijaja cenne sekundy, a Scenic juz na skrzyzowaniu i dalej na czerwonym. jest zielone, wlaczam naped na cztery i ruszam jak na Batmobil przystalo. mial Scenic kilka metrow jeszcze, zeby mi klincz zalozyc. to i tak bylo dla Batmobilu o kilka metrow zbytku za duzo. Scenic wolal miec koszmarny koniec, niz koszmary bez konca, wiec zakreslam w kajeciku kwadracik pod literka „R”.
okolice Fashion House. w poprzek przejezdza bojowo obklejone Legacy i cos macha do mnie. na wszelki macham do nich, bo to moze Kuzaj. po chwili kapuje, ze to tylko zaloga „Stark Raving Mad Czeslaw Crew and his Sinister Kin”
. obiad jak obiad, mogl byc lepszy. moja byla zreszta tez moglaby byc lepsza. wracam z Konstancina do Centrum. ale moglbym w tym Konstancinie bogato sie ozenic i zamieszkac. zatem moze ona wcale nie jest taka zla, tylko po prostu przytyla.

macha mi znowu jakies Legacy, cywilne kombi. chyba cos mu sie w glowie poprzewracalo. kolo fotoradaru stoi policja z suszarka. zwalniam, wysprzeglam i daje gazu. you is ugly, boy. po chwili drugi patrol, zatrzymali Mercedesa. przynajmniej Mercedes zdazyl sie zatrzymac, ja nie probowalem.

siada mi na zderzaku stary Passat. ma siedem anten CB i cztery talerze TV Sat. nie puszczam go. Grazyna, gdy mnie podpuszcza za kiera, to zawsze powtarza, ze co uchodzi Bogom, nie uchodzi krowom. Passat nawet na zakretach nie odpuszcza. jakis Wielki Zderzacz Turbo Chip Hadronow, bo ciagle zbliza sie do mnie. mysli, ze bedzie dobrze mu tak, ale kompletnie sie myli. macha, ze mu nie ustepuje. na trawe zjade, zeby mu ustapic.

moje sztuczne serce zastanawia sie, ze moze typ wlasnie zone na porod wiezie, albo inna tragedia rodzinna sie wydarzyla, a ja go powstrzymuje. nie zauwazam, zeby wody odeszly, to dalej go nie wpuszczam.

Passat na zderzaku. mowilem tydzien temu, ze nie znosze tego.Passat wiedzial, ze bedzie zle, ale znowu sie myli. jest jeszcze gorzej. mam miejsce i odchodze na prawy. marchewy ida z wydechu. niech sobie jedzie. Passat na prawy za mna.

normalnie jak piorun i grzmot wystarczajaco glosno nie przypierdziela w kosciol, to wiesniacy zapominaja zrobic znak krzyza.

desperat. teraz juz na pewno wie, ze gorzej byc nie moze i tym razem ma racje. osiemset koni mechanicznych i oplywowa sylwetka nie moga mnie zawiesc.zeby Wam za duzo do smiechu nie bylo to pamietajcie, ze zywych wolam, umarlych placze, pioruny lamie.

Dj Fynfcys Drajcys. Dirty Filthy The Beat All Over My Body Is

myturntodrive


Sokole Oko

19 Luty 2009

szarzujesz i nie widzisz, ze szusujemy w przeciwnych kierunkach. zadajsz duzo glupich pytan i nie odpowiem na nie, bo wiecej zla uczynily glupie odpowiedzi, niz stawianie glupich pytan. chcialbys poznac wielka tajemnice alkowy, ale nigdy jej nie poznasz, a jak poznasz, to nie zaakceptujesz, a to nie to samo, wiec szkoda naszego czasu. didzej Fynfcys Drajcys i jego nowy kolektyw „Beatz Irresistible Attack” nie dzieli sie, tylko dwoi i troi i nie musisz wiedziec, nad czym obecnie pracuje, bo Twoje pragnienia maja duzo wiecej uroku, niz ich zaspokojenie. Dr Jekyll, Mr. Hyde i Batmobil to energetyczne wampiry i to przez nich ceny ropy szybowaly, ale trafily w nadlatujacego jastrzabia o sokolim wzroku i on sie strasznie wnerwil. dlatego placisz teraz tyle, ile placisz i zalezy to tylko, po ktorej stronie barykady stoisz. nigdy nie poznasz Fynfcysia, ani Drajcysia, bo oni sa podmiotem lirycznym, a jak wiadomo podmiot liryczny jest maly i zapyzialy i niewidoczny w tlumie. konczac chce napisac kryzysowego soneta lirycznego autorstwa nieznanego, ale klawego:

kryzys jest blisko, koniec techno burzliwej epoki, blichtru i przepychu,
radosc byla krotka, bol i smutek na trzezwo jest wieczny.
przyszosc jest owinieta w tajemniczosc i opakowana w niejednoznacznosc,
przeszlosc jest jak zawsze kurwa niezrozumiala.

bedac w okopie staraj sie wygladac niepozornie, kiedy przyjda odebrac ci samochod i dom.

bagnet forumowiczu na bron.

aun8q4



Dariusz Darecki nie powroci

19 Luty 2009

nie jezdze ostatnio po nocach. znudzil mi widok nocnej gangsterki, dziewczynek, porno mody i zuchwalych narcotraficantes. przesiaduje po nocach w domu, albo przesiaduje po barach, ale na nikogo nie patrze. pijam tylko ciezkie alkohole i nic nie jem. zastanawiam sie, czy byle slowa bylego Wiceprezesa maja sens i ze zycie jest bez sensu. jestem za glupi, zeby sam sobie odpowiedzic, czy zycie jest dobre, czy zycie jest zle. dlatego sadze, ze zycie jest inne i na pewno zycie jest rozczarowaniem jak nagla i nieuleczalna choroba i jej smiertelnosc wynosi 100%. pomimo tego usmiecham sie, bo jak cos nie mi nie idzie, to zawsze mam to na kogo zwalic i wali mnie to, ze zle i tragiczne wydarzenia wczesniej czy pozniej maja miejsce, po czym ten proces cyklicznie sie powtarza, bo ja nie boje sie cierpienia, a Wy sie boicie cierpienia i cierpicie ze strachu. zastanawiam sie nad cierpieniem tego Forum. gdyby cierpienie czegos uczylo, to Forum byloby najmadrzejszym forum. to Forum nic sie nie uczy i ciagle brnie jak wielka niewiadoma i wszyscy jestesmy w okolicy stalej matematycznej czarnej „D”. Wasza intuicja jest wlasciwa i Forum trzeba zamknac, bo pojawia sie za duzo pytan. niektorzy zadaja pytania, czy Dariusz Darecki to foreks. bardziej inteligentni pytaja, czy Dariusz Darecki dzialal sam. najtezsze glowy pytaja, czy foreks to Big Zenek i czy Dyrekcja to foreks i czy Grazyna tak naprawde przeszla ostatnio niechrzescijanska operacje i przyjela zupelnie przypadkowo imie Przemyslaw. nie potrafie Wam odpowiedziec na tak sformulowane pytania, bo nie ma na nie dobrej odpowiedzi, a jak nie ma dobrej odpowiedzi, to trzeba odpowiadac szczerze, a do tego nic mnie nie zmusi i nie ma takiej kwoty.

mrt_fools_motiv


credo

19 Luty 2009

spory w Konfesjonale powracaja, tak jak sobotni bol glowy nad ranem powraca. ten temat od poczatku jest skrzywiony i nieudany i wszelkie proby poprawienia go konczyly sie jego pogorszeniem, wiec nie ma sensu go poprawiac. ten temat od poczatku polega na udowadnianiu kto jest tu szefem i ze skaranie boskie ma kolor niebieski. no chyba, ze ma kolor srebrny, to skaranie dziala wtedy incognito. wszystkie glosy politycznie poprawnie sa milo widziane na kataraktycznym forum alternatywnym i specjalnej troski. Konfesjonal to nie Pismo Sw. i zostal zalozony dla spelniania potrzeb duchowych najwyzej sasiadow. piszcie o swoich przygodach, krytykowac i madrzyc sie kazdy potrafi.

modlmy sie.

n531840331_4624851_3885


archiwum 002

19 Luty 2009

postanowilem wrocic, bo odrobina dzialania warta jest wywrotki dobrych checi. Batmobil osiagal ogromne predkosci i zawrotne osiagi, ale i tak postanowilem troche podreperowac moja najukochansza samiczke przed Cyna, zeby siary nie bylo. jest z nim dobrze, ale postanowilem przedobrzyc, bo od nadmiaru lepszy jest jeszcze wiekszy nadmiar. wystarczy spojrzec na Beyonce. zatem jade do warsztatu i ciesze sie chwila. bez sensu. znudzilo mi sie znecanie nad wszystkim, co sie tylko rusza. postanowilem poznecac sie nad wszystkim co sie rusza i dobrze wyglada. prawie jak w nocnym kinie. dlugo nie musialem czekac. na Pl. Trzech Krzyzy trafil sie New Bettle, a w srodku kierowniczka, jej facet i pasazerka, jego kochanka. gonili mnie caly czas, ja nie uciekalem. bylo zwezenie, ale nie chcialem ich blokowac. ustawilem sie z boku, na zwezeniu. cuda nawet Volkswagenom sie zdarzaja i postanowilem im pomoc. dziewczyna morderczo gazuje na swiatlach swoje seksowne auto i wpatruje sie we mnie i wypatruje rekacji. ja wpatruje sie w zdrowe cielsko pasazerki z tylu i czy przypadkiem nie ma obok niej jakiegos zakamuflowanego ksiedza. ksiadza u niej nie ma, podpowiedzial mi Szatan z tylnego siedzenia Batmobilu, poklepujac mnie przy tym czule po ramieniu. zwiazany i zakneblowny siny Docent w bagazniku tym razem nie mial wiele od powiedzenia. na zielonym panienka wyskoczyla jak dzika i pokazala pazurki. pan Szatan policzyl do trzech, az papieros sie mi rozpali, a Batmobil pokazal gest olimpijski Kozakiewicza.
pod Pomnikiem Czterech Spiacych i Dw. Wilenskim zawsze jest duzo Prazan i innych zadnych krwi wiesniakow, to tez sobie poczekalem na okazje. okazje maja to do siebie, ze trzeba wiedziec kiedy z nich skorzystac i miec na tyle oleju w glowie, zeby wiedziec, kiedy z nich nie korzystac i zachowac cnote. ja zawsze korzystam, bo cnota w moim wieku jest niemodna. zatem trafil sie najprawdziwszy babiogorski prawdziwek w jakims dziwnym aucie amerykanskiej produkcji, ktory strasznie sie rozpychal i trabil na innych. tak dla jaj i bez powodu zatrabilem na niego i patrze, co z tego bedzie. strasznie to go rozzloscilo, bo uznal, ze teraz mi pokaze. pokazac to mi moze Grazyna, pomyslalem sobie i na wszelki wypadek zatrabilem jeszcze raz. poszly konie po betonie, ale tych koni to ja mialem wiecej. przestal sie juz czesio wpychac, ale na wszelki zatrabilem raz jeszcze.
jak ktos jeszcze czegos tu nie rozumie, to chcialbym przypomniec cytat z serialu z Richardem Chamberlainem, ze w walce bijemy, az przeciwnik wyda ostatni dech, a w Subaru ciosom nie ma konca.

kitty-attack-hurts1


archiwum 001

19 Luty 2009

zastanawiam sie, czy cos napisac, bo nudzi mnie to wszystko, bo zly Regulamin ogranicza pelnie ekshibicjonizmu i ekspresji. skoro Regulaminu nie mozna zmienic, to zmienimy ekspresje, ale i tak kazdy wie, ze to niewiele zmienia. zastanawiam sie, czy cos napisac, bo ani Administracja, ani ja, wciaz nie jestesmy pewni, czy to Administracja warunkowo mnie tu zaprosila ponownie, czy to ja warunkowo postanowilem tutaj wrocic. ufam, ze Administracja jest po mojej stronie, ale zdaje sie tez, ze waznym nie mniej jest, bym to ja byl po stronie Administracji. ja jestem po stronie Administracji, a czytelnicy sa tuz obok mnie, zatem czytelnicy sa rowniez za Administracja i w ten oto prosty sposob wszystko wraca do normy Gloria in excelsis Deo. jak sie nie podoba, to moge przeprowadzic pozorowany atak, ktory okaze sie decydujacym natarciem, a jak beda watpliwosci, to oproznie magazynek. w ogole cokolwiek nie zrobicie, to zawsze mozecie dostac kulke, nawet kiedy nic nie zrobicie. o czym to ja mowilem? ze jade. bez sensu. to moze byc moja ostatnia jazda, bo mam na tym forum jeszcze tylko jedna szanse, a Judasze tylko czekaja na to, ale wciaz licze, ze zdrowy rozsadek zwyciezy, bo zeby byc kims, trzeba byc soba.

jest Sb, jest wieczor i jest cale szczescie sucho. jest zimno, ale to pojecie wzgledne w sobotni wieczor i nie bedziemy sie tutaj w fizyke bawic, bo albo ma sie szczescie, albo sie go nie ma i trzeba na nie po frajersku zapracowac. pojechalem po kolezanke w kierunku Mysiadla, bo sie z nia nie wiadomo po co umowilem. zartowalem. kolezanka to straszliwie zdrowa matka Polka, brunetzyleta o okazyjnych ksztaltach z wcieciem typu gruszka i lubie z nia okazjonalnie sobie chlapnac. Bogiem a prawda to ona nie przepada za mna, ale lubi Batmobil, kiedy niedopieszczony on a wsciekly ryczy po warszawskich tunelach. ale wie, ze mam wiele talentow i Batmobil tez ma wiele talentow i najwiekszym z tych talentow jest to, ze mamy wiele tych talentow. wcisnalem jej, ze mam silnik z bolidu F1 typu Megatron i bardzo to nas zblizylo.

i tak jedziemy przez to cale Mysiadlo. brunetzyleta okazuje sie z dnia na dzien coraz bardzej wyszczekana i natarczywa i ciagle gada, ale chyba nie jest to epokowa obserwacja i wowczas postanowilem ten szczebiot zagluszyc rura wydechowa do wyboru typu Devil albo David Beckham. wbrew pozorom, wybor nie jest wcale taki latwy.

na ulicy Pulawskiej na prostym odcinku spotykalem samych sieczkobrzekow pedzacych na balety do Centrum. zadnemu nie przepuszczam. Opel Astra GSi zmienia pasy jak glupi i nie bylo w tym nic zdroznego, gdyby nie to, ze zmienia je przede mna. raz mija mnie o jakis metr z koncowka i tego jest za wiele. przyciskam magiczny przycisk i wysuwa sie dodatkowe skrzydlo i chowaja sie chlapacze i podswietlam bardziej porazajace zegary Defi. zdarzyly sie swiatla i ziewam sobie ostentacyjnie, ale noga caly czas dociska pedal gazu. ta cala fladrunia na prawym okazuje sie wcale taka glupia, bo powiedziala, ze mnie zabije i ze takiej wiochy nie przezyje. nie wiedziala, ze prawdziwa wiocha byla dopiero przed nia. zakrecilem zlota korbka i pukam w szybunie Opelka. szybunia sie opuszcza, ja wtedy do goscia i jego funfla, ze startuj Waclaw na czerwonym. nie wystartowal na czerwonym. w ogole nie wystartowal. nie wiem, co sie stalo. moze moj urok osobisty, a jak nie, to pewnie urok zaworu upustowego.

i jedziemy tak sobie frywolnie, ona szczesliwa, ja jeszcze nie. wyprzedzam, zmieniam pasy, gdybym potrafil, to zrobilbym dla niej nawet samego Altonena. ale jedzie jakies podejrzanie szybkie auto i siada mi na zderzaku. calkiem do rzeczy BMW serii 5 z napisem Przewoz Osob. tym razem to byl przewoz dresow. poczciwa Becia ewidentnie oczadziala, bo zamierza mnie wyprzedzic. ja tez oczadzialem, bo sie dalem. Becia idzie teraz pelnym ogniem i calkiem do rzeczy brzmi, Batmobil idzie ogniem piekielnym i zabrzmial nielitosciwie ze Matka Natura dostala zawalu. nikt nie wie, gdzie ja pochowano. moja fladrunia na prawym w koncu zluzowala dzide i piekny usmiech na jej twarzy sie pojawil. piekny usmiech to Ci sie jeszcze pojawi, pomyslalem sobie i jade dalej. mowi w koncu, ze dobrze, ze gnojom pokazales, niech zrobia cos ze swoim zyciem, pojda do szkoly, zarobia pierwsze, uczciwe pieniadze. ja na to, ze mnie to wali, ja im do lozka nie zagladam. ona zamilkla skonsternowana, ale w koncu zajarzyla, ze dowcip polega na braku dowcipu.

sa swiatla, jest czerwone, jest Becia obok. tym razem to Becia opuszcza szyby i pyta mnie sie kwiat mlodziezy, czy nudzi mi sie. brunetzyleta wychyla sie przeze mnie i z calej pary wrzaskiem „wypierdalac wiesniaki!!!”.
no Moneypenny, zamurowalo mnie.

na koniec przypomne slynne slowa mentora rodzimej sceny undergound techno meets the sound of The Real Beny Dja Achcys Nojncysia, ze podczas wysluchiwania kobiety najwazniejsze jest to, co nie zostalo wypowiedziane.

thank-god-for-rear-view-mirrors



Wytyczne

19 Luty 2009

Witam wszystkich przeserdecznie, po dosc dlugich ustaleniach I’m back. Pozwolcie, ze sie przedstawie. Nazywam sie Hubercik, nie mam nic wspolnego z tym forum i Subaru, ale wyobrazcie sobie, ze bede Waszym Administratorem :-P  Dyrekcja pokazala Wam srodkowy palec, nie pierwszy raz przeciez, wiec zadne halo.  W koncu jestescie tylko durniami. Zaraz Was tu porozstawiam i prosze o gorace przyjecie. Jak nie bedzie goracego przyjecia, to i tak nie ma to zadnego znaczenia dla gospodarza, bo znacie zasady: jestescie tu goscmi i nie robimy pipi na dywan gospodarza, ale jak gospodarz zechce, to uprzejmie moze napluc Wam w twarz.

 Na wstepie to ogolnie jestem killer i spelniam sie w internecie. Jestem srogi i wymagajacy i zaraz Wam to udowodnie. Łuuuuu. Juz sie boicie? Nie? Chwila moment, zaraz zaczniecie. Niektorzy z Was pamietaja mnie jeszcze z czasow, gdy mialem tu swoje pierwsze konto, ale nie umialem wtedy jeszcze jesc nozem i widelcem, chociaz bylem fajny juz za tych czasow, gdy bylem po raz pierwszy sakramenckim dupkiem i odszedlem w nieslawie. Przez rok jeszcze lacha ze mnie darliscie, ale to nic, wybaczam Wam wspanialomyslnie. Od tamtej pory uplynelo sporo wody w zlewozmywakach, a mieszkancy roznych miast zaczeli po parysku podciagac spodnie po same pachy kracistych koszul i pewne inne rzeczy tez sie zmienily. Wy zmadrzeliscie, a ja dalej jestem Hubercikiem Pekinczykiem, chociaz chcialbym byc jak Karl Malone, albo Amercian Stafford Terrier. Zmienil sie (a wlasciwie zmienia sie) moj status tu – teraz to ja bede Pierwszym Siepaczem, a Jacus Drugim Siepaczem na prosbe Dyrekcji, bo Dyrekcja uwaza, ze wszyscy sie myla, tylko ona sie nie myli. Macierewicz tez tak sadzi. To wszystko nie szkodzi jednak, bo ja tak wysoko niestety spodni nie potrafie podciagnac i nie mam takiej kraty, jaka Jacek ma. Zmienilem sie ja i zmienily sie moje poglady. Zartowalem, dalej jestem dupkiem, ale tym razem dupkiem Administratorem. No to wezcie teraz zastanowcie sie nad moim wstepem i WSPOLNIE rozpierdolmy to miejsce, zeby mi sie kurwa kamien na kamieniu nie ostal, rozumiemy sie? Pardonsik, ponioslo mnie, przeciez Jacus to miejsce juz rozpierdolil, ale on ma kulture i on ma klase i on ma takt i naprawde nie rozumiem, dlaczego wszyscy go postrzegaja jako tłuka. No dobra, zartowalem, ale to jest niegrzeczne, bardzo niegrzeczne. Lancuszek breloczek Hubercik blond loczek, matolek, matolek dostal nowy stolek.

 

Do zrobienia na juz:

I. Ostrzezenia – temat, jak widze, ostatnio drazliwy:

1. Zmiana systemu ostrzezen – przechodzimy na kary cielesne.

2. Zmiana systemu przyznawania ostrzezeń, tzn. miliard w srode, miliard w sobote.

3. Zmiana dlugosci waznosci ostrzezenia – przez 90 dni odechce sie juz wracac na forum.

4. Ostrzezenie moze zostac przyznane wylacznie za naruszenie Regulaminu. Regulamin ma pierwszenstwo przed rozumem.

5. Zmiana w Regulaminie na juz – od ostrzezenia mozna sie odwolac do Hubercika. Hubercik nie umie czytac.

6. Za OT w dzialach, gdzie ma go ma nie byc W OGOLE - ostrzezenie. Tam gdzie OT jest dozwolony, ostrzezenia beda za pisanie na temat. W przypadku kontrowersji, czy mozna OT, czy nie mozna OT, bedzie podwojne ostrzezenie.

II. Tematy:

1. Brak zgody na pisanie w tematach.

2. Tematy typu osobistego – od razu do zamkniecia – no chyba, ze Dyrekcja zostanie wkrotce dziadkiem, to wszyscy swietujemy.

3. Brak zgody na wszystko inne.

4. Off Topic typu – sprawdz swiece i przewody – natychmiastowe ostrzezenie.

III. Kupie/Sprzedam:

1. Zasady Kupie Sprzedam podobne do tych, czytaj Kod Mitsumaniakow:

  • Jezeli chcesz cos kupic/sprzedac napisz dokladnie co chcesz sprzedac w tytule posta. Za probe sprzedawania na forum czesci i aut Subaru – ostrzezenie.
  • W samym poscie zamiesc dokladny opis sprzedawanej czesci i fotografie – wyeksponuj logo MMC i bedzie “pomuk”. inaczej ostrzezenie.
  • Podaj cene jaka chcesz za nia dostac. Za wysoka – ostrzezenie, za niska – ostrzezenie. W sam raz? Hm, nie ma cen w sam raz – ostrzezenie.
  • Podaj namiary do siebie – np GG, mail, telefon – niekoniecznie wszystko razem, ale kontakt musi byc. Zartowalem, kontakty na forum zle sie koncza, czytalem Epos o Krolowej Lodu.
  • Ogloszenia, ktorych cala trescia bedzie odnosnik do aukcji na allegro lub innej wyleca tak szybko, jak tylko Mod je zauwazy. Na Modow nie ma chetnych, to w ogole zabraniam umieszczac ogloszenia.
  • Jest to miejsce dla zamieszczania ogloszeń prywatnych osob. Dzialalnosc komercyjna bedzie banowana razem z uzytkownikiem, ktory jej sprobuje. Wyjatek stanowi PHU Grafix i MMC Car Poland.
  • Preferowane bedzie dogadywanie sie zainteresowanych zakupem/sprzedaza poprzez PW. PW bedzie monitorowane, czy sprzedajac Evo, nie bedziecie tak naprawde handlowac STI.
  • Posty niezwiazane z sama transakcja beda kasowane – prosze nie byc zdziwionym. Posty zwiazane – na wszelki wypadek tez, nie bede wnikal.
  • Musisz miec co najmniej 30 postow oraz byc zarejestrowany co najmniej przez 1 miesiac zeby zamiescic ogloszenie o sprzedazy. Sprzedaz auta dopuszcza moderator bez wzgledu na ilosc postow i czas pobytu na forum. Moderator decyduje tez, czy w ogole mozesz sprzedac swoje auto. Dlatego po raz kolejny przypominam – do konca miesiaca wszyscy zdaja Moderatorowi w depozyt karty swoich pojazdow.

2. Brak zgody na robienie z ogloszeń swego rodzaju gieldy prywatnych aut i prywatnych czesci.

3. Za pisanie na temat transakcji, trafne uwagi, wielce wnoszace komentarze – konsekwencje Regulaminowe i grzywna.

IV. Uzytkownicy:

1. Okres ochronny do 30 postow, co oznacza ochrone przed atakami jak rowniez przed ostrzezeniami. Dajmy szanse nowym Mitsumaniakom.

2. Bardzo ostre tepienie zachowań agresywnych wobec innych uzytkownikow, zwlaszcza zasluzonych Subaryty i Fotopasztetu.

3. Ostrzezenie natychmiast z partyzanta za uwagi typu kurwa pisze sie przez „u” otwarte.

V. Profil uzytkownika:

1. Blog – nowe pole w profilu i przycisk pod postem pojawi sie jak tylko bede mial wlaczone uprawnienia administracyjne, ale zniknie z dowolnego profilu jezeli blog bedzie zawieral wyrazy zawierajce literke „F”. Wszystkie taki blogi beda scigane przez Dyrekcje z oskarzenia prywatnego.

2. Max rozmiar obrazka w podpisie – wg mojego uznania. Za duzy – ban, to nie pornobiznes.

3. Skype – a co to kurwa jest Skype?.

4. Tekst obowiazkowy w podpisie: „Jebac Poznan jebac”. Zartowalem, obowiazkowo „Hubercie strozu Ty moj, Ty zawsze kochanie przy mnie stoj”.

5. Szybka realizacja rozsadnych postulatow Forumowiczow, jak np. zmiana nazwy na forum.mitsubishi.pl.

VI. Tabela Forum:

1. Nasze Mitsubishi – prawdopodobnie powstanie nowy dzial i to bedzie jedyny docelowo dzial.

2. Zakup kontrolowany – tez jest to mozliwe – tak samo, jak z forum Subaru zrobic forum Mitsubishi i na Administratora obrac ultrapalanta.

Najwazniejsza zmiana jest przyjecie zasady – Forum przyjazne dla uzytkownika Mitsubishi. To sa wytyczne, wedlug ktorych bede rozpierdalal forum.


Epilog

18 Luty 2009

wracamy do tematu, bo sytuacja jest dynamiczna, hehe. wczoraj wycialem rozprawe o Druzynie Pasztetu i Wielkim Siepaczu Hadronow, bo to nic nie da i powtarzam sie tylko, ale nad ranem spojrzalem na tytul bloga “o kopaniu leżącego”, to co sie bede ograniczal. zatem jedziemy. bez sensu.

dawno temu forum sie podzielilo, wielu ludzi odeszlo, zmienili sie tez po czesci moderatorzy, a Adminem zostal wiadomo kto. posypaly sie zarzuty duzo bardziej doswiadczonych uzytkownikow, a ze to zbrojne ramie SIPu, a ze to zwykly siepacz, ze to poczatek konca, etc. walilo mnie to, kim on jest, poki trzymal sie z dala. ale niektorzy maja juz tak, ze nie potrafia usiedziec dlugo tam, gdzie ich miejsce.

zatem Siepacz otoczyl sie przypadkowymi ludzmi z wlasnego grona i tepo rozpoczal dzielo zniszczenie forum wraz z obrana przez siebie Druzyna Pasztetu. nie biorac udzialu w zyciu forum Subaru, Siepacz zwany pieszczotliwie Wielkim Siepaczem Hadronow, jesli juz w ogole pojawil sie na forum, to tylko za sprawa rzekomego zgloszenia i by wlepic pasek, wyslac na urlop, albo zbanowac. dac pijanej malpie brzytwe to malo powiedziane. wiekszosc z tych decyzji to byly nieporozumienia, a czesciej jeszcze razace bledy i glupkowata gafy niekompetentnego Administratora. zawsze jak dostal po ryju, to bronil sie zgloszeniem, bo siepacze - jak wiadomo powszechnie - samodzielnie myslec nie porafia. Siepacz zawsze szedl w zaparte, zrazajac coraz wieksza liczbe uzytkownikow, a wszystko niezrozumiale zyrowala Dyrekcja. rosly zastepy uzytkownikow wsrod ktorych Siepacz i jego Druzyna Pasztetu nie wzbudzali szacunku i dystansu. Siepacz bowiem nie ma zadnych zaslug dla forum, wkladu weń, nie jest partnerem do rozmowy, nie motywuje do dbania o dobro spolecznosci, a wywoluje natychmiast silne i negatywne emocje. nie ma on za grosz talentu medialnego, ktory w sieci jest niezbedny i jest bezczelny na tyle, ze jako np. moj rowniesnik pisze, iz on chce mnie zmieniac. a kim o kurwa taki synus swojego ojca dealera jest, zeby kogokolwiek zmieniac? otoz nobody i ma najwyrazniej jakies rojenia. nie ma Siepacz blysku i refleksu Przemka, nie ma wiedzy technicznej Matiego i Edwina, nie ma skromnosci i umiejetnosci Bebna, nie cieszy sie estyma nalezna z definicji Dyrekcji, bo po prostu nie jest Dyrekcja. chociaz i z ta estyma coraz gorzej.

skoro juz przy temacie, jakis czas temu podjalem rozmowe z Dyrekcja, ktora zainteresowala sie sprawami forum. szkoda, ze dopiero, gdy celowo i z premedytacja opublikowalem calkiem gramotny wpis. poczatkowo mialo cos sie zmienic. Dyrekcja po chwilowym szafowaniu pozwem sadowym za naruszenie dobr osobistych i godzeniu w jej, no,  godnosc, dokonala rozbioru logicznego forum i obiecala zmiany. tu pozwole sobie na dygresje. otoz Dyrekcje zabolalo najbardziej jedyne i niezamierzone przeklamanie, iz to Dyrekcja zdecydowala o wyrzuceniu jednego z uzytkownikow z forum. o ironio, nie spotkalem sie z ani jednym zarzutem po mojej publikacji – poza wspomniana reakcja Dyrekcji. nie rozumiem, jak mozna oburzyc sie na sugerowanie zbanowania, podczas gdy cale srodowisko bylo zatrute i wzburzone prawda, ktora dla wielu byla od lat tajemnica poliszynela. widzicie drzazge w oku brata swego, a belki w oku wlasnym nie dostrzegacie? moj ojciec powiedzial, iz za uratowanie syna powinienem sie spodziewac butelki dobrego whiskacza i kwiatow, a nie wydumanych pozwow. rozni sa ludzie. a co jest nie mniej komiczne to fakt, iz poprzedni blog zostal usuniety przez administratorow serwera w USA po interwencji za posrednictwem skrzynki firmowej Subaru, czyli w domysle w imieniu Subaru. tak jest w kazdej szanujacej sie firmie. to pewnie tez pomowienie? juz sie boje. jeszcze raz: caly blog zostal usuniety w imieniu Subaru, gdyz zasugerowalem, ze to Dyrekcja mnie wyrzucila z forum. trzymajcie mnie. daje glowe, ze zaraz i ten blog zostanie usuniety, a cala Polska motoryzacyjna wzdluz i wszerz bedzie miala jeszcze wiekszy powod do smiechu.

wracamy. bez sensu. Dyrekcja zaproponowala powrot na forum. wszystko to okazalo sie fasada, gdyz wychodzi na to, ze jedyna rzecza, na ktorej tak naprawde jej zalezalo, to opublikowanie przez kogos z forum moich oficjalnych przeprosin Dyrekcji za fakt „pomowienia” Dyrekcji droga zasugerowania wyrzucenia mnie przez Dyrekcje z forum. przez telefon Dyrekcje jakos przeprosilem, lecz na forum przez kogos odmowilem z prostej przyczyny: otoz Druzyna Pasztetu, chcac, nie chcac, bronila naszego kurwiszona i Fotopasztet tez i przy okazji stornowala wszelkie przejawy mojego istnienia, wiec dlaczego teraz – w interesie Dyrekcji – mialbym znowu cos publikowac? teraz to moge? zenujace, najsubtelniej rzecz kreslac. zalogowany a i owszem, wyraznie przeprosze – odpowiedzialem. zalaczajac serdecznosci i wytlumaczenie przyczyny zamieszania moze.

i tak sprawa rozeszla sie po kosciach, ja odmowilem powrotu na forum, poki ktos taki, jak Siepacz tam ma cokolwiek do powiedzenia. a Siepacz dalej w swoje malignie i niekomptencji szalal i efektywnie banowal dalej i odebral reszcie swiadomych uzytkownikow checi do pisania. nie wiem, jakim klinicznym wrazliwcem trzeba byc, by sugerowac, ze ja na  obrazalem Dyrekcje i jego samego? Druzyna Pasztetu boli? ze Dyrekcja odgrazala sie opiniami swoich prawnikow boli, ze sugerowanie o wyrzuceniu mnie przez Dyrekcje z forum to material na pozew o pomowienie boli? kurwa mac, cala palestra warszawska turlala sie ze smiechu na okolicznosc takiej amatroszczyzny. zreszta chyba juz ktos ostatnio na forum definicje pomowienia jasno i klarownie wylozyl i temat jest definitywne zakonczony. mozemy jeszcze raz sprawdzic.

na koniec oczywiscie Siepacz nie bylby soba, gdyby nie sprobowal ostatni raz z uzytkownikow zrobic idiotow. pod pregierzem, wybatozony i od czci odzegnany, osmieszony i z blotem zmieszany, swojego nastepce namascil. o kurwa, takiego idioty to ze swieca. jakby mi jakis Admin po chwili od wejscia takie “warunki” zaczal statuowac, to chyba tylko spierdalaj oddaloby moje zdziwienie.

dokad zmierza forum? ceha mnie to interesuje, chociaz setnie sie przy tym bawie, bo jak kazdy lubie, kiedy na moje wychodzi. ja zrezygnowalem, bo odechcialo mi sie. teraz  carfit, TomekN, Przemek odszedl, ktos jeszcze chyba z moderatorow tez. dokad zmierza forum? dzis Dyrekcja otrzymala odpowiedz, przed ktora wielu ostrzegalo. niektorzy maja przyzwoitosc i honor i tym sie roznia od fotopasztetow i ich wspollokatorow.

dzis nie tylko synowej gratuluje, dzis gratuluje dziela zniszczenia fajnego grona. wszystko to, co powyzej, wlasciciel forum uslyszal dwa miesiace temu, moze w troche bardziej upolitycznionej formie, ale co tam, trzeba byc soba, zeby byc kims :-P

niedlugo wkleje archiwum i zapominamy o przeszlosci, bo beat goes on and on and on chociaz niewiadomo dokad.


Epic Fail

17 Luty 2009

jedziemy, chociaz jest to spis na sile, bo nie mam weny i nie mam czasu, ale czasami warto przypomniec sie. Batmobil ma nowy olej i nowe stare lyse opony. zawsze jednak lepiej miec lyse opony, niz lysa czaszunie, pardonsik. Batmobil jest niereformowalny, jego szczesliwy wlasciciel rowniez, zatem strach, trwoga i pozoga ponownie bedzie goscic na ekranach, bo grzech ma poczatek, nigdy jego konca. chociaz moze koniec jest blizej, niz sadze, bo ponownie Ciemna Strona Mocy w kolorze bialym mnie urzekla, a jak nie, to moze w kolorze grafitowym. Behemot, w razie czego, nie bedzie wolniejszy i ledwo bedzie sie jego 3,5″ wydech miescil w tym ekranie. silencery sa dla mieczakow. bez sensu. a moze Porsche? zartowalem, Crazy Mary nie chce Porsche, bo Porsche ma juz szwagier i ona chce czegos nowego. poczekaj Hanus, ja Ci jeszcze pokaze cos nowego, kinematograf tego jeszcze nie widzial.

to jedziemy. zdarzyl sie znowu jakis Cayenne Turbo na Pulawskiej w Centrum. nie chcialo mi sie, ale w koncu zechcialo. Batmobil tez poczul pochop i apetyt i stalo sie, to co mialo sie stac. nie wiem, co go sprowokowalo. moze Cayenne ladnie gadal, moze kierownik ewidentnie i za czesto zmienial pasy, a moze to moja malostkowosc? niewazne, po pierwszym zakrecie i drugich swiatlach Porsche pokrecilo tylko glowa.

zeby takie kozly ofiarne mozna bylo jeszcze doic.

pozniej znalazl sie Lexus, byl duzy, ciezki i mial dwie wielkie rury z tylu i obok 16 letnia, smutna corke. wygladala na chora. gryze sie w jezyk i nie mowie nie martw sie dziecko, cnota jest w 100% uleczalna. Lexus stanal po lewej, po prawej Phaeton. bosko, ja to mam szczescie. oni gapia sie na mnie wyzywajaco, ja gapie sie w telefon, bo wczoraj Mary przysnela niekompletna i zrobilem jej konkret rozwodowe zdjecie. jak na godzine nie spojrze na zdjecie trzy razy, to zapominam, wiec gapie sie minimum szesc. limuzyny obok ruszaja dynamicznie. ja tak sobie. oczywiscie wpierdziel byl zacny i na trasie Torunskiej pytam Lexusa, jak slonce bylo? jak zwykle pyta, co tam siedzi, bo on ma jakies 400+. ja mu pokazuje duza odbitke z telefonu i mowie telefon to nie byla podpucha, wiecej kurwa nie przeszkadzaj.

koles odpowiada, ze mam szczescie. ja mowie, ze mam Subaru. kiedy strzyzesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.

jest Golfik V. chyba GTI. albo 1,9TDI. jada w sumie tak samo. moze mial DSG i sadzil, ze to mu da przewage? ja osobiscie chromole DSG, wole moc, twardy zawias i blysk marchewy z wydechu. koles mial inne preferencje, ale to bylo widac na pierwszy rzut oka. byl z kolega, kolega mial fryzure na czosnek. albo na Czeslawa, zawsze sie myle. tak czy owak, szedl rowno.
pierwsze pol metra.
tak sobie pomyslalem, iz po co przyspieszac. to juz bylo tysiac razy. Golfik siada na zderzaku i goni. Batmobil hamuje ostro i ucieka na prawy. strzala w pupke to moze czesc kobiet lubi, Batmobil tak sobie. panowie prawie zaparkowali autu przede mna, ale kozaczory udaja, ze nic sie nie stalo.

pytam, czy cisnienie w przewodach hamulcowych chlopcy spadlo? cisnienie spadlo, bo juz nie gonia.

jade po Mary, musiala kilka klamotow zabrac z domu. wracamy, jest mokro, jest slisko i jest ciemno. zima w morde w miescie. Mary nadaje, jaka jest wspaniala i ze w ogole jej nie slucham. slucham Hanus, ale zagluszasz mi troche wydech i ze ogolnie to ja odrozniam dwa rodzaje kobiet. te zle i te jeszcze gorsze. alez sie wpienila, raar.


zatem jedziemy do centrum tak – ja zamyslony, ona gapi sie w szybe i rece ma zalozone w wielkim fochu. zamyslam sie dalej i pod Silverscreenem Mokotow przestaje sie zamyslac, bo jade sobie tak przepisowo 80km/h, a tu czerwone, tyle ze juz nade mna.

zagapilem sie. zagapilem sie na kobitke w jakiejs sportowej, czerwonej Toyocie. wygladala ladnie. zadna kobieta nie jest tak latwa, na jaka wyglada i przestalem sie zamyslac i w koncu dojrzalem to pierdolone czerwone.z naprzeciw skrecal Passat, za nim Merol. nie wymine pomiedzy, hamowac nie ma sensu, dzwon na bank przed kryzysem i Batmobil do kasacji, my pewnie tez. nie wiem, jak to sie stalo, ale przeciez ojciec uczyl, ze jak sie nie da uniknac dzwona, to dzwona trzeba uniknac. pelna pinda i w Goworka przez 3 pasy w poprzek bokiem. z tylu trabia. trabcie sobie, ja zycie ratuje. Passat ucieka na bok, piesi uciekaja podobnie. obraca sie Batmobil zlosliwiec w druga strone, to gazem go, kurwa gazem uczyli, wiec to gazem go, kurwa gazem. jak juz przypierdzielic, to  z przytupem i po walce. przez zatoke dla autobusow obok Merola udaje sie. fuck, oh fuck, oh fuck fuck fuck. patrze w lusterka, kilka aut stoi, reszta toczy sie. uciekam, na pewno jest tu monitoring.

debilizm roku, czekam na krzyki. ale Mary sie smieje, ze Batmobil wlasnie o wlos by sie sprzedal. na zlom i czy mialbym gotowke na taxi dla niej, bo jej sie nie chcialoby na deszczu tak stac i wrak ogladac? mowie, ze wszystko pod kontrola i taki szpan na maks i probuje sobie przypomniec, czy mam jeszcze zimna wodke w domu. niewazne, potrzebuje tez papierosow. pod blokiem wchodzimy do sklepu, na przezroczystych drzwiach naklejka “Pchac“. Mary sie polgebkiem usmiecha i pokazuje mi ostensywnie napis, przy czym kiwa glowa zlosliwieja niewzruszony kupuje pety, na wszelki dwie paczki i wychodzimy. tym razem to ja przez zeby powstrzymuje usmiech, a Mary czerwona. zgadnijcie, co bylo z drugiej strony naklejki, raar.


w domu jest jednak zle, mam tylko ciepla wodkeCzeslaw z Michaelem do spolki z trzema wielkimi kobietami i najdluzszymi nogami na swiecie Natalii wypili zimna. nawet te ohyde Wyborowa jablkowa, desperacja. cieplej Wyborowej wypijam szklanke na raz i mysle, ze czas sie jeszcze bardziej ustatkowac i sprzedac Batmobil i kupic moze little red Corvette, bo nigdy nie bede wiedzial wczesniej, kiedy jest juz na hamowanie za pozno. zartowalem. pod presja sprawy zawsze ida mi gorzej.

w nastepnym odcinku wracamy do znanego i lubianego cyklu This week on Crime Story.


This Week on Crime Story “Dokad zmierza forum”?

17 Luty 2009

dokad zmierza forum? tam gdzie od dawna zmierzalo, czyli nigdzie.

drzewiej bylo lepiej, bo wszyscy holdowali niepisanemu konsensowi. SIP utrzymuje forum i akceptuje liberalne zasady jego uzytkowania, uzytkownicy wzamian zachowuja poczucie zdrowego rozsadku i przyzwoitosci.

pierwszy podzial forumowy odbil sie szerokim echem, chociaz nie dal odpowiedzialnym za rozlam nic do myslenia.
firemka, ktora zrobila sobie z Macierzy platforme komercyjna i tube reklamowa w dalszym ciagu przeginala pale, a SIP szedl w zaparte i wsciekle tepil wszelkie przejawy dzialalnosci konkurencyjnej dla SIPu. z czasem tepienie stalo sie groteskowa burleska, gdzie interes SIPu dawno sie zatracil, a objawila paranoja na punkcie wszechobecnej i przeokrutnie groznej konkurencji SIPu.

o Druzynie Pasztetu i Wielkim Siepaczu Hadronow szkoda nawet slow, bo nie ma z kim dyskutowac na ten temat i nikt nic na tym nie zyska, poza kolejna zadyma i wokanda w tle.

jasne.

rykoszetem oberwalo sie niestety Maptekowi, carfitowi, Xbike i byc moze innym, chociaz Ci akurat Panowie znali zasady wspolistnienia. interes komercyjny interesem komercyjnym, ale pojmowanie SIPu sprawy poskutkowalo dalszymi kontrowersjami.

otoz forum Subaru to nie tylko forum pokracznej Imprezy 08′, czy Legacy Diesel, a przede wszystkim calych rzesz Foresterow i GTkow z poprzedniej dekady.

czy SIP naprawde uwierzyl, ze wlasciel autka za PLN20-30-40k poslusznie bedzie grzal do ASO, by za rozebranie, wymiane elementu i zlozenie skrzyni zaplacic katalogowo i zgodnie zroboczogodzina, dajmy, PLN6k? wezmy za przyklad Batmobil. ASO najzwyczajniej czesto odmawia/dosyc zrozumiale/ zajecia sie tym autem, bo raz nie zna sie na takich autach; dwa woli zarabiac na prostych przegladach, wymianach oleju, uszczelek i skladaniu pieczatek w ksiazeczce serwisowej przeszczesliwych wlascicieli.

zatem mamy juz dwie szerokie grupy uzytkownikow Subaru, ktorzy z definicji sa z Macierzy wykluczeni. nie wiem, co SIP chce w ten sposob osiagnac. przeciez kazde dziecko wie, ze po wygasnieciu gwarancji malo kto zabiera swoje auto do ASO, bo po co placic drozej, jesli mozna taniej? Ci, ktorzy sa wierni ASO, beda zawsze wierni ASO i serwisowanie Batmobila na Bajecznej nikogo do herezji nie przekona. a jesli przekona, to znaczy, ze to ASO ma problem, skoro ASO jest dwa razy drozsza i/lub mniej profesjonalna. nie wiem, dlaczego SIP tak sie obawia tych warsztacikow, wg mnie zadna to konkurencja i wszyscy moga jednoczesnie przyjaznie egzystowac. zdrowa konkurencja wszystkim wychodzi zawsze na dobre, jesli ktos tu widzi konkurencje.

ja widze wczesniej dzialalnosc komplementarna.

tu dygresja: na razie to SIP na tle konkurencji czesto wychodzi blado. wezmy tylko dostepnosc czesci:

potrzebowalem kiedys nagle zwykla srube /osemke bodajze/ podczas geometrii, bo nieudacznicy z 4Turbo przykrecili mi sworzen do zwrotnicy czworka i sruba najzwyczajnej pekla w rekach. dobrze, ze nie na trasie przy dwoch kolach na szafie. obdzwaniam cala Warszawe o 1000 na ranem i sruby w zadnym ASO nie ma. szczesliwie znalazla sie w koncu w jednym ASO, kiedy zadzwonilem na komorke do znajomego pracownika i ten przypomnial sobie, ze wymienial ostatnio komus zawieszenie i gdzies na smietniku moze ma uzywke.

innym razem potrzebowalem kompletu szpilek i nakretek. w ASO nie ma, ale cale szczescie jeden mechanik ASO w swoim prywatnym warsztacie takowe posiadal.

innym znowu razem potrzebowalem kompletu nadkoli. tak, beda, do trzech tygodni. carfit w dwa dni mi przyslal.

mam tez przemile doswiadczenia z ASO. mam na mysli Andrzeja Kopera, ktory zawsze probuje pomoc, a jak nie moze, to mowi, jak jest i mowi to jak czlowiek, a nie jako osoba zwiazana z SIP. tydzien temu potrzebowalem RE070, obdzwonilem swoje zrodla w Warszawie, ale nikt nie mial na teraz. zadzwonilem do Andrzeja i ten oddal mi nowe opony ze swoich prywatnych zbiorow w cenie, o ktorej moglem tylko marzyc. mam na mysli tez Marka Adamskiego, ktory nigdy mnie nie zawiodl i poprzednie auto po dzwonie tak zrobil, ze sladu nie bylo i jeszcze gratis zrobil wiele innych rzeczy, a wszystko przed terminem.

wniosek jest taki, ze swiadomy uzytkownik Subaru w Polsce serwisuje auto tam, gdzie serwisuja dobrze i nie musi przeplacac. robilem auta w ASO, poza ASO i bede dalej tak robil, bo wiem, na kogo i w jakim zakresie moge liczyc. zadne edytowanie na forum nazw firm nie pomoze SIPowi i mu nie zaszkodzi, skoro kazdy i tak podejmuje samodzielnie decyzje po sprawdzeniu kompetencji i cennika. po co edytowac nazwe warsztatu/sklepu tunerskiego, skoro biore telefon, dzwonie do kolegi/pisze PW do obcej osoby i wiem juz, co, gdzie, jak i za ile.

nie robmy z uzytkownikow idiotow, skoro to ma byc forum dla uzytkownikow.

nie chce SIP takich uzytkownikow i mowi droga wolna? to droga wolna jest dla 90% uzytkownikow Subaru, zatem jest odpowiedz, dokad zmierza forum.

wszyscy i tak o tym wiedza i dorosli ludzie dawno juz by skonczyli ten teatr. w szczegolnosci, ze carfit, czy Maptek nigdy sie nie reklamowali nachalnie, bo to przyzwoici ludzie. jedna czarna owca 4Turbo, a raczej kilka tylko osob w niej zatrudnionych, do dzis kladzie sie niechlubnym cieniem na zbyt wielu osobach i po dzis na calym wypaczonym funkcjonowaniu forum.

o Druzynie Pasztetu szkoda slow, bo to nic nie pomoze i Wielki Siepacz Hadronow znowu poczuje sie dotkniety.