dawno mnie tu nie bylo, ale zrzucmy wszystko na karb bezecnej i lepiacej sie wiosny. kto wie, ten wie i Czeslaw tez wie, chociaz on moze wie nawet az za dobrze, bo ona jest tylko dwa razy od niego mlodsza, ale przynajmniej nie wyglada za staro
pamietaj Morys - milostki, chociaz swiete, rozumem maja byc ujete. babi narod zawsze chytry. wiosna wiosna, ale kazda pora roku ma to do siebie, ze w koncu przychodzi pora na kopanie i nie jest tez wielka tajemnica, ze najlepszym lekarstwem na wiosenne dziwactwa jest sprawienie komus przykrosci. zatem jedziemy. bez sensu.
jak wiadomo, zachcialo mi sie sprzedac Batmobil, ale go nie sprzedalem, bo mi sie zal go okrutnie zrobilo. taki sentyment mam do niego. a dokladniej, nikt nie dawal od razu tyle pieniedzy, zeby godnie ten sentyment ode mnie odkupic. kupic sobie golasa rozbitka z Ameryki kurwa i nie zawracac mi glowy! nie wiem, skad sie takie klapsy biora, ktore sadza, ze na litosc kupia Batmobil w cenie zajechanego gruchota po 150-kilogramowym bambrze z Nowego Orleanu. zatem male, zawistne czesie z Sohaczewa i okolic – auto zostawiam na dluzej przy sobie i niech Was kurwa szlag i caly powiat zolcia i korzenie tez zaleje przy okazji
no ale do rzeczy, nie moglem sie powtrzymac tylko. z racji, ze Batmobil ma nowy kolektor i nowy up-pipe to Batmobil zmienil teraz swoja podla charakterystyke. otoz ryczy jeszcze glosniej i zaczal obrzydliwie bulgotac i ciagnie z dolu mocniej i o dziwo jakos znikomo gora mu poslabla. nie wiem, jak on to robi. moze dlatego, ze z poczatku w tryb awaryjny sie przestawil i wowczas zapierdzielal jeszcze bardziej i tak mu sie to spodobalo? mi tez sie spodobalo, zatem postanowilem, ze tak zostaje na dluzej, chociaz strasznie duzo mnie ostatnio ten Batmobil kosztowal. coz, chleb palcze, gdy go darmo jedza, ale szpan za to teraz jest gargantuiczny, ze jak jade wolno KENem, to sie mlode mamuski z berbeciami w wozkach ogladaja, tatuski kciuki unosza do gory, dresiarze w Bumach zjezdzaja na prawy pas, a studentki uczelni panstwowych w trybie dziennym zerkaja ukradkiem, jaka dzis bielizne nosza. ja zawsze jednak wybieram te z prywatnych szkol, albo studiujaca w trybie zaocznym, bo te w ogole nic nie nosza. pozniej jak zwykle na takie to tylko proso i arszenik i jak najdalej, bo z nimi jak z pieniedzmi. latwo przyszly, latwo poszly.
jedziemy. jest Trasa Siekierkowska i jade sobie lewym-prawym-lewym-prawym pasem, bo skoro jest miejsce, to po co ludzi straszyc? ale z tylu nowy, bialy, perlowy i odwazny Abarth postanowil dla odmiany mnie postraszyc. coz, mowi sie panie Fiacie, ze odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu, a ja sie nie boje, bo w zyciu mnie juz wystarczajaco wystraszyli i nic nie jest w stanie mnie juz wystraszyc. no moze wizja malzenstwa z kobieta z tenedencja do tycia. nie smiac sie kurwa teraz, nie mam na mysli filigranowej dziewczyny moderatora forum Subaru. zreszta ktos juz kiedys powiedzial, ze bigamia to o jedna kobiete za duzo. monogamia kurwa tez i tego bede sie trzymac. zatem Fiacik uparcie trzyma sie zderzaka i chyba daje znaka, ze mu przeszkadzam. jak Boga kocham, zuchwalstwo i impertynencja najgorszego sortu. lewy-prawy-prawy-lewy-lewy i nie ma Abartha. po chwili znowu jest, ale po prawej i tylko sie niesmiale zrownuje. kurwa mac, wszystko jasne. zajebista sztuka za kierownica sie usmiecha, a na prawym tez zajebista sztuka i tez sie usmiecha. wiadomo, mamy Pt wieczor i do tego wiosne i zwierzyna lowna zasadza sie na czaty. mysle sobie, ze duren ze mnie, bo kto to slyszal, zeby hunter uciekal przed ofiara? ja to zawsze musze na odwrot. chcialem zagadac, ale wez tu zagadaj, jak wydech zaglusza nawet wlasne mysli. co gorsza jednak, auto oblepione reklamami i one same jakos podobnie ubrane i czapeczki podobne z daszkiem maja. jakies nastoletnie hostessy chyba, co maja przykuc uwage do autka. coz, panowie w moim wieku nie patrza juz tylko na dlugie nogi, zgrabna pupe, jedrne boobies, seksowne stopy, wydete usta, zmyslowe oczy, kocie ruchy, geste wlosy i sniada, aksamitna cere. patrza tez, czy kandydatka sama sie utrzymuje, czy ma mieszkanie i czy to prestizowa lokalizacja i najlepiej zeby miala auto marki premium, bo to znaczy ze zaradna i na paliwo do Batmobila dolozy, a moze da i na jakie gwintowane zawieszenie? hostessy na pewno nie doloza i niech wpadaja co najwyzej do Hotla po polnocy, jak juz bedziemy bez auta. i nie, kurwa nie mam w domu mleczka do demakijazu, noscie kurwa ze soba! swoja droga od lat obserwuje straszna emencypacje wsrod coraz mlodszych kobiet. kiedys to czlowiek musial sie nastarac, na kawe zabrac, bo sie tak opor nie pilo, na spacer i moze za trzecim, czwartym razem consumatum est sie rzeklo. a dzis to wchodzisz do takiej Opery, bierzesz dwie tace z wodka przy barze, a wokol od razu 8 dlugonogich studentek i zadna nie odmawia i kazda sie tlumaczy, ze ona woli starszych.. coz, bywaja wady wiecej warte, niz niektore cnoty. niebo na ziemi, a nie do nieba po ziemi, to jest dobre motto na weekend. jade po kumpla na lotnisko.
on strasznie lubi, jak zapierdzialamy Batmobilem, bo od razu trzezwieje po 3h lotu. tym razem od razu jedziemy do Centrum, bo samolot sie spoznil i nie mamy czasu. czas biegnie, a alkohol w klubach na kobiety wiecznie nie dziala. napada mnie niebieskie Evo IX. na oko ma w chuj mocy i jeszcze drugie tyle. nie dalem mu rady, ale on tez mi nie dal rady. na swiatlach wszyscy sie na nas gapia, taksowkarze z dezaprobata. zartowalem, wladcy warszawskich drog nawet takiego slowa nie znaja. jedziemy dalej i szukamy zwady, udajac, ze nam wszystko zwisa. w sumie jednak nam sie tak nie spieszy.
jest Pulawska w kierunku centrum juz za Sluzewcem i sie zaczyna. dopada nas rodzynek, jak Boga kocham M3 E30, albo cos takiego, a najlepsze, ze cale auto wymalowane w piekielne plomienie, jezory ognia i aerograf Wiedzmina. chyba sie dostosuje, pomyslalem.
podszedl tedy na stronie krwawy Wiedzmin do Wyroczni i zapytal:
- Coz uczynic mam, o pani, by byc najwiekszym z wojownikow na duktach stolicy?
i Wyrocznia wdychajac ukradkiem swiete Devila opary, przemowila don glosem donosnym, a lagodnym. glosem madrzejszym niz ziemia i niebo, glosem madrzejszym niz stulecia:
- Najwiekszym z wojownikow bedziesz, gdy wiekszego od siebie pokonac zdolasz.
strapil sie Wiedzmin, bo pojac z tego nie zdolal ni slowa. zapytal tedy ponownie:
- A jakze mnie poznac lepszego od siebie?
- Posrod nikczemnych a szybkich nieprzyjaciol go najdziesz, godlo ich zolto-niebieskie i mury Jerycha im nie straszne i ladne blondynki sie ich czepiaja.
rozgniewal sie straszliwie krwawy Wiedzmin na Wyrocznie, bo nieprawde pewnikiem mowila, gdyz plemie nikczemne wiele halasu tylko robi i straty ma na napedzie, legenda praojcow niosla i czym predzej zabil Wyrocznie za to. lecz nie nasyciwszy gniewu, poprawil sie w zagrzybialym fotelu, zapial jedynke i z piskiem porazajacym ruszyl ku chwale Bryki Mlodego Wiesniaka.
szukal i znalazl w koncu hardy Wiedzmin szermierza, ktory mu czola stawic nie odmowil. inaczej jechal by tak wciaz przed siebie, krew ludzka i nieludzka, slupy, drzewa i rowy przydrozne i inne za nic majac.
to, co nastapilo pozniej, ciezko opisac. ruchy wykonaly sie automatycznie i blyskawicznie i bez kontemplacji. oreze jeden i drugi jakby same wskoczyly, piruet, zejscie, finta, brzek skrzyni, parada, polpiruet, szpada, szabla, floret, szermierka, fechtunek i tak w dalszym ciagu bez ustanku. lecz krwawy Wiedzmin juz stal w pozycji obronnej, w szerokim rozkroku, z prawa reka wysunieta lekko do przodu i gdzies tam grzebiaca. Batmobil stal w identycznej pozie, ale troche innej, bo Buma juz byla w lustrzanym jego odbiciu. Wiedzmin z uznaniem pokiwal glowa, dobry byl… zbyt dobry: jakies 1500KM i pierwszy naped swiata na cztery bez strat na napedzie… o ja pierdole.
na pewno nie byla to seria, to jest Subaru zacnego herbu “Jade Kurwa Nielegala”. to bylo zaskoczenie i nie byla to takze iluzja. godla na klapie sprytnie nie ostrzegaly zawczasu o zadnych magicznych lub nienaturalnych anomaliach w poblizu, ani w komorze silnika. wykluczajac chorobe psychiczna i psychoze na punkcie US specow po 2005 roku, wykluczajac odurzenie substancjami ropopochodnymi, Wiedzmin mial przed soba najprawdziwszego Batmobila z krwi i kosci i wydechu bez homologacji. i oczy jego tez nie pozostawialy sladow watpliwosci.
- Milcz, poganski skrzacie! - huknal nagle glos rozsadku znikad. Batmobil ma w baku wywar z czarnego kota, twierdze! – sam sobie ten caly Wiedzmin dopowiedzial, a rozsadku juz nie bylo, na pstrym koniu sie zagalopowal.
tymczasem Batmobil zwolnil i w dalszym ciagu zajscia siedział spokojnie na pagorku jak szanujaca sie smoczyca o odrazajacym oddechu i wesolo machajacym ogonie. Wiedzmin wdrapał sie na najwiekszy glaz, odchrzaknal i splunal:
-Hej, ty tam! - zaryczał znowu rozsadek-fantom, biorac sie pod boki. – Smoku Wielokolorowy! Słuchaj co ci rzeknie twoj rozsadek! Znaczy sie ja! Jak nie dam ja rady, to jako pierwszy honorowo wezmie sie za ciebie kto inny! I ci nakopie w kaldun, wedle swietego zwyczaju, na pohybel tobie, a na radosc biednym dziewicom i walka ma byc honorowa i wedle prawa, ziac ogniem nie idzie, a jedynie konfesjonalnie lupic jeden drugiego, dopokad ten drugi ducha nie wyzionie, albo nie zemrze! Czego ci zyczymy z duszy, serca!
Batmobil ziewnal, zamachał skrzydlem, a potem przypadlszy do ziemi szybko zlazl z pagora na rowny teren:
- Pojalem cny rozsadku! - odryczal. - Niech tedy wystapi w pole szlachetny Wiedzmin ponownie! - i dodal po nosem: Jaselki kurwa se urzadzilem - splunal ponurym wzrokiem, odprowadzajac Wiedzmina wyjezdzającego zza bariery pomniejszych zawalidrog.
w miedzyczasie Wiedzmin dopiero zaczynal dostrzegac u przeciwnika i podobiensta i dzielace ich roznice. ubior, mimo ze podobny, byl jednak innego kroju, bardziej wydatny, rzutki, pyszny, drapiezny, pretensjonalny i oczojebny. bron Wiedzmina byla mala i brzydka i ostra jak brzytewka, a Batmobila podobna do miedzykontynentalnej broni niekonwencjonalnej o rozpierdalajacej sile razenia. Wiedzmin stal w niezmienionej pozie, niczym kryzysowy posag z bawarskiego brazu i nie wiedzial co robic, a ten drugi nie wygladal na przestraszonego. gorzej, wygladal na setnie rozbawionego i wrecz przeciwnie patrzyl na Wiedzmina niczym wilk na owce, co sama sie do strzyzenia napraszala, a jego oczy wwiercaly sie Wiedzminowi prosto w dusze.
- Cholera! Jesli ja wygladam teraz chociaz w polowie tak strasznie jak on, to koles powinien robic wlasnie w gacie! – pomyslal Wiedzmin.
- Jesli wygladam chociaz w polowie tak strasznie, jak wiem, ze wygladam, to Buma zaraz poczuje, jak czul sie latryniarz Jamal, gdy udawal sie po autograf Amitabha Bachchana – wycedzil Batmobil.
od poczatku walki minela wkoncu pierwsza sekunda. bezruch zaczynal byc meczacy. swidrujaca cisza, jaka nastapila po tym momentalnym szermierczym scieciu nadziei Widzmina, pozwolila lepiej slyszec i lepiej rozumiec. gadatliwi przekupnie, skapi kupujacy i napastliwe rozpustnice zniknely z okolicy i wygladali teraz na obu zza polprzymknietych drzwi, uchylonych okiennic i poprzewracanych straganow z bananami. sytuacje rozladowala donosna marchewa z dwu i polcalowego wydechu i Wiedzmin wiedzial juz, ze to jest turbo auto i ta turbina srodze dmucha. wypuscil on powietrze z pluc, wyprostowal sie, ujal gazu i dal na salut przeciwnikowi, po czym na luzie dotoczyl sie do pierwszych swiatel i patrzyl na Batmobil wyczekujaco. Batmobil najwidoczniej rowniez rozluznil sie, bo papuzio powtorzyl ruchy, poprawil druga marchewa, nawet usmiechnal sie chyba.
– Batmobil, a tak własciwie, co oznacza tresc tego egzorcyzmu?
– Idz wychedoz sie sam.
